Andryou- poeto w wydaniu wdziękowym !
A ja lubię podpatrywać Wiosnę . Najchętniej chodziłabym z mikroskopem. Uwielbiam obserwować przyrodę , bo to mnie rozjaśnia , rozbudza, czyni zmysłowym nie tylko umysł, daje nadzieję, że przecież jeszcze żyję , skoro tak bardzo czuję się Jej częścią.
A czynnością osobistą, prywatną i uczuciową, nazwałabym sen w objęciach Morfeusza ( w wyjątkowych przypadkach, aż proszących się o zdiagnozowanie przez lekarza wiadomej specjalności- spanie z szarym misiem), a budzenie się czegokolwiek mogłabym, a może nawet i chciała, rejestrować kamerą zainstalowaną w torbie trzeźwego kangura.
Oczywiście nie ośmieliłabym się rejestrować, a nawet nie chciałabym oglądać budzenia się meteopoetów , dla których budzikiem jest trąbka sympatycznego hejnalisty z Wieży Mariackiej,( słyszana w całej Polsce w samo południe), przez parę godzin dochodzących do siebie, dzięki udanym zbiorom podlubelskich plantacji tytoniu i kawom pitym na kolejnych stacjach benzynowych, w drodze do pracy. Meteopoeci śniadanie jedzą w okolicach Teleekspressu(jak się okazuje- bez fonii), obiad około drugiej w nocy i już nie mają kiedy zjeść kolacji, bo wtedy im się najefektywniej zmaga z talentem. ONI NIE ODPOCZYWAJĄ OD TALENTU.
Podejrzewam że nie jest łatwo być poetą ale jeszcze trudniej jest być z poetą…A ty jedyny nie możesz od siebie uciec.
Może jakimś pocieszeniem jest to, że taki poeta może i nie ma łatwego życia prywatnego, ale ma za to rekompensatę w postaci uwielbienia czytających, słuchających, czy tylko patrzących na niego z rozczuleniem wiernych fanów, do których ja zaliczam się od roku 1979-go. A należę do coraz już węższej, wymierającej grupy wielbicieli, którzy pamiętają wiosnę rozkwitu Twojego talentu!
Andryou się powoli budzący !
Ty mi tu piszesz o dyskretnej spring’s silence, a mnie się chce krzyczeć ze szczęścia, że ONA JUŻ PRZYSZŁA!
Jestem we Wrocławiu –tu wiosna zawsze wcześniejsza i widoczna gołym okiem - ogólnoludzka radość zbiorowa .O żadnej dyskrecji nie ma mowy! Wszyscy coś z siebie zdejmują , uśmiechają się do swoich myśli , zasypiają na chwilę na ławkach albo przystankach z przesilenia wiosennego i wzmocnieni drzemką, dalej cieszą się czymkolwiek!
A już koty, psy, ptaki zakładające gniazda i młodzież spleciona na ławkach i murkach( na razie bez mundurków)-całe to rozdyndane wiosenne szaleństwo oświetlone słońcem, cieszą moje stare oczy i uszy, jak mało co.
Ja nie chcę popatrywać na życie. Ja chcę się w nim zanurzyć…
Ja chcę z nim współ - żyć, jakby to nieprzyzwoicie nie zabrzmiało.
A propo’s oczy i uszy. Teraz będzie o uczcie dla duszy.
Byłam wczoraj w teatrze CAPITOL , na koncercie zespołu „Raz ,dwa, trzy”, który w ramach 28-go Przeglądu Piosenki Aktorskiej przedstawił spektakl z piosenkami Wojtka Młynarskiego. Że Wojtek jest geniuszem to wiemy wszyscy, od dawna. I że warunkiem śpiewania Jego piosenek jest przede wszystkim rozumienie, o czym się śpiewa.
I że najinteligentniej śpiewa je On sam …
Ale niestety, od za długiego już czasu, On ich nie śpiewa. I dorastają nam młodzi, którzy nigdy się z Jego twórczością nie zetknęli, a najwyższa pora!Chwała więc i PPA i Adamowi Nowakowi, że do wczorajszego koncertu doprowadzono.
Adam Nowak, poeta z Zielonej Góry posiadł był, już jakiś czas temu, niezwykłą umiejętność godzenia gustów tzw. szerokiej publiczności –z gustami publiczności elitarnej . Czyni to z wielkim talentem i wdziękiem .
I chociaż muzycy zmienią jakąś nutę, a nawet harmonię utworu do tego stopnia, że kompozytor mógłby się zdenerwować, to powinien on się zdenerwować na krótko, bo takie właśnie śmiałe obchodzenie się z tym materiałem powoduje, że powstaje nowa wartość. Moim zdaniem niebagatelna. Te aranżacje to własny charakter pisma. Nie do podrobienia.
Ich granie pulsuje, wprowadza nas w trans, daje najlepszą energię i nie dzieje się to kosztem przekazywania sensu wierszy , czyli tego o co autorowi chodziło.„Raz ,dwa, trzy”- jest zespołem świetnych muzyków i jednocześnie „anty gwiazdorsko” zachowujących się na scenie ludzi. Aż boję się powiedzieć kulturalnych ludzi . A pan Adam ma po prostu charyzmę , wielki talent i piękną barwę głosu.
Zachwyciła mnie także scenografia! Jak mądrze wymyślona. I w jakim guście! Ktoś mi powiedział ,że jej autorem jest pan Damian Styrna. Tak się cieszę ,że zdążyłam przyjechać na ten koncert!
A kiedy wieczorem wracałam do legendarnego (dla tego festiwalu i dla mnie) hotelu WROCŁAW, jacyś wiosenni robotnicy , pogwizdując wesoło , łatali zimowe dziury w jezdni. I postanowiłam napisać piosenkę pod tytułem : ”Wesoły zapach smoły”. Ale jak znam swój zapał do pracy twórczej, to na tytule się skończy. Wolę podpatrywać wiosnę. A ty popatruj. Jestem dziwnie spokojna, że widzimy te same cuda.
Imagine czyli Ułuda
PS. Poeto kochany,
Za tydzień bociany !
Imagine - łajająca mnie,
a właściwie połajująca. Cóż … Nie specjalnie, nie nazbyt, nie do końca – zgadzam się z przedstawionym przez Ciebie moim obrazem. Obraz to tendencyjny bowiem, służący wspomnianemu połajaniu. I jako materiał połajawczy – użyteczny. Nie do końca jednak prawdziwy. Obraz mnie – z twarzą znaczoną w barwy wojenne fusami od kawy, ziejącego papierosowym dymem z ważniejszych otworów, przemykającego nocą by przegryzać tętnice ekspresom kawowym, czy leżącego w szczerym polu pod Lublinem w niecierpliwym oczekiwaniu aż wzejdzie tytoń – nie wydaje mi się przesadnie zgodny z rzeczywistością. A ta telewizja. Od lat oglądam ją – właśnie oglądam. Jedynie oglądam. Przy wyłączonej fonii. Latami całymi sponsoruję telewizję. Płacę bowiem cały abonament a korzystam z połowy jej produktu. Tylko wizja.Przynależność polityków do konkretnych ugrupowań rozpoznaję po wyzierającej z oczu żądzy władzy, zacietrzewieniu i wrażeniu typu „jestem chory/chora lecz mam zdrowy elektorat”. Dzięki temu połowicznemu, wizyjnemu korzystaniu z telewizji rozwijam sobie wyobraźnię a nie cierpię. Omijają mnie bowiem „elektryzujące opinię publiczną” wiadomości jak to pijany konkubent pijaną konkubinę przez okno wyrzucił ze słowami – skocz no kochanie po wódeczkę. I inne podobne „newsy”. Jak widzę na ekranie mężczyznę lub kobietę z mikrofonem, w pozycji „komentator”, na tle jakiegoś ważnego gmachu – to wiem, że gdybym włączył fonię dowiem się : jak ta osoba się nazywa, z jakiej pochodzi TV - i nic, niczego, cienia niczegosieńkiego – nie dowiem się. I tyle. Jeśli chodzi o informację. Bo kiedy ekran rozświetla się milionem reflektorów a z pracy kamery wynika, że zainstalowana jest w torbie lekko pijanego kangura – wiem, że to program rozrywkowy, lekko misyjny, o dużej oglądalności.
A wiosna ? Ooo! Wiosna jest inna. I ja też inaczej na nią patrzę. Przede wszystkim jestem przeciwnikiem obserwowania wiosny. Nachalnego przyglądania się jej. Mówimy przecież – Wiosna się budzi. To uszanujmyż to jej „się budzenie”. „Się budzenie” – to czynność osobista, prywatna, uczuciowa. Nie wypada. Nie wypada badawczo przyglądać się budzeniu się wiosny. Człowieku! Jak możesz? Skąd taka poufałość. Z tą Wiosną. Nie tak dawno jeździłeś na nartach, Do Zimy mówiłeś – Królowo.
Ja na Wiosnę popatruję. A dzięki przemieszczaniu się w różne części naszego kraju – popatruję co roku na kilka wiosen. Bo Ona budzi się w różnych regionach – o różnej porze. Popatruję sobie, popatruję – patrzę – Lato. Pewna moja znajoma zamiast określenia „delektuję się” z lubością używała – „dialektuję się”. Dziś sam tego używam. Przy wiośnie. Tyloma dialektami umie mówić. Choć cicho. Bardzo cicho. Na szczęście cicho.
Wiosna -nieśmiało radosna
umysł – czyniąca zmysłowym
powieść w wydaniu wdziękowym
Andryou
piątek, 19 marca 2010
Licznik odwiedzin: 881284
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | |||
| 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 |
| 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |
| 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 |
| 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | |
MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: