Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 805 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Andryou

czwartek, 15 marca 2007 11:24

                                                                            

Andryou- poeto w wydaniu wdziękowym   

A ja lubię podpatrywać Wiosnę . Najchętniej chodziłabym z mikroskopem. Uwielbiam obserwować   przyrodę , bo to mnie  rozjaśnia , rozbudza, czyni zmysłowym nie tylko umysł, daje  nadzieję, że przecież jeszcze żyję , skoro tak bardzo czuję się Jej częścią.

A  czynnością  osobistą, prywatną i  uczuciową, nazwałabym sen w objęciach Morfeusza ( w wyjątkowych przypadkach, aż proszących się o zdiagnozowanie przez lekarza wiadomej specjalności- spanie z szarym misiem), a budzenie się czegokolwiek mogłabym, a może nawet i chciała, rejestrować  kamerą zainstalowaną w torbie trzeźwego kangura.

Oczywiście nie ośmieliłabym się rejestrować, a nawet  nie chciałabym oglądać budzenia się meteopoetów , dla których budzikiem jest trąbka sympatycznego hejnalisty z Wieży Mariackiej,( słyszana  w całej Polsce w samo południe), przez parę godzin  dochodzących  do siebie, dzięki udanym zbiorom podlubelskich plantacji tytoniu i kawom pitym na kolejnych stacjach benzynowych, w drodze do pracy. Meteopoeci śniadanie jedzą w okolicach Teleekspressu(jak się okazuje- bez fonii), obiad około  drugiej w nocy i  już nie mają kiedy zjeść kolacji, bo wtedy im się najefektywniej  zmaga z talentem. ONI NIE ODPOCZYWAJĄ OD TALENTU.

Podejrzewam że nie jest łatwo być poetą  ale jeszcze trudniej jest być z poetą…A ty jedyny nie możesz od siebie uciec.

Może jakimś  pocieszeniem jest to, że taki  poeta może i nie ma łatwego życia prywatnego,  ale ma za to rekompensatę w postaci uwielbienia czytających, słuchających, czy tylko  patrzących na niego z rozczuleniem  wiernych fanów, do których ja zaliczam się od roku 1979-go. A  należę do coraz już węższej,  wymierającej grupy wielbicieli, którzy pamiętają wiosnę rozkwitu Twojego  talentu!

Andryou się powoli budzący !

Ty mi tu piszesz  o dyskretnej   spring’s   silence,  a mnie się chce krzyczeć ze szczęścia, że ONA  JUŻ  PRZYSZŁA!

Jestem  we Wrocławiu –tu wiosna zawsze wcześniejsza i widoczna  gołym okiem - ogólnoludzka  radość zbiorowa .O żadnej dyskrecji nie ma mowy! Wszyscy coś z siebie zdejmują , uśmiechają się do swoich myśli , zasypiają na chwilę na ławkach albo przystankach z przesilenia wiosennego i wzmocnieni drzemką, dalej cieszą się czymkolwiek!

A już koty, psy, ptaki zakładające gniazda  i młodzież spleciona  na ławkach i  murkach( na razie bez mundurków)-całe to rozdyndane wiosenne szaleństwo oświetlone słońcem, cieszą moje stare oczy i uszy, jak mało co.

Ja  nie chcę popatrywać na życie. Ja chcę się w nim zanurzyć…

Ja chcę z nim współ - żyć, jakby to nieprzyzwoicie nie zabrzmiało.

A propo’s  oczy i uszy. Teraz będzie o uczcie dla  duszy.

Byłam wczoraj w teatrze CAPITOL , na koncercie zespołu  „Raz ,dwa, trzy”, który w ramach 28-go Przeglądu Piosenki Aktorskiej przedstawił  spektakl z piosenkami Wojtka Młynarskiego. Że Wojtek jest geniuszem to wiemy wszyscy, od dawna. I że warunkiem śpiewania Jego piosenek jest przede wszystkim rozumienie, o czym się śpiewa.

I że najinteligentniej  śpiewa je On sam …

Ale niestety, od za długiego już czasu, On ich nie śpiewa. I dorastają nam młodzi, którzy nigdy się z Jego twórczością nie zetknęli, a najwyższa  pora!Chwała więc i PPA  i Adamowi Nowakowi, że do wczorajszego koncertu doprowadzono.

Adam Nowak, poeta z Zielonej Góry posiadł był, już jakiś czas temu, niezwykłą umiejętność  godzenia gustów tzw. szerokiej publiczności –z gustami publiczności elitarnej . Czyni to z wielkim talentem i wdziękiem .

I chociaż  muzycy zmienią jakąś nutę, a nawet harmonię utworu  do tego stopnia, że kompozytor mógłby się zdenerwować, to powinien on się zdenerwować na krótko, bo takie właśnie  śmiałe obchodzenie się z tym materiałem powoduje, że powstaje nowa wartość. Moim zdaniem niebagatelna. Te aranżacje  to  własny  charakter pisma. Nie do podrobienia.

Ich granie  pulsuje, wprowadza nas w trans, daje najlepszą energię i nie dzieje się to kosztem przekazywania sensu wierszy , czyli tego o co autorowi chodziło.„Raz ,dwa, trzy”- jest zespołem świetnych  muzyków i  jednocześnie  „anty gwiazdorsko” zachowujących się na scenie ludzi. Aż boję się powiedzieć kulturalnych ludzi . A pan Adam ma po prostu charyzmę , wielki talent i piękną barwę głosu.

Zachwyciła mnie także scenografia! Jak mądrze wymyślona. I w jakim guście! Ktoś mi powiedział ,że jej autorem jest pan Damian Styrna. Tak  się cieszę  ,że zdążyłam przyjechać na ten koncert!

A kiedy wieczorem wracałam do legendarnego (dla tego festiwalu i dla mnie) hotelu WROCŁAW, jacyś wiosenni robotnicy , pogwizdując wesoło , łatali zimowe dziury w jezdni. I postanowiłam napisać  piosenkę pod tytułem : ”Wesoły zapach smoły”. Ale  jak znam swój zapał do pracy twórczej, to na tytule się skończy. Wolę podpatrywać wiosnę. A ty popatruj. Jestem dziwnie spokojna, że widzimy te same cuda.                         

Imagine czyli Ułuda 

 

PS. Poeto kochany,     

Za tydzień bociany !


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

fot

czwartek, 15 marca 2007 11:22

Wiosna w jadalni.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Imagine

środa, 14 marca 2007 13:12

                                                                            

Imagine - łajająca mnie, 

a właściwie połajująca. Cóż … Nie specjalnie, nie nazbyt, nie do końca – zgadzam się z przedstawionym przez Ciebie moim obrazem. Obraz to tendencyjny bowiem, służący wspomnianemu połajaniu. I jako materiał połajawczy – użyteczny. Nie do końca jednak prawdziwy. Obraz mnie – z twarzą znaczoną w barwy wojenne fusami od kawy, ziejącego papierosowym dymem z ważniejszych otworów, przemykającego nocą by przegryzać tętnice ekspresom kawowym, czy leżącego w szczerym polu pod Lublinem w niecierpliwym oczekiwaniu aż wzejdzie tytoń – nie wydaje mi się przesadnie zgodny z rzeczywistością. A ta telewizja. Od lat oglądam ją – właśnie oglądam. Jedynie oglądam. Przy wyłączonej fonii. Latami całymi sponsoruję telewizję. Płacę bowiem cały abonament a korzystam z połowy jej produktu. Tylko wizja.Przynależność polityków do konkretnych ugrupowań rozpoznaję po wyzierającej z oczu żądzy władzy, zacietrzewieniu i wrażeniu typu „jestem chory/chora lecz mam zdrowy elektorat”. Dzięki temu połowicznemu, wizyjnemu korzystaniu z telewizji rozwijam sobie wyobraźnię a nie cierpię. Omijają mnie bowiem „elektryzujące opinię publiczną” wiadomości jak to pijany konkubent pijaną konkubinę przez okno wyrzucił ze słowami – skocz no kochanie po wódeczkę. I inne podobne „newsy”. Jak widzę na ekranie mężczyznę lub kobietę z mikrofonem, w pozycji „komentator”, na tle jakiegoś ważnego gmachu – to wiem, że gdybym włączył fonię dowiem się : jak ta osoba się nazywa, z jakiej pochodzi TV  - i nic, niczego, cienia niczegosieńkiego – nie dowiem się. I tyle. Jeśli chodzi o informację. Bo kiedy ekran rozświetla się milionem reflektorów a z pracy kamery wynika, że zainstalowana jest w torbie lekko pijanego kangura – wiem, że to program rozrywkowy, lekko misyjny, o dużej oglądalności.

A wiosna ? Ooo! Wiosna jest inna. I ja też inaczej na nią patrzę. Przede wszystkim jestem przeciwnikiem obserwowania wiosny. Nachalnego przyglądania się jej. Mówimy przecież – Wiosna się budzi. To uszanujmyż to jej „się budzenie”. „Się budzenie” – to czynność osobista, prywatna, uczuciowa. Nie wypada. Nie wypada badawczo przyglądać się budzeniu się wiosny. Człowieku! Jak możesz? Skąd taka poufałość. Z tą Wiosną. Nie tak dawno jeździłeś na nartach, Do Zimy mówiłeś – Królowo.

Ja na Wiosnę popatruję. A dzięki przemieszczaniu się w różne części naszego kraju – popatruję co roku na kilka wiosen. Bo Ona budzi się w różnych regionach – o różnej porze. Popatruję sobie, popatruję – patrzę – Lato. Pewna moja znajoma zamiast określenia „delektuję się” z lubością używała – „dialektuję się”. Dziś sam tego używam. Przy wiośnie. Tyloma dialektami umie mówić. Choć cicho. Bardzo cicho. Na szczęście cicho. 

Wiosna -nieśmiało radosna

umysł – czyniąca zmysłowym

powieść w wydaniu wdziękowym    

                                                               Andryou


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  1 794 998  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1794998

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl