Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 641 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine

poniedziałek, 31 marca 2008 11:51


Imagine,


   


  

        Tym razem, na dźwięczące jednak, między nami pytanie - czemu tak długo nie pisałem? - odpowiem - bo, gdyż nie pisałem. Wiem, że taka odpowiedź graniczy, a właściwie granicę dobrego wychowania przekracza. Na dodatek, jakimś nadmiernym ukłonem w stronę dobrej polszczyzny - nie jest. Decyduję się jednak na taką chwilową niefrasobliwość obyczajową i semantyczną bo mam nadzieję, że nasza, ponad trzydziestoletnia znajomość - przetrzyma to. Wobec. Wobec - Wiosny. Ach! - pomyślisz, zwariował ten Andryou, pewnie z powodu Wiosny. Niech mu będzie. To niech mi będzie. Bo jest. Trochę tak jest rzeczywiście. Bo, rzeczywiście - trochę tak jest. Niech no tylko Słońce, trochę zacznie się odwdzięczać za to, że cały układ planet nazwaliśmy słonecznym. Niech no tylko Ziemia ze zwyczajowego macierzyństwa w macierzyństwo świadome przejdzie. To i roślina to czuje i ptak i źwierzę jakie większe. No to i człowiek. A jak człowiek w ogóle - to i ja nieskromnie dołączę. Z wiosną - ilość zachowań nieodpowiedzialnych tak w przyrodzie rośnie, że uzasadniona obawa o przyszłość przyrody powstaje. To nie trwa długo. Na szczęście. Potem przyroda stabilizuje się. Wraca wszystko do normy. A taka botaniczna norma to czterotakt - kwitnienie, zapylanie, owoc, powidła. U gatunków wyższych niż botaniczne, choć tak naprawdę niewiele wyższych - ów czterotakt jest jakże podobny. Choć pozory „wyższości" są do końca zachowane. Ale w te przedwiośniane dni powstaje jakby nowy gatunek, taki jakby kwiat jednej mocy.

    Tak - MOCY. Taki Wiośniak Naiwny (gupotic vulgaris). Ach, myśli sobie taki kwiatek jeden z drugim - wyprysnę im tu jakim fioletem fioletowym albo jakim żółtym takim, że oni się zdziwią że jest taki żółty. Zielonym się trochę owinę bo ciepło, kurczę nie jest, ale wyprysnę. Pewnie, że mnie może jeszcze jaka resztka mrozu ściąć. Albo mnie, za przeproszeniem, wygrabią na fali tych ich porządków wiosennych. Ale wyprysnę. Co się nabędę, niechby chwilowo, to się nabędę. To moje. Prawdopodobieństwo, że kwiaty myślą - nie jest zbyt duże. Jeśli nawet trochę myślą, to na przedwiośniu, o przedwiośniu, wobec przedwiośnia - rezygnują z tego. I chwała im za to. Bo jak to dobrze jest popatrzeć, poczuć wszystkimi zmysłami, że są na świecie rzeczy, o których nie śniło się myślącym. Człowiek, przez owe do myślenia przyzwyczajenie doprowadził się do sytuacji usilnego utrzymywania, chwiejnej, ale jednak równowagi - miedzy Marzeniem a Marznieniem. Marznieniem - chodzi o zmarzlinę, tundrę jaka powstaje w każdym z nas. Trochę przez myślenie. Trochę przez konwenans, obyczaj, zwyczaj, prawo. Przez wszystko to. Ale właściwie przez myślenie o tym. I dlatego Przedwiośnie - ten Festiwal Bezmyślności - tak potrzebny. Bo pokazuje, że oprócz tego „kim jesteśmy", „jacy jesteśmy", „na co jesteśmy" - jest jeszcze, także wiele w nas.

    Różnie ze mną - piszącym bywa. Czasem dłużej czy krócej zastanawiam się nim coś napiszę. A czasem - napiszę coś - i długo się zastanawiam. Tak było w następującym przypadku -


Bo ile smutku w nas
zagnieździ się, umości
tyle ON zajmie miejsca
nie „zamiast"
a „dla" - RADOŚCI


Może tu chodziło mi o ten tzw. środek mnie. O mnie - środek. Żeby on był. Jednak. Żeby nie skurczył się. Nie stundrzał . A może ja to z myślą o jakim Przedwiośniu pisałem.

Przedwiosennie kończę ten list. Wierszykiem.


Zasadniczo
jestem kołek
A popatrzcie -
- dziś - Fijołek
Jakby mało było fijołka
to wykręcę i fikołka
wszystko po to
by się zdziwić
„co się dzieje?!"
i by zdążyć z tym zdziwieniem
zanim znów skołkowacieję


                                                                  Andryou

P.S. Imagine, a może masz w swoich przepastnych foto-archiwach jakiś przykład, na przykład Wiośniaka Naiwnego. Jeśli masz to proszę - pożycz.




 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Andryou!

wtorek, 25 marca 2008 10:53




24 marca 2008 roku

Andryou!


Szkoda że Wielki Kanion nie jest w stanie przeczytać tego, co o Nim napisałeś. Byłoby mu miło, to nie ma to tamto. A swoją drogą,  co On ma z tego życia?
- Czy coś Go przejmuje, czy ma się jak i  czym cieszyć, martwić, zachwycać?
- „Nie mam drzwi"- odpowiadał kamień indagowany przez  panią  Wisławę. Może właśnie niedostępność tej Potęgi jest najbardziej fascynująca.  Ja także uważam, że nawet najpiękniejsza fotografia nie jest w stanie oddać Jego  niezwykłości. Tam się obcuje z Absolutem. Nad Oceanem także. Ale już w Las Vegas- ani przez chwilę. Jaka szkoda że zobaczyliśmy to nieszczęsne Las Vegas. Nie znam brzydszego i bardziej pustego miasta.

Jacy biedni są tam ci bogaci ludzie... trudno, byle się nie śniło po nocach.

Na razie mi to nie grozi, bo nie mogę spać. CZŁOWIEK, KTÓRY NIE MOŻE SPAĆ JAK CZŁOWIEK, TO JEST JEDNO WIELKIE NIESZCZĘŚCIE. Takiemu człowiekowi  trudno jest  wytrzymać i z sobą, i z kimkolwiek. Toteż staram się nie spotykać z ludźmi.

Wpadłam tylko na chwilę do przyjaciół, do domu opuszczonego niedawno przez  cudownego gospodarza. Pełno ich,  a jakoby nikogo nie było. Wszyscy serdeczni, kochani, uśmiechają się ale to, przez  co przeszli, zostało w oczach. Chyba już na zawsze. Jedyna pociecha to to, że  On już nie cierpi. Ma spokój. Mam nadzieję. Niech Tam coś będzie, na Litość Boską,  i niech się Nim opiekują  najlepsi aniołowie!  

Andryou! Jestem tak rozdrażniona, że nie wiem czy powinnam pisać do Ciebie, zawracać Ci głowę czymkolwiek.

Zmiana półkuli, zmiana czasu. Mówią  o tym Jet Lag. Teraz już jest trochę lepiej ale ciągle nie mogę  doczekać się  zwykłego nocnego snu , który daje siły na przeżycie dnia. A tu tyle zaległości do nadrabiania, a tu najwyższy czas do wzięcia się w garść, a garści jak nie było, tak nie ma. I jakby tego było mało,   napadły  na mnie jakoś tak gwałtowniej niż zwykle te święta, osaczyły mnie  kurczaczki, rzeżuchy, baranki i zajączki, pisanki pełne cholesterolu, szynki, żurki,  mazurki i baby gwarantujące szczupłą sylwetkę. Gderam Ci tu tak Andryou  i narzekam ale to wszystko ma swoją jedną przyczynę. Otóż były to w moim dorosłym życiu pierwsze Święta Bez Dzieci. Bez ani jednego dziecka. Nie przywykłam jeszcze do ich BEZapelacyjnej dorosłości. A  najwyższy czas przywyknąć. I cieszyć się Ich wiosną.

Ich i tą, która się przebija przez co tylko może. W tej chwili po prostu przez śnieg. Z nieba pada dyngusowa biała woda. Ale to  są ostatnie podrygi zimy. Mój mąż mówi że była już u nas czapla, a ja widziałam wczoraj  kaczki sprawdzające bezpieczeństwo szuwarów. Jak co roku. Cała Natura wstaje z martwych i ja spróbuję wziąć z Niej przykład. Tak mi dopomóż Bóg- Imagine

PS.
Ponieważ wiem że naszą korespondencję czyta słynna Impresaria  Evora-  Małgorzata Bo, a także pewna młoda mieszkanka Los Angeles, która była na naszym przedstawieniu -pani Zuzanna- chciałabym tą drogą podziękować im  za odnalezienie w hollywoodzkim  hotelu, pewnej bezcennej  pary podróżników, zostawionych przeze mnie w pokoju( w okolicach poduszki i kołdry)- pani Pablowej- czyli mamy Pabla (podróżującego obecnie po całym świecie, z Frankiem P) a także Indianki -Spokojne Pióro- czekającej na Pabla, z głęboko skrywaną tęsknotą.

PS.2
Nie znam pogodniejszej osoby od mojego męża. Na dworze i w życiu zawieja , a on zachwycony nowym Ipodem puszcza sobie przez głośnik wesołe piosenki.

W tej chwili słyszę z dołu: "Jak przygoda to tylko w Warszawie, w Warszawie, jak Warszawa- to z panną taką, jak ty." I śpiewa Łyżwie i Markotnemu. I zakreśla w programie telewizyjnym, kiedy będą  filmy o samolotach. I pohukuje z niczym nie uzasadnioną radością. Jak ja mu tego zazdroszczę! 




Spokojne Pióro i pani Pablowa, po szczęśliwym powrocie z Hollywood.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Imagine,

poniedziałek, 17 marca 2008 15:25



 

 

 

 

Imagine,

Nie pisałem do Ciebie tak długo - tym razem dlatego, że w ogóle miałem nie napisać. Tak urażony poczułem się pomówieniem Twoim, że palę dwa papierosy jednocześnie. Coś takiego nie zdarzało mi się nawet w czasach gdy nałóg palenia papierosów stosowałem komplementarnie z innymi nałogami i rzeczywiście łatwo się było pogubić. Odebrałem Twoje „spostrzeżenie" jako jawną i świadomą współpracę z administracją amerykańską. Bo nalepka z napisem „No smoking" jest najczęściej spotykaną formą opieki państwa nad obywatelem amerykańskim. Inne formy opieki jak np. „No parking" - są w tyle o całą długość rydwanu demokracji. Ale potem złagodniałem. Przeszło mi to podejrzenie o współpracę. Eee - myślę sobie - Imagine pewnie popadła w taki błogostan w tym domu nad oceanem, w taki cichoszum, że uległa złudzeniu, które można by nazwać - ChataMorgana. Założywszy uprzednio, że Morgan to był taki jegomość, który w swoim domu nad oceanem czuł się tak dobrze, no ale już tak! dobrze, że zdarzało mu się widzieć podwójnie. I piszę do Ciebie.

Piszę do Ciebie, że moja Ameryka przebiegła przeze mnie jak ja przez nią. Przez nią - jakże niecałą, jakże ledwo dotkniętą, jakże ledwie spostrzeżoną.

I do dziś wyświetlają się w mojej głowie co najmniej dwa „amerykańskie filmy". Pierwszy jest przyrodniczy. Oj! ta przyroda. Ta Przyroda - to przygoda. Dobrze jest choćby po to tam pojechać żeby zobaczyć że tyle Jej jeszcze zostało. Jej ogrom i rozległość, za nic mająca europejskie proporcje, pewnie częściowo sprzyja samoochronie. Taki bowiem ogrom i rozległość trudno zadeptać. Ale i kaktus tam ochroną zdecydowaną obejmą mimo że jest ich miliony. I domek, jeśli już, nad Wielkim Kanionem postawią to z drewna i jedyne co kolorystycznie się zeń wybija to tabliczka nieduża z jego numerem. Oj, dali by tam porządzić naszym zakopiańskim władcom - zobaczyli by jak można miastecko jak rozpyrgnięty słup ogłoszeniowy - wybudować. A podobno w szkołach to uczą dzieci, że Człowiek to nie jest częścią Przyrody ale że jest tej Przyrody gościem. I podobno wcale nie najważniejszym. Do tego doszło. Takie herezje. Z samego rana. Dziecku.

A znowu Profesor, o którym wspominasz w swoim liście, a którego chyba i ja spotkałem to powiedział, że z punktu widzenia nauki, Człowiek i Bakteria - różnią się niewiele. Kiedy, choćby z wdzięczności za jego gościnność miałem mu przyznać rację a nawet podać nazwiska owego Człowieka, Profesor dodał, że zadaniem i Człowieka i Bakterii jest przetrwanie. A efektem usiłowań w tym kierunku jednego i drugiego organizmu jest ni mniej ni więcej tylko absolutne i kompletne zniszczenie środowiska w którym przebywa. Ot! i radosna wiadomość. Co robić?! Patrzeć. Póki jest.

To i patrzyłem. Widziałem jak płaska pustynia niedostrzegalnie się unosi i nagle ziemia przerywa się. Uskakuje na ogromną głębokość. Mgliście majaczy przeciwległa, oddalona o kilometry, krawędź tej rozpadliny. A wewnątrz tej rozpadliny - góry. Szczyty - z jakich dumny byłby niejeden kraj, sławiłby je w pieśniach, zdobywał, łamał sobie nogi a nawet i podstawy czaszki - z ogromną, narodową przyjemnością. A tutaj One rosną sobie na dnie. Na dnie Wielkiego Kanionu. Z wysokości krawędzi widać jeszcze jak miedzy tymi „dennymi" górami płynie strumyk żółtawy. Tak widać z tej wysokości. Kiedy się wie, że w rzeczywistości jest to poważna rzeka, taka, że w Europie mogłaby być nawet granicą państwa - czuje się respekt i powagę sytuacji. Czuje się, że wyznaniowe różnice odpowiedzi na pytanie - Kto To Zrobił? -  zakrawają na bezwiedne uwagi rzucane dla paddierżania razgawora. Wobec. Wobec talentu i wielkości Tego Kto To Zrobił. Bo jeszcze barwy. Kolory. Jakie? - A wszystkie. Dominują wszystkie kolory brązu. Ale tylko w skałach. Tylko. Tylko wszędzie. Takie to jest „tylko". Ale żeby jakiś kolor mógł dominować to musi mieć nad czym. To i szarość się pod ten brąz, raz ceglasty, raz brunatny, raz beżowy podłoży. A to znowu jaka aż fioletowa kamienność. A to, widać że może i licha, bo wapienna ale aż jadowicie biała - biel. Zażółci się gdzieś. To znów zapomarańczeje. Zielonością pochodzenia roślinnego to wszystko przyprószone. Niebem, różno-niebieskim przykryte. I tak się stoi. I tak się patrzy. Zatraca się pojęcie „punktu widzenia". Wystarczy widzieć. Widzi się całym sobą. Tym co w nas było, co jest, co będzie. Siły się jakiejś nabiera bezczelnej. Że niby tak jak On - Wielki Kanion - byłem, jestem. I pobędę sobie ile będę chciał. Niechby i krótka, ale to dobra siła. Przyrodnicza.

Choćbym nie wiem jak długo próbował To opisywać - nie opiszę. Są bowiem na świecie rzeczy i zjawiska nieopisywalne. Na szczęście.

Imagine, być może i ja uległem jakiemuś złudzeniu ale wydawało mi się że widziałem tam, na krawędzi Wielkiego  Kanionu osobę podobną do Ciebie z dwoma aparatami fotograficznymi. Gdyby któryś z tych aparatów wykonał jakieś, choćby w części „oddające" zdjęcie - to proszę Cię wyślij mi je. A ja wyślę je Tobie jako nieśmiałą ilustrację moich słów.

Pozdrawiam Cię.

                                                                Andryou

 



 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  1 831 095  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1831095

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl