Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 127 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine,

piątek, 25 kwietnia 2008 13:40










Imagine,


Z przyczyn „wydawniczych" zaszła konieczność bym napisał swoje cv. Nawet nie wiedziałem, nie przypuszczałem, że ja mam swoje cv. Zaczynam.

Cóż. Mamy 4 lipca 1954 roku. Urodziłem się. Urodziłem się - patrzę - chłopak. Tak można by zacząć tę „garść wspomnień". Słowo „garść" jest bardzo na miejscu, bo nie sądzę aby było tego więcej. Obszary mojej niepamięci szczególnie widocznie dotyczą dat, ludzi, wydarzeń historycznych i towarzyskich. Wszystkiego co tworzy tzw. historię życia człowieka. Obszary zaś mojej pamięci wypełnione są kolorami, notatkami z kształtu, świadomością a właściwie przeczuciem jakichś mikroskopijnych i większych tajemnic, zapachem. Wrażeniem. Wrażeniem - jest moja pamięć. Ten impresjonizm dotyczy tak czasów mojego wczesnego dzieciństwa jak przysłowiowego „wczoraj". Ten defekt pamięci i historycznej jej użyteczności wynagradzany jest mi czasem minimalną różnicą między wspomnieniem z np.1958, a wspomnieniem z roku 2008.


Ale mamy 1954 rok. Było 9 lat po wojnie. Połową świata wstrząsały jeszcze resztki mniej lub bardziej szczerego szlochu po śmierci Stalina. Cały świat czekał aż objawi się, dotychczas noszący buławę i kaftan bezpieczeństwa w tornistrze - nowy, pełnowymiarowy, światowy szaleniec. Powyższe zdania niech będą wyczerpującym opisem sytuacji polityczno-społecznej na świecie. Bo w kieleckim było inaczej. W kieleckim, a szczególnie w głębokim kieleckim jest zawsze inaczej niż na świecie. Tam, zmiany jakiekolwiek na szczytach władzy nie robią takiego wrażenia. Tam, pierwszy śnieg, burza, deszcz ulewny, a nawet i przelotny - owszem robi wrażenie. Ale zmiana kursu dolara czy zmiana ustroju postrzegane są jako raczej kosmetyczny zabieg losu. Tam wychodzi się z założenia, że człowiek, nawet jedynie mądrawy - przed skutkami deszczu ustrzeże się. A na przykład przed skutkami polityki rolnej Władysława Gomułki - nie.


I w tak wdzięcznie inercyjnym regionie naszej Ojczyzny przyszedłem na świat.


Podobno,  mój powitalny krzyk na widok świata, nałożył się na bicie dzwonów w pobliskim kościele. Moja babcia Katarzyna miała wtedy powiedzieć - „Ocho! Rodzi się król". Babcina wróżba koronacyjna, sprawdza się do dziś, o tyle, że mało miałem w życiu chwil takich bym nie „miał czegoś na głowie".


Dzieciństwo miałem szczęśliwie, szczęśliwe. Rodzice moi zabiegali z charakterystyczną dla tamtych czasów zapobiegliwością, o to bym miał co jeść, bym miał jak, w odpowiednim dla danej pory roku cieple - spać. Bym potem, kolejno - umiał czytać, pisać i próbował rozumieć to co przeczytałem. Ale szczęśliwość tamtego czasu mojego płynęła z następującej sytuacji. Jest lato - czas wolności od miejskości. Ja siedzę w krótkich portkach na skraju głębokiego parowu. Za moimi plecami sad moich dziadków i świadomość istnienia w tym sadzie domu. I świadomość, że tam za moimi plecami, w tym sadzie, a to dogląda bliżej nieokreślonego czegoś, a to drzemie - dziadek Franciszek. Człowiek wielki jak szczupła góra. W kapeluszu. W kapeluszu takim, że żeby spotkać podobny kapelusz trzeba by daleko pojechać. I mogłoby się okazać, tam daleko, że takie kapelusze już się skończyły.


I ja tak sobie siedzę. Brzęczą różne fruwo-brzęki. A to motyl przeleci. A to coś. Ptak. Bo nie znam nic innego co umiałoby latać. O tym, przecie, że Człowiek też próbuje latać i to nawet po kosmosie - dowiem się dopiero za trochę. Czasu. A na razie nawet Czasu nie ma.


Widzę odległy brzeg przeciwległy parowu. A wyżej już tylko niebo. Łukowe, niebieskie sklepienie. Jednym końcem wsparte na brzozach po tamtej stronie parowu, drugim na moich rzęsach. I to wszystko. No, może jeszcze pewność, że tam na dnie tej donicy zieloności - rzeczka płynie. Tak czysta, że nie musi być szeroka. I że tam raki żyją - najbardziej niepojęte stworzenia świata. A skoro tak dziwne stworzenie leży w widocznym miejscu, to jakie niesamowitości muszą się kryć w jamach licznych i międzykorzeniowych otchłaniach.


Tak bym chyba opisał całe moje dzieciństwo. A nawet cała moją kilkunastoletniość. Pewnie że były mniejsze i większe zwycięstwa i porażki. Pewnie, że były w podwórkowej wersji Wembley „strzały w okno". I pewnie, że były strzały „Panu Bogu w okno". I w okno Państwa Kwiatkowskich. Wszystko to było. I proca. I miłość. Jak to w tym wieku. Miłość, od procy - niewiele się różnią - ot kwestia oka. I przyjaźnie były. Dozgonne. Czasem i do końca tygodnia wytrzymujące. A i dłużej. Wszystko to było. To czemu tego nie pamiętam? A pamiętam ten, niemały obszar letniego powietrza obramowany czymś znanym, dotykalnym. Dotykalnym, w tym sensie, że tego owszem można dotknąć, ale nie ma potrzeby. Bo po pierwsze - można tego dotknąć. A po drugie można przewidzieć błogosławiony tego dotyku skutek. Czuje się - co będzie się czuło.


Wtedy i później, w życiu tzw. dorosłym, jeśli w mniej, czy bardziej widoczny sposób uciekałem od różnych zebrań o zabarwieniu czy to politycznym czy towarzyskim - to nawet jeśli przyszło mi w „mysiej dziurze" się schronić, to i tak wyobraźnia umiała taką przestrzeń spowodować. Przywołać.


No, to chyba dzieciństwo miałem szczęśliwe. Szczęśliwie.


Tu przerywam, lecz róg trzymam... ciąg dalszy nastąpi. Bo przecież nastąpił.


Skądinąd, wiadomo mi, że i Ty Imagine z przyczyn wydawniczych zobowiązanaś do cv. To swym cv - na moje mi odpisz. Niech nastąpi cwał cv.



                                                                                Andryou


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Andryou

poniedziałek, 21 kwietnia 2008 10:29

19 kwietnia 2008 roku


Andryou,

 

Już trzeci dzień zapłakane niebo. I zimno. Dziwna ta wiosna.
Dzisiaj  65 rocznica powstania w getcie. I dzisiaj także, zamiast oglądać okolicznościowe akademie i  składać wieńce pod pomnikami ludzi, których już nie ma-  postanowiłam przeczytać po raz drugi „Pustą wodę" Krystyny Żywulskiej. Żeby z Nimi pobyć wtedy, kiedy jeszcze żyli. Co to jest za książka! Dostałam  ją  w rękopisie od syna autorki, już jakiś czas temu. Chciałam pomóc w szukaniu wydawcy. I gdy wydawało mi się, że znalazłam, Jacek zadzwonił, że on także już znalazł. Podobno lada dzień ma się ukazać w księgarniach! Marzyłabym, aby przeczytali ją młodzi ludzie, próbujący rozumieć i oceniać świat, w którym przyszło im żyć. Na szczęście bez tamtych doświadczeń.


Dzisiaj także 20- ta rocznica śmierci Jonasza Kofty. Pisał:

„Nie mam niczego do stracenia
Jestem w ciemności, idę w ciemność
Z istnienia przejść do nieistnienia
Łatwo
Dopóki jesteś ze mną
Spod stóp się osunęła ziemia
Cokolwiek złego było, wybacz
- Jak mam ci pomóc?
Boję się ciszy
- Słyszysz mnie?
Słyszę
Dobrze, że byłaś."

Jak to dobrze że był Jonasz. I że zostawił nam tyle pięknych i mądrych zdań.
I jak  dobrze że jesteś Ty i cały czas je tworzysz. W jakimś sensie jesteś Jego bratem.
Wiem, że  dzisiaj bardzo ważny wieczór w Twoim teatrze. Musi być dobrze!
ps. Już dwa dni minęły od kiedy zobaczyłam  „Dowód', Davida Auburna , w reżyserii Andrzeja Seweryna, w teatrze Polonia. Świetnie wymyślony, zagrany, piękna scenografia, filmowa muzyka, dźwięk  i filmowy „montaż"( to zakończenie jak w filmie!).

  I ciągle myślę o tym przedstawieniu i o wybitnej roli Marysi Seweryn. O Niej myślę. Wielka , wielka rola. I  przypominam sobie małą Marysię , po którą trzeba było jeździć do szkoły, wzruszam i zdumiewam, że kolejne dziecko na moich oczach dorosło i wyrosło na kogoś niezwykłego. Jak  cudownie jest móc to obserwować.

I zaczynam podejrzewać, że pannę  Lenę i pannę Jadwigę czeka podobny los.

Ps2. A Ty wyjrzyj w końcu na powietrze i odpocznij od talentu. Słyszałam, że przewidują jednak rozpogodzenia. By the reason of spring !


                                                                                                 Imagine

 



 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Imagine

wtorek, 15 kwietnia 2008 10:28









Imagine,


    Niechże i ja odpiszę Ci piosenką. Na piosenkę. Też dla Maryli. Choć z tego co wiem, na płycie mającej ukazać się lada chwila - tę moją piosenkę będzie w dużej części śpiewał Seweryn Krajewski. On też ją skomponował. To znaczy piosenkę. Bo oczywiście sama Maryla, jak wiemy, jest osobno i tak nadzwyczajnie i niezwykle skomponowana. Piszę chaotycznie. Ale uczuciowo.

    Bo zaczął się Europejski Festiwal Zielonego. Wiosna. Lepiej byłoby nazwać to co dzieje się za tzw. oknem - Zielonego Europejski Festiwal. Wtedy skrót byłby ZEF. Na ten ZEF wiosny spieszy wszystko co żyje. Z czego z kolei wnoszę, że ja nie żyję. Bo spieszę na próbę. Do teatru. Ateneum". Bo 19.04 premiera. „Stacyjka Zdrój" - spektakl z piosenkami Starszych Panów. Nadal piszę chaotycznie. Bo nadal uczuciowo. Tak też chyba pisałem tę piosenkę. Na ZEF.


Pozdrawiam Cię Imagine.

 
                                        Zielona Pani - Ziemio


Zielona Pani - Ziemio
posłuchaj w-niebo-głosu
ludzi, co z Tobą dzielą
słoneczny kąt Kosmosu

Mamy tu, Pani Ziemio
stare, jak my - kłopoty
- wiemy co Zło, co Dobro
a ciągnie do Głupoty


                   Mamy tu dom
                   Mamy dom
                   Mamy tu sen
                   Mamy sen
                   daj nam na skroń
                   cienia dłoń
                   Ziemio! - przed nami nas chroń

 
Wieczorem, Pani Ziemio
w kieszeniach snów nas chowaj
i nawet części szczęścia
nie pozwól nam zmarnować

Póki wyjaśnia tyle
na ile ściemnia - Słońce
jeszcze się trochę z nami
między gwiazdami pokręć


                   Mamy tu dom
                   Mamy dom
                   Mamy tu sen
                   Mamy sen
                   daj nam na skroń
                   cienia dłoń
                   Ziemio! - przed nami nas chroń



                                                                           Andryou



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

wtorek, 28 marca 2017

Licznik odwiedzin:  1 784 505  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1784505

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl