Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 802 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine

wtorek, 26 lutego 2008 9:44





Imagine,


Jestem w Toronto. Z tego, co wiem Ty również jesteś w Toronto. Ale przecież jednoczesność przebywania gdziekolwiek nie oznacza jednakości tego przebywania. Dlatego piszę do Ciebie tak jakbyś w Toronto nie była. W ogóle chyba ludzie, pisują do siebie, od listów począwszy a na powieściach skończywszy, głównie z powodu przypuszczenia, że adresat nie widzi tego samego co nadawca. Bo nawet zakładając, że oczy wszystkie, jeśli pominąć rozbieżności typu dioptriaż - widzą to samo, informacja, która z każdych oczu idzie do mózgu każdego - może być, i jest, inna. A już to, co spływa z tego mózgu do duszy, przez liczne sita doświadczeń, przyzwyczajeń, marzeń - może być (i jest na szczęście) tak, u każdego właściciela duszy inne, że aż całkiem inne. Jedność odczuwania wielu osób można osiągnąć jedynie działaniem zamierzonym, intensywnym i umownie przyjemnym. Zanurzając np. grupę ludzi w wodzie po brodę, lać im obficie wodę na wystającą z wody głowę, ale tak by zalewanymi wodą oczyma widzieli, jak na brzegu czekają na nich wiadra pełne wody. Tylko tą metodą, którą na prywatny użytek nazywam „metodą telewizyjnego serialu" - można jednakość odczuć powodować. Wszystko inne - - To Życie. A tam nie ma współwidzenia. Może być - widzenie wspólnie. A inaczej. I stąd ludzka skłonność do kontaktu z drugim człowiekiem. Chęć wymiany spostrzeżeń może prowadzić do powstawania ogromnych nawet grup osób wzajemnie podejrzewających się o współodczuwanie. Nie byłoby chyba wielką przesadą zdefiniowanie pojęcia NARÓD - jako grupy osób, które widziały prawie to samo.

Pewnie czytając te słowa, zastanawiasz się Imagine jak też ja przejdę z tego przesiewania mgły przez palce do Toronto. Otóż przejdę w następnym zdaniu.

I oto - Toronto. Legenda głosi, że kiedyś, przed laty wielu, jakiś podróżnik, z rejonów dotkniętych cywilizacją, przybywszy w te strony zapytał przechodzących Indian - co tam jest? - pokazując ręką na północ. Indianie odpowiedzieli - kana da.kana da. i tak by nie uwierzył. I tak by się osiedlić próbował. Taki już on jest. Jak już człowiek coś postanowi to zrobi to. Jak powie - tutaj będę mieszkał - to zamieszka. Zwierzęta, ptaki, drzewa jak usłyszą to dobitnie wypowiedziane zamierzenie - dyskretnie i porozumiewawczo mrugają do siebie. Bo wiedzą już, że one tu raczej mieszkać nie będą. I oto Toronto. Betonowo. Szklano - beton. W centrum tego miasta ma się wrażenie że beton wymyślono po to by można było jakoś, tak bardzo, bardzo wysoko - szkła ponawieszać. I ludzi duże ilości. Różnokolorowych. To co robi tu jednak ogromne wrażenie to spokój. Spokój tych twarzy. Czarnych, żółtych, czerwonych, oliwkowych, białych. Mają ci ludzie, spokojne, prawie że wesołe twarze. Czuje się że Kanada Matka dba tutaj o nich. O wszystkich. Jednako.

Podróżnik zakreślił na mapie ów liczący tysiące tysięcy hektarów obszar i z charakterystyczną podróżniczą niefrasobliwością podpisał - Canada. Odpowiedź, której z właściwą sobie wyrozumiałością dla idiotów, udzielili Indianie, przetłumaczono znacznie później. I oznacza to ni mniej ni więcej tylko - tam nic nie ma. Ale człowiek cywilizowany, nawet jeśli wcześniej znałby indiańskie znaczenie słów

To może Matkę sporo kosztować. Z wczesnego mojego dzieciństwa pamiętam taką wyliczankę o sroczce co kaszkę warzyła. I tą kaszką dzioby dziatwy swojej napełniała - „temu dała na łyżeczkę, temu dała na miseczkę ..."itd. Nie wiem dlaczego ale Kanada Matka z tą sroczką mi się kojarzy. Z taką umęczoną matką sroczką, uciapaną kaszką, u kresu kaszkowego zmęczenia. Ale to może dochodzić do głosu moje stare uczulenie na kaszkę demokracji. I świadomość, że ilość kaszki jest ograniczona. I porównywanie objętości miseczki i łyżeczki. I że może zawsze nastąpić taki moment, że aby komuś należną mu kaszkę dać - komuś innemu zabrać trzeba. I żeby ten ostatni, zrozumiał - że właśnie się podzielił - z tym przedostatnim.

Myśli te, może nie najweselsze, osładzały spotkania z przebywającymi tu Polakami. Może szczęście miałem, że na takich trafiłem. Normalnych, miłych i mądrych ludzi. Znam niebezpieczeństwo przyjmowania szczęścia za zasadę. Niech tam! Trafiło się. I dobrze. Większość z nich wyemigrowała w czasie kiedy nasza biało-czerwono upierzona sroczka w nieskończoność świętowała zwycięstwo dobra nad złem. Wracała do domu o różnych porach i przeważnie bez kaszki. Ale zalatywało od niej sfermentowaną kaszką.

I oni - młodzi, po studiach a przed niczym postawieni - przyjechali tu. Byli i są tak mądrzy, że mając możliwość wziąć wszystko - biorą nie wszystko. Bo wiedzą, że to daje i im możliwość zachowania w sobie takiej przestrzeni na którą nikt nie może się zamachnąć. I dlatego tak dobrze jest pogadać z nimi i tak bardzo nie przeszkadza, że za oknem pobłyskuje jezioro Ontario, że za innym oknem czernieje nocą 200 ha rezerwatu, że rozmawia się jadąc Mercedesem w którym bagażnik otwiera się na samą myśl „czy to, a to mam w bagażniku".
Takim ludziom, to można i tekst na kolanie kominka napisać i w ogóle.

A w ogóle to

                   Oj Toronto, Toronto

                   gdyby nie ludzie,

                   to

                   oj! miało byś u mnie TY

                   oj! przegwizdane


                   a conto


                                                                           Andryou




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Ważący słowa Andryou!

sobota, 16 lutego 2008 16:20
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                


Ważący słowa Andryou!

Aż strach teraz napisać cokolwiek...
Podobno młodopolski poeta Lucjan Rydel(którego potem Stanisław Wyspiański uwiecznił jako Pana Młodego w „Weselu") cierpiał na logoreę.
To znaczy nie tyle on na nią cierpiał, co jego interlokutorzy. I kiedy wybierał się na miasto, w poszukiwaniu wysłuchiwaczy - na krakowskim rynku wybuchała panika. Ci, którym najbliżej było gdzieś dojść trasą A- B, rzucali się do byle jakiej bramy, byle jakiego sklepu, jakiej bądź kawiarni, aby tylko uniknąć spotkania z poetą. A jeśli jakiś nieszczęśnik zagapił się i nie zdążył salwować ucieczką - to( jeśli można było „mieć przechlapane" w okresie Młodej Polski) miał przechlapane. Co robił bowiem Lucjan Rydel zaczynając monolog, w czasie którego trwania nikt nie miał szansy wstawienia nawet przecinka? Otóż Lucjan Rydel łapał swoją ofiarę za guzik od palta czy czegokolwiek .Trzymał mocno. I zaczynał swoją neverending story. Jedyną możliwością ukończenia męki jej wysłuchiwania, była rezygnacja z guzika.
I wielu korzystało z tej możliwości.
Na drugim biegunie „syndromu Lucjana Rydla" umieściłabym syndrom naszego wybitnego dramaturga, pana Sławomira Mrożka. Powiedzieć o Nim, że jest człowiekiem małomównym, to mało. Podobno w życiu pana Sławomira były takie okresy, kiedy nie mówił wcale.
Ani słowa. A nie znaczyło to wcale że unikał towarzystwa ludzi. Siadał sobie na jakiejś "zgęstce"(to chyba określenie Agnieszki Osieckiej), ocierał się o bardziej i mniej miłe osoby, wytężał wzrok i słuch, jak Wyspiański w Bronowicach i chłonął atmosferę wieczoru. Bliżsi znajomi wiedzieli że należy uszanować Jego potrzebę separacji ale czasem na zgęstkę wpadał ktoś nowy i z grzeczności zadawał pytanie: "jak zdrowie?". Wtedy zapytany wyjmował z kieszeni plik karteczek i wyciągał tę z napisem: „dziękuję, mogło być gorzej". A kiedy tamten w dalszym ciągu nie rezygnował z chęci nawiązania dialogu i ryzykował pytanie: "a nad czym pan teraz pracuje?" -otrzymywał karteczkę z napisem: "teraz- nad niczym." Legenda głosi, że nie zadano Mu pytania, na które nie miałby napisanej już wcześniej odpowiedzi...
Ze mną jest różnie. Bywa że się rozgadam jak kobiety w czasie darcia pierza(u?) ale na ogół jednak nie jestem osobą rozmowną. Zdawkowo odpowiadam na pytania albo milczę całymi tygodniami. Moi domownicy wiedzą że to kiedyś minie. I pozwalają mi na ten luksus.
Mężczyzno po przejściach, między innymi szpitalnych !
Nie jest wykluczone że i mnie niedługo rzuci los w okolice Wielkiego Kanionu. Gdybyśmy przypadkiem spotkali się w tym samym czasie i nad tą samą przepaścią na słynnym Skywalku (przezroczystym cudzie inżynierii 21 wieku, wytrzymującym 8 stopniowe trzęsienia ziemi i groźne wichury )-postaram się nie wydobywać głosu. Ani z zachwytu ani z przerażenia. Powściągnę środki wyrazu jak najdzielniejszy Indianin. Zrobię tylko zdjęcia drzewom, łupkom, kamieniom. Dla Mateusza i Franka, z miłości. A Ty zapoznawaj się z ptactwem Arizony. To zajmie trochę czasu. W samym Wielkim Kanionie żyje podobno 355 gatunków ... Zatrzepoczecie sobie skrzydłami i pomilczycie o wszystkim. O umęczonym organizmie, o szpitalnych opowieściach towarzyszy niedoli , o demokracji, o rowerach, o przysiadach bez powodu i o wiosennych już łąkach w dalekiej Polsce. Opowiedz im o naszych bocianach, które niedługo tu przylecą. I znów, dzięki nim, będzie do czego tęsknić.
I może znowu zachce się żyć .               Imagine jak Imagine

 

Towarzysze mojego milczenia. Półlotos bez powodu.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Imagine

wtorek, 12 lutego 2008 14:10
                                                                                                                                  




 


Imagine,

Tym razem, nie pisałem tak długo, że nawet już nie wypada mi się tłumaczyć. Kłopoty ze zdrowiem. Takim krótkim terminem określa się, tłumaczy się niedyspozycję. Termin nie najszczęśliwszy i chyba stworzony przy umownej uczciwości bo szeroki, mało precyzyjny. Taż nawet bywszy zdrowym wykonać należy wokół siebie wiele zabiegów owej zdrowotności służących. Zabiegów - w znaczeniu „zabiegać o"- a więc czynności. Czynność - to wysiłek i czas. I tak dochodzimy do odkrycia, że np. codzienne mycie zębów to „kłopot ze zdrowiem". Ja tutaj już nie wymieniam takich zabiegów jak gimnastyka poranna, bieganie czy nawet przysiad bez powodu itp. - gdyż te jawią mi się jako dyscypliny prawie-że-olimpijskie. A swoją drogą -  złoty medal olimpijski w przysiadaniu bez powodu  - brzmi pięknie.

Jeśli jednak tłumaczenie mojego milczenia - kłopoty ze zdrowiem - w najmniejszym choćby stopniu usprawiedliwiałoby mnie to wróćmy do korespondencji naszej.

A wrócić chciałbym do pojęcia, które ciut wcześniej niejako napocząłem. Do pojęcia SZCZEROŚCI. Napisałem to wielkimi literami bo to jedno z wielu słów-pomników. Myślę że człowiek nawymyślał sobie takich słów po to by mieć czego na pewno nie rozumieć. Bo tam i PRAWDA i SZCZĘŚCIE i DEMOKRACJA. I wiele, wiele innych. One wszystkie mają jedną wspólną cechę - niedookreślenia. A uwydatniają naszą różność w pojmowaniu świata. Przy jednoczesnej, bratającej nas skłonności - „noo... trzeba to wreszcie ustalić".

W tych moich zdrowotnych kłopotach, z racji pobytu w placówkach słynnej z telewizji Służby Zdrowia miałem szeroki kontakt z szerokim społeczeństwem. Prawda, że chorym społeczeństwem ale mogłem przeprowadzić badania nad szczerością. Mogłem ? - musiałem! Zauważyłem, że chyba z powodu podobieństwa brzmieniowego ludziom myli się szczerość i szczodrość. Wypowiedź szczodrą a więc zawierającą wiele szczegółów, głupot i niepotrzebnych umajeń uważają za szczerą. Za właśnie szczerą. Rozpoczynają swoją opowieść sięgającą często początków garncarstwa od ustalenia czy to był wtorek czy też może czwartek. Czy to było po czy przed południem. Czy to był wujek Władek, czy ciocia Irenka. A to wszystko trwa. W asyście mojego umęczonego organizmu odbywa się akcja przywracania sobie pamięci. Kiedy już na gruzach tego organizmu - jego dobrej woli, zainteresowania, uwagi - wybudują sobie ten swój prywatny IPN - następuje opowieść zasadnicza. I niechby i nawet była ciekawa, mądra czy wesoła. Mnie już nie ma. A chciałem być. Bóg mi świadkiem. Chciałem. Tak jak gotów jestem pochylić się nad cudzym nieszczęściem czy choćby tylko brakiem szczęścia ale pod warunkiem że jestem gotów. Że mam aktualnie tyle siły by dłoń czy słowo pomocne podać. Niechże mnie zapyta ten ktoś czy chcę tego. Czy uniosę i to. Bo jeśli nie to strata czasu i oleodruk pt. „Wiódł ślepy kulawego". A wszędzie występuje szczerość zamiennie ze szczodrością. Wywalczona bo wytęskniona uprzednio WOLNOŚĆ SŁOWA  to nie jest zwolnienie ze wszelkiej odpowiedzialności za to co mówię. To jest przeniesienie tej odpowiedzialności bliżej mówiącego. To on ma zdecydować czy to co powie nie sprawi więcej złego niż dobrego. To taka jest wolność. Nie można umawiać się na wolność, mądrości nie dotykając. Do mówienia „co ślina na język przyniesie" bo akurat chcę, bowiem jest mi źle mają prawo małe dzieci i ptaki. Choć, z tego co wiem ptaki nie wykorzystują tego nadmiernie. Ptak ślinę szanuje. Bo ona jemu w żywieniu pomaga i przy budowie gniazda.

Powiem Ci szczerze

O moim rowerze

Ma on dwa koła

Gdy go zawołać

On nie przybieże

Gdy go nie oprzeć

Albo gdy nie jest

W swej jezdnej chuci

To się przewróci

Tak, mówiąc szczerze

Jedno Ci powiem

- rower, jak rower

                                                                  Andryou

P.s. Trochę się cieszę że jadę na kontynent amerykański. Zapoznam się z tamtejszą demokracją, ptactwem i może z Wielkim Kanionem. Przed szczodrością zaś będzie mnie chronić moja znajomość języka angielskiego w stopniu intuicyjnym.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  1 794 945  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
2526272829  

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1794945

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl