Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 127 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine,

czwartek, 29 października 2009 12:30






Imagine,


Powiadasz, że pada. Cóż. Powiem Ci tylko tyle - tam pada. Za oknem. W oknie.


W oknie

Wszystko

Lepiej

Moknie

W oknie

Moknie wszystko przyjemniej

Bowiem

Bo

Moknie

Owo - Ono

Bez

e

mnie


Po czym powiadasz, powiadasz, powiadasz - z czego wnioskuję, że Ty też padasz. Powiem Ci tylko tyle. To znaczy, drugie tyle - Trzeba iść.


                   Iść

                   Patrzeć jak, jakby, dziś

                   trochę wolniej spada liść

                   Nie tyle, chyba, żeby - nie przeszkadzać

                   Ile, ale, jak, on, by

                   chciał powiedzieć mi

                   że i

                   w spadaniu można nie przesadzać


A na nadchodzące Święta Wszystkich Byłych Osób przesyłam taki oto wierszowany skojarzennik.



  Święta

Pamiętań

Święta - chryzantem

I ogni w szkiełkach

  Święta - pamiętań

O więziach

Węzłach

Węzełkach

  Święta

Jasno i ciemniej - żółtych kart

Gdzie, zasadniczy - mówią - żart

a gdzie zaś jest pointa

- mówią

- te Święta

  Święta,

co naszym, po brzegi burt wyładowanym

marzeń okrętom

znaki, dymne nadają

- Płyńcie. Tyle waszego pływania.

Co przed Port - Pointą

  Święta

Gdy

Spotykają się mgły

Ta wieczorna jesienistna

Oto, tak - natyka się

Na tę naszą - w oczach - mgłę

  Święta

Przytomne

Kiedy w całym słowie - zapomnę

Równie ważne staje się „za"

Równie bliskie staje się „pomnę"

  Święta

Dawno wpisane

A

Nagle, niespodziewanie ogromne

  Święta

Gdy

Wszystkie, naszej pamięci

- rzeki leniwe

- strumienie, potoki

spływają ku

śródleśnym spokojnym jeziorom

Pamiętań

ale

O Kimś




                                                        Andryou



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Oj Andryou!

piątek, 23 października 2009 13:07






22 października 2009 roku

Pęcice Nieduże


Oj Andryou!


Od trzech dni pada albo siąpi, na niebie tradycyjna  brudna szmata.

W naszej szerokości geograficznej rozpoczynają się masowe smutnienia całych grup społecznych...

Oblężone pijalnie gorącej czekolady i poradnie psychoterapeutyczne.

Kina i teatry z lżejszym repertuarem, przestają narzekać. W empikach wykupują pogodne książki i  słynne „Divertimenta", czyli „Kabarety jednego starszego pana", które właśnie ukazały się w sprzedaży!

Wszystko, dzięki czemu można się uśmiechnąć bez zażenowania, jest na wagę złota.

ALBOWIEM NADCHODZI, chyba już czwarte w historii naszej korespondencji,  PÓŁ ROKU MROKU.

Ta niedopuszczalna ciemność prawie zaraz po obiedzie...

Niektórych rozjaśnia nurkowanie, ale to  nie jest liczna grupa ludzi.

Ja, jak Bóg da, polecę na kilka dni do słońca i ciepła, którego Ty nie lubisz i ja się temu nigdy nie przestanę dziwić.

Zanim to nastąpi, muszę skończyć nagrania, montaże, występy i inne zajęcia. Tak się dziwnie „porobiło" w moim życiu, że na starość zamiast odpoczywać, nie mam prawie wolnej chwili.  Rośnie sterta ksiażek do przeczytania i rzeczy do napisania.

W nielicznych przerwach w pracy, myślę o corocznej  epidemii smutku widocznej gołym okiem. Może powinni nas usypiać na zimę?

Bo to jest  chyba rodzaj przygnębienia i apatii  nie do pomyślenia u biednych, ale nasłonecznionych ludów Afryki czy Azji...

Brak energii i  uchodzące  powietrze, czyli klasyczny  syndrom  balonika Kłapouchego. Najwięksi wesołkowie padają jak muchy.

Przypomina mi się dowcip opowiedziany przez Zuzię Łapicką (ach, jak ona potrafi opowiadać!):


Do psychiatry przychodzi pacjent. Cień człowieka. Podkrążone oczy, cierpienie widoczne gołym okiem. Nieśmiało prosi:

- Panie doktorze, długo zwlekałem z tą wizytą, ale już nie daję rady. Jestem bliski  samobójstwa. Proszę mnie ratować.

- A proszę mi powiedzieć, czy brał pan  prozak?

- Brałem.

- A czy próbował pan niewielkich ilości alkoholu czy innych używek? 

- Próbowałem.

- A jakieś romanse bez zobowiązań, miłostki, wycieczki  w nieznane?

- Próbowałem.

- Nauka tańca towarzyskiego, gra na instrumentach, spa, hazard, sporty, nieokiełznany seks?

-  Tak, tak, to wszystko mam za sobą.

- I nic?

- Niestety nic. Jestem załamany.

- No to rzeczywiście mamy kłopot. Chyba i ja nie jestem w stanie panu pomóc....

- chociaż zaraz...zaraz...przypomniałem sobie, że właśnie przyjechał do naszego miasta słynny włoski cyrk

- „Ronconi".

-  Ludzie biją się o bilety, wykupują je na parę miesięcy przed przyjazdem cyrku. Wszyscy dostali bzika na punkcie  niezwykłego clowna, który tam występuje. Najsmutniejszych rozbawia do łez.

- Krążą o nim legendy. Dawno nie ma już co prawda biletów, ale ja na szczęście mam znajomości i zaraz tam zadzwonię.  Może się uda i  pana jakoś, w drodze wyjątku, posadzą na dostawce.

- (doktor wykręca numer uśmiechniety i zadowolony ze swojego pomysłu). A pacjent kiwa tylko głową i mówi:

- Nie, nie, proszę nie dzwonić. To ja jestem tym clownem.

- .....


Przypomniało mi się teraz także,  że na placu Il Campo, w Sienie, co roku, w lecie, rozbawiał turystów pewien zwykły i  niezwykły pan w czerwonym bereciku. Ktoś w rodzaju clowna, czyli  rozbawiacza, rozśmieszacza  publiczności. Przyglądał się turystom, a potem robił im niewinne dowcipy. Oni nie mieli  świadomości, że coś się dzieje i że oglądani byli przez  ludzi  siedzących  w kawiarniach, lub przechodzących  obok. Potem „cała rzecz się wydawała" i  śmiali się wszyscy. Weselał cały plac!

To była zwyczajna praca tego pana; po takim spektaklu, po prostu  chodził wśród ludzi i zbierał drobne pieniadze  do swojego czerwonego beretu. Ludzie dawali chętnie, bo uwielbiali go. Rozjaśniał im, choć na chwilę, życie.

Ale, co charakterystyczne, on  sam jakoś nie wydawał mi się być wesołkiem, ani nawet pogodnym człowiekiem ...

Kiedy w tym roku już go zabrakło, nie mogłam tego odżałować.

Czy przeniósł się  do innego miasta? Przychodził w innych godzinach?

W każdym razie wyczekiwałam go na próżno. Na szczęście mam zdjęcia.


 












 


Mogę się chociaż do nich uśmiechnąć, czego i Tobie życzę  na takie szaro bure czasy  - Imagine



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Imagine,

piątek, 16 października 2009 22:09








Przyjmij moje współczucie spokojne po odejściu Łyżwy. Znałem ją trochę. Miała w sobie ten, jakże poszukiwany wdzięk przedwojennej Pani Profesor. Takiej, która wie prawie wszystko, ale nie narzuca sie z tą wiedzą. A daje poczucie spokoju. Spokoju o, właściwie wszystko. Niewiele jest takich zjawisk na świecie. Takich świata objawień, które niosą podobny spokój. Jak pies. Jak niektóry pies. Wiem też, że miała w Waszym domu status OSOBY. Ale też wiem, że nie „uczłowieczaliście" jej. Doznaję nagłego, morderczego dla mnie, ale uprzednio dla współczłowieka, skoku ciśnienia, kiedy ów współczłowiek stosuje względem jakiegoś psiego zachowania określenia - „zupełnie jak człowiek". Chcę wtedy zapytać - jakim prawem? I, jeśli już to „zupełnie" jak - jaki, jak który człowiek?  Bo porównanie psa do człowieka-ogólnie uważam za głęboko, dla psa - krzywdzące. Napotkałem w swoim życiu takich -uchodzących za ludzi, że ich porównanie z kamieniem typu tłuczeń byłoby chyba próbą zbytniego spoufalenia się z tłuczniem. A już dziś - kiedy ów tłuczeń do budowy dróg nam jest potrzebny - dałoby zagrożenie interesom Państwa. Tu powinienem Ci Imagine uświadomić, bo wiem, że telewizję oglądasz z rzadka, że w naszej Ojczyźnie obowiązuje aktualnie taka tendencja - nie bezpieczeństwo, spokój, normalność ma nam Państwo zapewnić - to znaczy też, również -ale najważniejsze co Państwo ma nam zapewnić to - EURO 2012. Mnie nikt nie pytał o to czy ja chcę jakie bądź EURO. Tyle, że ja wiem, że żyję w nagłej a niespodziewanej demokracji i powinienem raczej chcieć - EURO 2012. Bo większość mojej Ojczyzny chce. I spodziewany jest - wynikający z tego EURO - rozwój. Rozwijanie przez kopanie (piłki). Może ja wolałbym żeby drogi powstawały z powodu, że w tym miejscu nie ma drogi. Albo, że ta która jest daje wrażenia nieobce jedynie lotnikom w stanie przed-katapulta-tywnym.


No i tak to zniosło mnie Imagine na bezdroża. Dróg. Uznajmy to za względnie potrzebną dygresję i do psiego żywota powróćmy. Pies - to dla mnie byt osobny, istnienie na tyle inne, różne od mojego, że jedynie uznanie tego faktu - jest w stanie wyrazić i rozwijać mój do niego szacunek. I mogę ja to sobie potem nazywać - przyjaźnią, wiernością, oddaniem itp. Staram się pamiętać, że ja jemu a on mnie - trafiliśmy się sobie. Że zażartuję tendencyjnie - niejako „psim swędem". Staram się nie zakłócać za mocno jego przestrzeni i on odpłaca mi tym samym. Ja nie ciągam go po teatrach, a on nie zabiera mnie na swoje wieczorne Festiwale Woni. Ja go nie u-człowieczm. Bo on mnie nie u-psia. Piszę „jakby to było dziś". Bo silna jest pamięć moja o psach moich a odeszłych.


A propos pamięć. Piszesz o swoim wieku. Żaden to wiek. Ledwie tzw. duże półwiecze. Tak bym to nazwał. Bo sam skończyłem takie duże półwiecze. Półwiecze z lekkim okładem. I właśnie o ten okład chodzi. Słowo „okładać" ma conajmniej dwa znaczenia. I chodzi o to znaczenie przyjemniejsze, zaradcze, lecznicze, gojące. Żeby takim prawie medycznym okładem było to życie. To, ja, Tobie ale i trochę sobie, a nawet wszystkim w wieku okładowym taki wierszyk niniejszym dedykuję.


                   Życzę Ci

                   Na najbliższy

                   Każdy, z dni

                   Takiego, Twojego uśmiechu

                   Takich oczu Twoich

                   I takiej, życzliwej Ci

                   - Twojej pamięci

                   By

                   te sześćdziesiąt lat

                   wydawało Ci się za mało

                   - by Cię zniechęcić



                                            Andryou




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

wtorek, 28 marca 2017

Licznik odwiedzin:  1 784 515  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1784515

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl