Imagine,
Nie pisałem długo. Muszę przyznać. Oj długo. A nawet długo - oj, oj. Ale też list Twój do tego doprowadził. Bo do rozmyślań o upływie czasu mnie powiódł. A przy tych rozmyślaniach to dopiero czas płynie. Bo też i chyba są conajmniej dwa czasy. Ten zewnętrzny i ten czas - co w nas. Temu zewnętrznemu podlegają pociągi, kuranty, przemysł lekki i różnie ociężały, sklepy, szkoły, biura itp. A „ten czas - co w nas" to każdy ma swój, osobisty. Ów zewnętrzny wydaje się ważniejszy. Jest liczony, odliczany, doliczany, podliczany. O stopniu uspołecznienia człowieka decyduje dopasowanie jego osobistego czasu do czasu zewnętrznego. Stąd biorą się różnie uszczypliwe, ale jednako pretensjonalne określenia „przed czasem", „po czasie", „o czasie". Można by długo mowić o ewentualnej wyższości któregoś z tych czasów. Im dłużej, tym bardziej czas zewnętrzny będzie zdradzał zaniepokojenie swoje. Zaniepokojenie tym, że nas nie ma. Że nie idziemy razem z nim. I tym gwałtowniej się o nas upomni. Jeżeli jednak Człowiek chce nadal uchodzić za jednostkę świadomie obnoszącą się ze swą inteligencją, to musi wykazać PUNKTUALNOŚĆ. Spektrum jego kontaktów z zewnętrzem może być dowolnie szerokie. Od wylewności, aż rynnowej do kamiennego aż, nieokrzesania. Ale musi to robić - PUNKTUALNIE.
I stąd mój kłopot. Bo punktualność - cenię sobie wysoko. Również swoją.
A nie odpisywałem. Wytłumaczyć mogę to jedynie tak, że list do Ciebie , ten odpisujący mam już dawno napisany. Tyle, że w moim czasie - wewnętrznym. On dawno jest w mojej głowie. Ale, już czasu by przenieść go na umowny papier, a i wysłać to nie miałem. Kiedy czas taki się pojawił list mój wydał mi się nie tyle nieaktualny, co - nieco zleżały. Sama rozumiesz, że nie mogę do tak długocennej korespondentki zleżałych listów wysyłać. Piszę więc nowy. A nowy powinien być o wiośnie. O przedwiośniu właściwie. Bo o wiośnie - byłby przed czasem.
Ja pamiętam dawne przedwiośnia. Kiedy zima ustępowała. Ale z godnością. Nie kłóciła sie tak jak teraz. Kiedy śnieg brudnawy i lód szary na oko, nie zamierzały zniknąć nigdy. Ale w niemrawym jeszcze słonku nie miały już dawnego roziskrzenia, siły niegdysiejszej nieodwracalności. I jak słychać było delikatne ciurkanie wody w którą zamieniały się. I jak z tym ciurkaniem znikały w ziemi. I jak ten hydrologiczny spektakl nosił tytuł „Roztopy". I jeszcze jak spóźniona dostawa śniegu w kilka sekund zmieniała się w błoto pośniegowe.
O! Pośniegowe błoto
Wychodzi na to oto
Żeś, moje ty pośniegowe
Dowodem
Że aby coś było piękne
Nie musi wcale być nowe
Że waga, ważność i wartość
Nie musi za pięknem się chować
Wystarczy, czasem, by piękno
Nieodwołalnie zwiastować
I być
Dyskretną szarą sugestią
jak ty, o! pośniegowe
Że,
by nowe jakieś przyjść mogło
- stare - no, ale
- musi odejść
O! Błoto pośniegowe
Zanim zmienione we wodę
w czeluściach ziemi znikniesz
z pluskiem, ciurkiem czy z bulgiem
Dziękuję ci błoto
Bo oto, przynosisz mi
Jakże bezcenną
Bo
Ulgę
Andryou
P.S. O moim pobycie na południu Szwecji napiszę w najbliższej przyokazji bo przedwiośnia nie chciałem przegapić.
6 marca 2009 roku
Andryou!
Przedwczoraj minęła piąta rocznica śmierci Jeremiego, jutro dwunasta - Agnieszki. Tak jakoś blisko siebie umarli. I ich piosenki często były splecione ze sobą. Lubiły się bardzo, a może i trochę kochały, a potem odchodziły od siebie i cierpiały... przez jakiś czas.
Jak to piosenki o miłości.
„Malwy po chatach kwitną i bledną
Po sześciu latach nic już nie jest tragedią"
Pani Helena Zawisza, gosposia z Saskiej Kępy, jest autorką mojego ukochanego zdania :
„Biedna ta moja pani; ona nic nie umie, tylko pisać!"
Helena nie umiała pisać, ale za to opowiadała o Agnieszce jak nikt.
Była oddana i kochała Ją bardzo.

Piosenki Agnieszki przede wszystkim pocieszały, a piosenki Jeremiego przede wszystkim zachwycały. Na przykład taki „Suflet":
„Kiedy siadałem u niej przy stole
Jeszcze myślałem:"inne ja wolę".
Lecz już przy pierwszych przekąskach
Rzecz zaczynała być grząska.
Coraz wyraźniej czułem przy zupie,
Jak serce coraz mocniej mi łupie
Na podniebieniu jej dotyk
To był upojny erotyk.
Zmysły- myślałem- żadna tam miłość.
Aż tu pieczyste mnie poraziło.
Czując je w ustach tak kruche -
Czułem, że kocham dziewuchę.
Kocham, lecz związkom będę oporny!
Ona mi na to - suflet wyborny.
Trudno, po takim suflecie,
Ja się oświadczam kobiecie."
Autor „Sufletu" więcej miał szczęścia w życiu, niż autorka"Małgośki", która została sama. A nawet bardzo sama. Tańczyła i piła, i z niego sobie kpiła.
Jemu udało się spotkać Kobietę Swojego Życia i udało mu się z Nią żyć długo i szczęśliwie. Jak w bajkach. Dawali sobie spokój, dobroć i czułość. Chyba nigdy nie podnieśli na siebie głosu. Obserwowałam to uczucie przez dwadzieścia lat i do dzisiaj Im go zazdroszczę.
Poeto południowej Szwecji!
Czy powiesz -„Idź"
Czy rzekniesz -„obozuj'
Bądź, pozuj i dozuj!
Nie wiem co prawda jak wygląda szczęście „u zięcia mafiozów" i upał „z udziału nawozów", ale czy to od razu trzeba wiedzieć takie rzeczy? Rozumieć wszystko? Pożyjemy, zrozumiemy.
Mnie, na przykład, długo nie dawał spokoju ten słoń, którego nie można zafortepianić.Jaki słoń myślałam, dlaczego nie można?! Głowiłam się do bólu głowy. I nagle olśnienie! I już wiem jaki słoń, i wiem że nie można.
Są Słonie nie do zafortepianienia.
Wracaj z tej swojej Szwecji i opowiedz jak było
Imagine
Imagine,
Zainteresowały mnie Twoje rozważania o umyśle, rozumie, mózgu. Też mi się zdarzają. Nie często. Ale. Kończę ja owe rozważania kiedy konstatuję, że oto na skutek myślenia i układania sobie jakiegoś poglądu powstało co? - rozumowanie. Rozumowanie ? O rozumie?
Trochę przypomina mi to, takie na przykład działanie. Otóż zamierzamy odwrócić bieg rzeki. Z pomocą zaawansowanych technologii, z wykorzystaniem dorobku przodków i naszych śmiałych pomysłów budujemy ogromną maszynę. Nazywamy ją „MDZRiIC 2009" - (Maszyna Do Zawracania Rzek i Innych Cieków). Maszyna jest piękna. Okazała, a i zdradzająca ogromną kumulację techniki. Błyska, tumta i plumpi. Tyle, że by poruszyć ją potrzebna jest energia. Rozglądamy się. Nerwowo - bo odnośny minister stoi z nożyczkami nad wstęgą. Jest!
W świąteczym rozedrganiu prawie nikt nie zauważy, że oto energię do poruszenia naszej „MDZRiIC 2009" pozyskaliśmy, oto, z aktualnie zawracanej rzeki. Co ja mówię - pozyskaliśmy - próbowaliśmy pozyskać. Na moment rozruchu to wystarczy.
W coraz liczniejszych u mnie, chwilach zwątpienia w Człowieka - dumam sobie, że cała NAUKA służy jedynie poprawieniu Człowiekowi samopoczucia. Daje „wrażenia ogarnienia".
Rozumie, Rozumie -
- ja Ciebie nie umiem
bo czy to w czas mrozu,
upału z udziału nawozów
czy szczęścia, co jak u zięcia mafiozów
czy tego, owego - tu, tam - niedowozu
czy powiem Ci - idź
czy powiem - obozuj
„rozpasać się" - krzyknę - na środku sowchozu
czy, „dozuj" - poproszę
czy, „pozuj"
Rozumie - węgorzu
na morzu współbieżnych piskorzom perkozów
Rozumie - Ty, mnie wyrozum
Cokolwiek
Ja - Tobie,
dla Ciebie,
nie zrobię -
- to zrobię
tylko
przez rozum.
I jeszcze -
- myśl moją niejedną dogoni
wrażenie, że Rozum -
- wie o nas
ciut więcej
niżeli my - o Nim
Dlatego, nie myślę
pod byle pretekstem
Ja - zmyślam
A - zmyślę -
- więc jestem.
I aniśmy się nie obejrzeli jak doszliśmy do przedkurka i doświtka.
Ale o tem, jeśli pozwolisz - potem. Czeka na mnie południowa Szwecja. Czyli Szczecin.
Andryou
czwartek, 18 marca 2010
Licznik odwiedzin: 881020
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | |||||
MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: