Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 641 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A!

wtorek, 15 listopada 2011 10:33

 

 

 

 

 

 

Dolina Chevreuse pod Paryżem, 15 listopada 2011 roku.

 

A!

A ja ciągle w drodze:

Wsola

Lubin

Malbork

Paryż

Azaliż można tak? Azaliż?

 

(azaliż - dawne azali z partykułą wzmacniającą – czyż?)

 

Okazuje się że można i wtedy ma się złudzenie, że listopad mija szybciej.

Mieszkam teraz w siedemnastowiecznym domu u cudownych gospodarzy Joanny i Tomka. Tomek zawiózł mnie wczoraj do siedziby Instytutu Literackiego w Maisons Laffitte. Czy ja kiedykolwiek śmiałam marzyć o tym, aby znaleźć się TAM? Nie śmiałam. Do teraz przecieram oczy ze zdumienia, czy to przypadkiem nie był sen.

Ale nie był, bo przecież mam zdjęcia:

 

 

 

 

 

 

 

Teraz, w Instytucie, dba się o to, aby cały dorobek zachować dla następnych pokoleń. To o panu Jerzym napisała Agnieszka:

PRZYWILEJEM TAKICH JAK PAN

JEST MIEJSCE W HISTORII

I WIECZNY SZACUNEK

I ZAZNA PAN TEGO.

 

A Czesław Miłosz powiedzial po Jego śmierci, że był busolą moralną

i intelektualną. Wielkim zaszczytem było dla mnie wczoraj, móc zapalić  światełko na Jego grobie.

 

 

I przypomniało mi się, że Małgosia BO, opowiedziała niedawno taką historię:

1- go listopada na Cmentarzu Ewangelickim szła za małym chłopcem, który dopiero co nauczył się czytać i z dumą odczytywał wszystkie napisy na nagrobkach. W pewnym momencie zapytał rodziców?

- a  to  ś.p. to chyba znaczy, że ten ktoś śpi, tak?

 

Na tym samym malutkim cmentarzu, parę kroków od Ich ostatniego mieszkania „śpią“ jeszcze inni mieszkańcy TEGO DOMU - pan Henryk Giedroyć, Zofia i Zygmunt Hertzowie i Józef Czapski.

Co to był za dzień! Nadbagaż przeżyć.

A dzisiaj wybieramy się z Tomkiem do Dzielnicy Łacińskiej, przyjrzeć się ulicom i ludziom, którzy jeszcze nie śpią.

 

Imagine 

 

I może jeszcze Ci dopiszę

Że Coraz głośniej słyszę

Ciszę.



Podziel się
oceń
52
11

komentarze (124) | dodaj komentarz

Imagine,

środa, 02 listopada 2011 13:23

 

 

 

 

 

 

 

 

Imagine,

 

Chandra – powiadasz. Ja w ogóle za tym słowem nie przepadam. A nawet nie lubię go. Denerwuje mnie. Wydaje mi się obce, powołane do życia w celach marketingowych. Podobnie jest z wszystkimi zastępnikami, czy mówiąc z naukowa – synonimami słowa „chandra“. Jest ich wiele, ale z powodu zasygnalizowanego powyżej zdenerwowania nie wymieniam ich. Zostańmy przy owym „chandra“. Chandra dzieli się moim zdaniem na „chandrę wewnętrzną“ i „chandrę wewnętrzną do użytku zewnętrznego“. Ta pierwsza jest absolutnie bezpieczna. Jest, czy raczej bywa, immanentną częścią nas samych. Jest potrzebna, a nawet konieczna – jako punkt odniesienia. Na, z dawna przecież oczekiwany wypadek – gdy radość jakaś nas nawiedzi, czy zasłyszane szczęście. Dusza, mimo, że taka niby duchowa, też ma swoją Fizykę. A we Fizyce, każdej - dążenie do równowagi to jest aksjomat. I jedyne tej Fizyki zajęcie. Dusza pozbawiona obszarów gorszego samopoczucia byłaby kulawa. Przykłady „dusz kulawych“ są. Dokoła. Poznać je po uśmiechu od-ucha-do-usznym i oczach tęskniących za cieniem wiedzy na jakikolwiek temat. Cieniem, który ukoi, ostudzi „gorąc“ głowy. Gorąc powstałą na skutek wzajemnych zderzeń czterech szarych komórek z dużą prędkością. Dużą, bo pomieszczenie zamknięte co prawda, ale przestronne. (Imagine – tę część mojego listu spal, a właściwie s-e.pal bo jest już po Wyborach i gdyby to wymknęło się tajemnicy korespondencji, to ostatnie zdania mogły by być potraktowane jako nie tylko tendencyjne, ale tendencyjne względem leżących.)


Tak więc duszy jest potrzebny obszar gorszych samopoczuć. Niebezpieczna zaś jest „chandra wewnętrzna do użytku zewnętrznego“.


Nie bez powodu użyłem gdzieś wcześniej słowa „marketing“. Obserwuję bowiem zjawisko, które nazwałbym Handel Chandrą. Póki to odbywa się między dwiema osobami - to pół biedy. Można to uznać za gospodarkę typu wspólnota pierwotna. Czyli handlowanie nadwyżką. Ot - nałapał ktoś za dużo ryb i chce nadwyżkę wymienić na ciecierzycę. Zawsze można powiedzieć, że szaman pierwszego kontaktu zakazał mi jedzenia ryb. A cie-cierzycą nie obdaruję bo nie obrodziła latoś. Czy jesienioś. Czy coś.


Ale gospodarka, dawno już jest rynkowa. I handel chandrą jest prowadzony na dużą skalę. Największym straganem jest tu oczywiście telewizja. Tam trwa ciągła, wielokrotnie okazjonalna, wręcz wyprzedaż chandry. I produktów chandrogennych. Bo czymże jest innym jak nie pogonią za chandrogenem nastepujący rozwój jednej i tej samej informacji. Godz. 16.02 – liczba ofiar danego nieszczęścia – 472. 16.09 – liczba ofiar się nie zmienia ale komentator określa to jako „ponad 470“.


16.12 - ta sama liczba ofiar jest określona jako „prawie pięćset“. By o 16.20 – przy nie zmienionej liczbie ofiar – określić to jako „blisko pół tysiąca“. A w głosie tego ostatniego „infodawcy“ wyczuwa się dwa żale. Pierwszy to niewątpliwie ten ludzki – z powodu danego nieszczęścia. Ale jest i nutka drugiego żalu – tego, że oto jego komentatorski dyżur się kończy i prawdopodbnie komu innemu przypadnie obwieścić, że „ponad pół tysiąca“, a może nawet i „prawie tysiąc“. Straszny jestem, oj straszny – tak osądzając, czy nawet tak domniemając, względem bliźniego mego.


Ale to jego zachowanie to nie tylko mieszanina głupoty ze znacznym udziałem głupoty bezdennej, a obie w służbie pogoni za sensacją. To przejaw handlu chandrogenami. A gospodarka w owym handlu jakże rynkowa. Jakże prawu popytu i podaży podległa.

Tak że -

 

Nie martwią mnie drzewa bez liści

A ludzie

Co stoją jak drzewa

Bez – choćby, źdźbła sensu

Że już nie wspomnę o kiści

 

Czas, który już częściowo jest, ale i idzie zamierzam uznać za okres wzmożonej troski względem mojego o p t y m i z m u. Tak – posiadam.

Ale o tym – po tym.

 

 

                                                                           Andryou



Podziel się
oceń
20
4

komentarze (38) | dodaj komentarz

środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  1 831 119  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1831119

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl