Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 641 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine,

piątek, 29 stycznia 2010 10:18






Imagine,


Na wieść o tym, że wybierasz sie do Indii i to trochę z misją - jak Krzysztof Kolumb - by znaleźć krótszą drogę dla wiosny, porzucam nasze stare tematy i bagaż lekki, poręczny, niekrępujący dokładam.


Po co jedzie się daleko?

Nie-gdziekolwiek

Lub do Indii?

   -  by tam znaleźć

swoje, jakieś - „Tim-di-rym-di"

„Tim-di-rym-di" - to piosenka,

którą

z każdym dniem,

miesiącem, latem

podśpiewuje się

i dalej chce się podśpiewywać

- Się

- ze Światem


I jeszcze taka oto próba oswojenia miesiąca Luty, który zapanuje niebawem. A i jak mniemam zaznasz go powracając ze swojej kolumbowej wycieczki.


Luty...

Luty -

Jest na cztery nogi kuty

Cztery nogi zapasowe

ma gdzieś w głowie

I na każdą nogę Luty jest obuty

Bo jest ślisko

I to wszystko

Wszystko ?

Luty - to są „Smuty" !

No bo „smutki" - lżejsza wersja

choć w ilości tej „bez liku"

- były

były w Październiku

Luty! - ksiuty -

    -  te głupoty i te różne „baju - baju"

    -  to dopiero ho!-ho! - w maju

Tutaj koty miałkną - co ty?

    -  my, i to im, który bardziej nierasowy

    -  już gotowy

Ale

Luty - nienachalny

ale, raczej, jednak koniec

tej zimowej, nam pokuty

A i Luty

Poufaląc, nawet - Lutek

samym sobą - jeszcze skraca te pokutę

Luty

wisząc nam na kalendarzu

jakby mówił - „tak se wiszę"

Zdaje się potrzebny być

jak to wszystko co się tutaj o nim pisze

Ale Luty, jeszcze, mówi

   - Wisząc - Uczę

   -  że jak już - Coś być Musi

   - to, to Coś - musi być

   - ale można umieć móc

   - żeby krócej


I takie to bagaże. Służby Ochrony Szczęścia Świata powinny pozwolić Ci nawet zabrać to na pokład samolotu. Boć to ani ostre, ani żrące nadmiernie. Szczęśliwego lotu. Z uwzględnieniem powrotu.


                                                                  Andryou



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Kolego z Suwalskiego!

wtorek, 26 stycznia 2010 9:51





25  stycznia 2010 roku


Kolego z Suwalskiego!


Twoja zimowa opowieść zaparła mi dech w piersi. A nawet w obu.

Jak już Ty postanowisz uderzyć w struny talentu, to zapiera w obu.

Pięknie mówił  ten śnieg. Tak ładnie się o Ciebie troszczył.

Padanie śniegu nie jest  smutne, bo jasne, nawet na ciemnym tle.



 Wolalabym jednak, żeby padał latem. Żebym w czerwcu mogła sobie napisać:


„...Ciepły śnieg cicho legł, zanim poległ..."


Tegoroczna zima jest  mroźna i groźna, jak dawno nie.

Piękna jedynie z urody. Bo poza tym, nie idzie strzymać.

Ludzie marzną, łamią sobie wszystko, spadają na nich sople, spóźniają się, albo w ogóle nie dojeżdżają i życie im się komplikuje. Zakochani przymarzają do siebie na przystankach i nie są w stanie wsiąść do czego zamierzali. Jednym słowem kłopot za kłopotem.


Chyba że jesteśmy na wczasach w tych góralskich lasach i nigdzie się nie śpieszymy. Ale mało kto jest w takiej szczęśliwej sytuacji.



My nie jesteśmy tam i, być może z tego powodu,

nie chce się nam wstawać z ciepłego łóżka i nigdzie wychynąć nosa.

(Mówi się wychynąć nosa, bo już nie pamiętam z tego zimna...?)

Ale czasami trzeba. Ja na przykład od kilku dni próbuję pójść

po rozum do głowy, bo on  jest mi  nieodzowny w pracy,

a tu droga nie do przebrnięcia! Lodowata, usiana zaspami.

Jakby tego było mało, pojawili się tacy, którzy mnie straszą, że droga

po rozum do głowy jest jednokierunkowa! I boję się, że oni mogą mieć rację. Co wtedy?

Wtedy, strach pomyśleć. To może i lepiej, że chwilowo nie jest to możliwe.


Nie myślimy

My

Tej zimy.


Ponieważ głupieję z zimna i starości, co mnie irytuje i przez co

się zżymam, postanowiłam wyruszyć z misją do ciepłych krajów.

Dosyć tego niedobrego. Lecę do Indii, na pertraktacje z bocianami.

Mam zamiar prosić je o wcześniejszy powrót do ojczyzny.

Trzeba przeciwstawić się -28 stopniom Celsjusza, co meteorolodzy przewidują dzisiejszej nocy. I upomnieć się o wiosnę.

A taki  Markotny, na przykład,  lubi zimę i żaden mróz mu nie przeszkadza. Tarza się ze szczęścia w śniegu. Połyka śnieg jak lody cytrynowe. Więc zostaje na swoim.




Ps: w oczekiwaniu na rozum pracuję nad utworami pt:

1) „A zna żur Aznavour? "

oraz :

2) „Dałam radę zjeść doradę."


Sam widzisz, że nie jest dobrze. Więc lecę .


                                                                     See you - Imagine



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Imagine,

poniedziałek, 18 stycznia 2010 14:41





 


18 stycznia 2010. Biegun Północny - pierwszy wolny.


Imagine,


Wymyślasz mi, w swej korespondencji od „oksymoronów", a chwilę później piszesz - „lepiej wcale niż późno". Toż trudno o bardziej udatną definicję moich „marzeń stacjonarnych". To takie właśnie są marzenia - co może i owszem pofrunęły-by. Ale właśnie „by". Ale raczej posiedzą. Pomyślą - a może jeszcze bardziej powieje w tamtą stronę. Przy czym mało jest rzeczy podobnie bardzo nieokreślonych, jak występująca w powyższym zdaniu „tamta strona". Przysłany w Twoim liście bocian picturalny (od angielskiego - picture) jest dobrym przybliżeniem marzeń stacjonarnych. Bocian, z definicji - mógłby polecieć. Ale w zaistniałych okolicznościach? Widać nawet po minie tego bociana, że ma on świadomość jak głupio wyglądałby lecąc z takim, śnieżnym na sobie nawisem. A ludzie mówili by - o! Służby drogowe nie radzą sobie, nawet bociany wykorzystują do usuwania śniegu. To bocian nie leci. Żeby Służb nie kalać i poziomu głupoty ogólnej nie podnosić. On poczeka. Śnieg stopnieje. To on sobie z jakiegoś innego powodu nie poleci.

A skoro już przy śniegu jesteśmy. Jestem teraz w stronach, gdzie śnieg jest zjawiskiem przyrodniczym. A nie klęską żywiołową. Śnieg?

Że jest? - No jest. Bo spadł. Spadł. A co, miał do góry polecieć? Tam, w górze - już był. To teraz spadł. Cięższy będąc najwyraźniej od powietrza.

Choć - tak na płatek śniegowy spojrzeć to nie wygłąda by cięższy był od czegokolwiek na świecie. No ale znowu powietrze nie jest czegokolwiekiem. I chyba śnieg cięższy od niego.

To tam, w takim miaście - powietrze, jak sami mówią - ciężkie. To i zdziwieni mogą być śniegupadaniem. Choć cieszą się. Jak zacznie padać. Tak do szóstego płatka włącznie. A potem zaczynają płakać. I narzekać. Że to już najwyższy czas i takież podatki by śnieg padał razem z solą. I przede wszystkim by, tak jak każdy uczciwy obywatel - przebywał w wyznaczonych do tego miejscach. A potem w Mediach i Co-Mediach pojawia się dawno oczekiwane przez Redakcje słowo PARALIŻ!. A paraliż to tylko spektakularna, medialna nazwa zwykłego, codziennego, od-niedzielnie-do-sobotniego n i e d o w ł a d u. Człowiek tak uwierzył w to co sam stworzył, że gdyby Pan Bóg w swoje dzieło uwierzył z taką samą siłą to by nie tolerował Kościoła. A toleruje. Jednak. Bo wziął poprawkę na to, że coś może zawieść, nie dowieść, nie dojść, nie dopłynąć. A człowiek tej poprawki wydaje się nie wziął. A stworzył, wymyślił wiele, wiele rzeczy. Ale większość z nich, okazuje się - wymyślił latem. Koło - latem, prąd elektryczny - latem, wodociąg itp. To są wszystko letnie wynalazki.

A tu gdzie teraz przebywam, wynalazczość - umiarkowana. To i jeździ się tutaj „jak ta-la-la" po słynnym białym asfalcie północno-wschodnim.

Korki? Są tu pewnym utrapieniem, ale występują w swej dawnej postaci -- jako do butelki. I jak przed wiekami blokują, zresztą nie na długo, wyciek płynu, którego nazwanie osoczem północnego-wschodu nie jest przesadą. Bo to płyn regenerujący, zdrowotnościowy, na wszystko i od wszystkiego. A to, że nie ma go do dziś na liście leków refundowanych jest jawnym zaniedbaniem posłannictwa posłów tego regionu. Porównanie tego płynu z Coca Colą jest o tyle udane, że podobnie jak produkt słynnego koncernu - receptura tego dekoktu wydaje się być objęta ścisłą tajemnicą. Bo też nikt tu o to nie pyta. Bo też i wszyscy wiedzą.

A skoro już przy pytaniach jesteśmy. Z pytaniem bowiem przyleciała tu kiedyś zimą ekipa którejś z telewizji nerwowego reagowania. Telewizje tego typu są nosicielami nagłupszych pytań świata. I takaż ta była. Przyleciała helikopterem. Przyhelikopterowała kamerę i redaktorkę czyli pobieżnie ożywioną kumulację wspomnianych pytań. Redaktorka z mikrofonem stanęła na przeciw miejscowego respondenta. Wiele było różnic miedzy tymi dwojgiem. Redaktorka ubrana była tak bardzo „na zimę", że chyba musiała się zacząć ubierać tydzień wcześniej. On respondent - w samej i rozpiętej pod szyją flanelowej koszuli. Ona - oszczędnie wykorzystująca mięśnie twarzy - by wypośrodkować miedzy dykcją a osypywaniem się makijażu. On - twarz rumiana, znamionująca uznawanie lekarza pierwszego kontaktu - lekarzem przedostatniego kontaktu.

       Redaktorskie pytanie - I jak ? zima ?

       Respondencka odpowiedź - No... Zimno. Jest. Ale jak w piecu napalić - ciepło.

I tą relacją ze spotkania dwóch światów teoretycznie tylko jednoimiennych - kończę mą, z podbiegunia korespondencję. Ale c.d.o.ś.n. - ciąg dalszy o śniegu nastąpi. I o pewnej szczególnej postaci śniegu, nazwanej przez Ciebie starością. Gdyby zaś wierszyk - to może taki -


                            Śnieg.

                            Mówi -

                            - Padam

                            Tak - padam

                            Nawet - napadam

                            Ale to po to - mówi śnieg

                            Byś znowu gdzieś

                            Ty nie biegł

                            No i sam przyznasz - ładnie?

                            A napadałem

                            To lżej upadniesz

                            Gdybyś wymyślił

                            Że jednak będziesz biegł

                            Tak mówi

                            Kiedy pada

                            Śnieg.


                                                                  Andryou



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (26) | dodaj komentarz

środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  1 831 129  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1831129

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl