Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Andryou!

czwartek, 12 listopada 2009 8:55






Pęcice Małe 10 listopada 2009 roku


Andryou!


Napisałeś - trzeba iść  i ja postanowiłam posłuchać tej rady. Poszłam, a nawet  poleciałam do Ciepłego Kraju.

Co prawda przez trzy dni padało jak w naszej ostatniej  korespondencji... ale potem wyszło słońce i niebo było błękitne.

Czego ja tam się nie naoglądałam!

Obserwowałam wielbłądy na pustyni,

 


kąpałam się w Morzu Martwym, widziałam stare drzewka oliwne przewożone koparką nie wiadomo dokąd,



ludzi różnych wyznań żyjących na jednym wielkim podwórku starej Jerozolimy, podzielonych murem, który nazywany jest Ścianą  Płaczu,

 

 

 



nadmorską  Cezareę pamiętającą króla Heroda, Betlejem pamiętające niezwykle narodziny i Bazylikę Pańskiego Grobu w dzielnicy chrześcijańskiej, pilnowaną przez tajemniczych Etiopczyków


 



„Dziwny jest ten świat" wykrzyczał przed laty Czesław N, ale „mocno wierzył w to, że ludzi dobrej woli jest więcej i że nadszedł już czas, najwyższy czas, nienawiść zniszczyć w sobie".

Myślisz Andryou, że nadszedł? Bo z moich obserwacji wynika, że jeszcze chwilę trzeba będzie poczekać.

Jerozolima to miasto trzech wielkich wyznań - islamu, judaizmu,  chrześcijaństwa. Piękna, ale wiecznie niespokojna kolebka Bogów, pilnowana przez dzielnych  chłopców z karabinami.

 


Byłam także w muzeum holokaustu i walki z nienawiścią - w Yad Washem.

 

 

 Tłumy zwiedzających ludzi w każdym wieku, z każdego kraju świata. Z szeroko otwartymi oczami.  Przerażonych i porażonych tym co zobaczyli.

 Ale nie tylko takich. Jedna z pań z mojego autokaru, modląca się w każdej kaplicy obserwowala ludzi w myckach i z pejsami i rozbawiona powiedziała, najwyraźniej z siebie zadowolona: "nawet fajne te Żydki". Nie była jedna w naszym autokarze z polskim orłem.

W takich sytuacjach zawsze wstydzę się za tego orła. Kto ją, kto ich wychowywał?!

Najdłużej i najchętniej przygladałam się dzieciom.

Czy chociaż one odstawią karabiny, jak dorosną? Jak myślisz poeto?

Ja bym zrobiła ogólnoświatową wymianę karabinów na  kolorowe  baloniki.


 

A jeżeli im się nie uda, to może chociaż ich dzieciom?

Może nie wierzę w to aż tak mocno jak Czesław N, ale trochę jednak wierzę. Powierzywam.

Nam się na jakiś czas i już jakiś czas temu - udało.

Jutro Dzień Niepodległości. Pozdrawiam Cię z tej okazji szczególnie serdecznie- niepodległa ale już i nieodległa - Imagine

 


komentarze (36) | dodaj komentarz

Imagine,

czwartek, 29 października 2009 12:30






Imagine,


Powiadasz, że pada. Cóż. Powiem Ci tylko tyle - tam pada. Za oknem. W oknie.


W oknie

Wszystko

Lepiej

Moknie

W oknie

Moknie wszystko przyjemniej

Bowiem

Bo

Moknie

Owo - Ono

Bez

e

mnie


Po czym powiadasz, powiadasz, powiadasz - z czego wnioskuję, że Ty też padasz. Powiem Ci tylko tyle. To znaczy, drugie tyle - Trzeba iść.


                   Iść

                   Patrzeć jak, jakby, dziś

                   trochę wolniej spada liść

                   Nie tyle, chyba, żeby - nie przeszkadzać

                   Ile, ale, jak, on, by

                   chciał powiedzieć mi

                   że i

                   w spadaniu można nie przesadzać


A na nadchodzące Święta Wszystkich Byłych Osób przesyłam taki oto wierszowany skojarzennik.



  Święta

Pamiętań

Święta - chryzantem

I ogni w szkiełkach

  Święta - pamiętań

O więziach

Węzłach

Węzełkach

  Święta

Jasno i ciemniej - żółtych kart

Gdzie, zasadniczy - mówią - żart

a gdzie zaś jest pointa

- mówią

- te Święta

  Święta,

co naszym, po brzegi burt wyładowanym

marzeń okrętom

znaki, dymne nadają

- Płyńcie. Tyle waszego pływania.

Co przed Port - Pointą

  Święta

Gdy

Spotykają się mgły

Ta wieczorna jesienistna

Oto, tak - natyka się

Na tę naszą - w oczach - mgłę

  Święta

Przytomne

Kiedy w całym słowie - zapomnę

Równie ważne staje się „za"

Równie bliskie staje się „pomnę"

  Święta

Dawno wpisane

A

Nagle, niespodziewanie ogromne

  Święta

Gdy

Wszystkie, naszej pamięci

- rzeki leniwe

- strumienie, potoki

spływają ku

śródleśnym spokojnym jeziorom

Pamiętań

ale

O Kimś




                                                        Andryou


komentarze (6) | dodaj komentarz

Oj Andryou!

piątek, 23 października 2009 13:07






22 października 2009 roku

Pęcice Nieduże


Oj Andryou!


Od trzech dni pada albo siąpi, na niebie tradycyjna  brudna szmata.

W naszej szerokości geograficznej rozpoczynają się masowe smutnienia całych grup społecznych...

Oblężone pijalnie gorącej czekolady i poradnie psychoterapeutyczne.

Kina i teatry z lżejszym repertuarem, przestają narzekać. W empikach wykupują pogodne książki i  słynne „Divertimenta", czyli „Kabarety jednego starszego pana", które właśnie ukazały się w sprzedaży!

Wszystko, dzięki czemu można się uśmiechnąć bez zażenowania, jest na wagę złota.

ALBOWIEM NADCHODZI, chyba już czwarte w historii naszej korespondencji,  PÓŁ ROKU MROKU.

Ta niedopuszczalna ciemność prawie zaraz po obiedzie...

Niektórych rozjaśnia nurkowanie, ale to  nie jest liczna grupa ludzi.

Ja, jak Bóg da, polecę na kilka dni do słońca i ciepła, którego Ty nie lubisz i ja się temu nigdy nie przestanę dziwić.

Zanim to nastąpi, muszę skończyć nagrania, montaże, występy i inne zajęcia. Tak się dziwnie „porobiło" w moim życiu, że na starość zamiast odpoczywać, nie mam prawie wolnej chwili.  Rośnie sterta ksiażek do przeczytania i rzeczy do napisania.

W nielicznych przerwach w pracy, myślę o corocznej  epidemii smutku widocznej gołym okiem. Może powinni nas usypiać na zimę?

Bo to jest  chyba rodzaj przygnębienia i apatii  nie do pomyślenia u biednych, ale nasłonecznionych ludów Afryki czy Azji...

Brak energii i  uchodzące  powietrze, czyli klasyczny  syndrom  balonika Kłapouchego. Najwięksi wesołkowie padają jak muchy.

Przypomina mi się dowcip opowiedziany przez Zuzię Łapicką (ach, jak ona potrafi opowiadać!):


Do psychiatry przychodzi pacjent. Cień człowieka. Podkrążone oczy, cierpienie widoczne gołym okiem. Nieśmiało prosi:

- Panie doktorze, długo zwlekałem z tą wizytą, ale już nie daję rady. Jestem bliski  samobójstwa. Proszę mnie ratować.

- A proszę mi powiedzieć, czy brał pan  prozak?

- Brałem.

- A czy próbował pan niewielkich ilości alkoholu czy innych używek? 

- Próbowałem.

- A jakieś romanse bez zobowiązań, miłostki, wycieczki  w nieznane?

- Próbowałem.

- Nauka tańca towarzyskiego, gra na instrumentach, spa, hazard, sporty, nieokiełznany seks?

-  Tak, tak, to wszystko mam za sobą.

- I nic?

- Niestety nic. Jestem załamany.

- No to rzeczywiście mamy kłopot. Chyba i ja nie jestem w stanie panu pomóc....

- chociaż zaraz...zaraz...przypomniałem sobie, że właśnie przyjechał do naszego miasta słynny włoski cyrk

- „Ronconi".

-  Ludzie biją się o bilety, wykupują je na parę miesięcy przed przyjazdem cyrku. Wszyscy dostali bzika na punkcie  niezwykłego clowna, który tam występuje. Najsmutniejszych rozbawia do łez.

- Krążą o nim legendy. Dawno nie ma już co prawda biletów, ale ja na szczęście mam znajomości i zaraz tam zadzwonię.  Może się uda i  pana jakoś, w drodze wyjątku, posadzą na dostawce.

- (doktor wykręca numer uśmiechniety i zadowolony ze swojego pomysłu). A pacjent kiwa tylko głową i mówi:

- Nie, nie, proszę nie dzwonić. To ja jestem tym clownem.

- .....


Przypomniało mi się teraz także,  że na placu Il Campo, w Sienie, co roku, w lecie, rozbawiał turystów pewien zwykły i  niezwykły pan w czerwonym bereciku. Ktoś w rodzaju clowna, czyli  rozbawiacza, rozśmieszacza  publiczności. Przyglądał się turystom, a potem robił im niewinne dowcipy. Oni nie mieli  świadomości, że coś się dzieje i że oglądani byli przez  ludzi  siedzących  w kawiarniach, lub przechodzących  obok. Potem „cała rzecz się wydawała" i  śmiali się wszyscy. Weselał cały plac!

To była zwyczajna praca tego pana; po takim spektaklu, po prostu  chodził wśród ludzi i zbierał drobne pieniadze  do swojego czerwonego beretu. Ludzie dawali chętnie, bo uwielbiali go. Rozjaśniał im, choć na chwilę, życie.

Ale, co charakterystyczne, on  sam jakoś nie wydawał mi się być wesołkiem, ani nawet pogodnym człowiekiem ...

Kiedy w tym roku już go zabrakło, nie mogłam tego odżałować.

Czy przeniósł się  do innego miasta? Przychodził w innych godzinach?

W każdym razie wyczekiwałam go na próżno. Na szczęście mam zdjęcia.


 












 


Mogę się chociaż do nich uśmiechnąć, czego i Tobie życzę  na takie szaro bure czasy  - Imagine


komentarze (10) | dodaj komentarz

piątek, 20 listopada 2009

Licznik odwiedzin: 809853

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Książka



Książka jest zapisem korespondencji prowadzonej na łamach blooga przez autorów - Magdę Umer i Andrzeja Poniedzielskiego.

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 07.11.2009 11:56:27
  • autor: adagio
  • treść: koniec świata pewnie...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: