Imagine,
Bardzo dziękuję za doniesienia z Toskanii. I za uśmiech Zuzanny Ł. I za kapelu-tragedy. Choć, jeśli o sprawę kapelusza chodzi, to wyśledziłem w sobie zalążki niewakacyjnego już myślenia. Bo pojawiły się pytania. A pytania, jak wiadomo są zajęciem charakterystycznym dla okresu niewakacyjnego. I tak na przykład :
Co mnie wzrusza ?
W sprawie tego kapelusza ?
Czy Krystyna ?
Czy kapelusz ?
Czy zgubienie kapelusza ?
No i zaczęło się. I niejako na przekór tej pytaniowej słonności postanowiłem napisać typowo i zdecydowanie wakacyjną piosękem. Pisownia ta, urągająca nie tylko ortografii ale i ortodoncji, jest celowa - by wakacyjną beztroskę podkreślić. A i „dzieło" od piosenek właściwych odróżnić.
Wakacyjna piosęka
Nie utysknie, nie stęka
Nie nadmienia o mękach
u wymienia istnienia
Bo, tak „to be" nie lubi
jak - „or not to be"
Napotkałem ja żuka
Taki żuk - twarda sztuka
Jeśli w niego zastukać
Ci on się nie otworzy
Oj nie skorzy, nie skorzy
Są żukowie
Do czegokolwiek
Wakacyjna piosęka
Nie utysknie, nie stęka
Nie nadmienia o mękach
u wymienia istnienia
Bo, tak „to be" nie lubi
jak - „or not to be"
Napotkałem sarenkę
Myślę - ujmę za rękę
Ona w czmych, ja w udrękę
A gajowy rzekł - podsumujmy
- Czmycha,
Aby
nie doszło do ujmy
Wakacyjna piosęka
Zapomina o sękach
Kiedy po życia sośnie
Zjeżdża
I im niżej
Tym jej radośniej
Napotkałem jaskółkę
Chciałem wejść na jej półkę
Zaczepiłem o rułkę
kiedym leciał już w dół
Wyjaśnienie mego ryps!
- taki,
otóż to jest gips
Wakacyjna piosęka
Nie marudzi w przyklękach
Ale rada spada we szpagat
I do Ziemi kochanej, woła -
- nie dbam czy wstanę !
Wakacyjne przygody ?
Człowiek,
dawno już, czymkolwiek
Nie pasuje do przyrody
Bowiem człowiek, prawie ciągle, czegoś chce
A przyroda -
- Właśnie - nie.








Imagine,
Niniejszym donoszę Ci, że otóż, mianowicie, nie bez radości - bibuleję. Tak. Tak właśnie. Bibuleję. Celowo powtórzyłem żeby nie było wątpliwości. Nie jest to przejęzyczenie. Nie jest to błąd laptopowej niestaranności. Nie chodzi o bi-bolenie, czyli obustronne odczuwanie bólu. Bibuleję. Pamiętasz zapewne jak poddawano nas eksperymentowi uwieńczonemu jakże częściowym sukcesem, zwanemu edukacją. Tą, na powszechnym i podstawowym poziomie. Człowiek, dodajmy - mały człowiek - zakuty w szkolną ławę. Zakuwano parami. Po środku ławowego blatu był zaś otwór nieduży a okrągły, gdzie wkładano kałamarz. A w kalamarzu był atrament. A każdy edu-zakuty był wyposażony w zeszyt czy to w kratkę - do rachunków, czy w trzy linie do pisania. I jeszcze posiadał każdy obsadkę zakończoną stalówką. I jego, ucznia - bo taka była oficjalna nazwa zakutego, obowiązkiem względem społeczeństwa było macznie tej stalówki w tym atramencie i odwzorowywanie w tym zeszycie, wcześniej zaprezentowanych na tablicy liter, cyfr - tajnych i dziwnych znaków, którymi już od wielu lat porozumiewała się znaczna część narodu. Stalówka nie była narzędziem zbyt precyzyjnym. Do częściowego niwelowania problemów z dozowaniem atramentu służyła bibuła. Był to kawalek papieru odznaczajacy się nadzwyczajną chłonnością. Jej, bibuły zadaniem było wessać owego atramentu nadmiary. Ratowała świętość, honor zeszytu. Łagodziła nieszczęście kleksa, czyli niekontrolowanego skapnięcia atramentu na białą świętość i honor zeszytu. A później, kiedy szybkość pisania przewyższała szybkość schnięcia atramentu, tylko dzięki bibule możliwe było przewrócenie świeżo zapisanej kartki. I podążanie z pisaniem ku następnej kartce. Im szybciej tym lepiej. Bo myśl, która powodowała tym pisaniem, lubiła wyschnąć jeszcze szybciej niż atrament. I tak, w miarę używania, na bibule odbijały się, jak w lustrze z funkcją pamięci, czy to znaki pojedyńcze, czy fragmenty słów, czy całe słowa a nawet zdania. Odbijały się różne kropki, kreski, wywijasy, kleksy, półkleksia. Czasem łza edukacyjna. Ale to, częściej u dziewczynek, które jako istoty bardziej wrażliwe - mocniej odczuwały usilność procesu edukacji. Lubiłem te bibuły swoje. Lubiłem zapatrywać się w nie. Czytać je jak mapy wielokrotnie nieznanego lądu. Taka była to bliska, bliska i miła tajemnica. Tajemniczości przydawał fakt, że słowo jeśli na bibule odbite - jest wspak. Tym wspakiem, takie słowo, znane przecież, może ekscytować, zaciekawiać od nowa. I jeszcze to, że nasycenie atramentem było odwrotne niż w oryginale. Wraz ze zbliżaniem się do końca, owo bibułowe słowo nabierało wyrazistości. Taki miły człowiekowi dziś - żart. Dyskretnie urągający upływowi czasu, przemijaniu. Bibuła nie jest faktem, odczuciem, emocją. Jest śladem. Po, a właściwie o - faktach, odczuciach, emocjach. I obraca w kupkę suszu tętniące debilizmem pytanie - „co autor chciał przez to powiedzieć?". Z tego pytania pozostaje tylko i na szczęście nieśmiałe „co?.." - stawiane w poczuciu radosnej beznadziei na odpowiedź.
I tak to, z powodu wakacji, czy może wieku, jakże przecież podeszłego do wakacyjnego - bibuleję.
Bibuleję
Ot - zamieniam sie w bibułę
I uczyniam z tej bibuły preambułę
Do, po latach już codziennych rewolucji
Mojej
Otóż personalnej Konstytucji
Którą to - nie powiem, że wyznaję
Ale
Czy to wobec - jaki człowiek
- czy Ojczyzna
przymuszony - w końcu wyznam.
Andryou
P.s.
Imagine, ten list - po przeczytaniu - natychmiast e-spal albo e-zjedz. W każdym razie jakoś e-pozbadź się go. Użyte przeze mnie wyrazy, takie jak : atrament, kałamarz, stalówka, kleks, bibuła itp. mogą w katastrofalny szok wprowadzić młodszą część naszego narodu. Może to zachwiać ich radosnym przekonaniem o pochodzeniu z narodu w miarę rozgarniętego, słynnego we świecie swym Panteonem osób zasłużonych na polu nauki, kultury, wojny czy nieszczęśliwych wypadków. Mogą, po tym co ja wypisuję zacząć podejrzewać, że pochodzą z jakiegoś nieznanego szczepu Indian Bladolicych. I posmutnieć mogą. I „siądzie nam" poniżej średniej europejskiej, tak marketing jak i zarządzanie.
sobota, 31 lipca 2010
Licznik odwiedzin: 991 224
| « lipiec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | |||
| 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 |
| 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |
| 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 |
| 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | |
MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: