Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 805 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine,

poniedziałek, 27 kwietnia 2009 13:41





Imagine,


Trudno jest odpisać na list taki. Na list tak osobisty, bolesny, zasmucony, powagą nasycony. Wobec ludzkiego cierpienia, wobec dotkliwości śmierci osoby bliskiej - jedynym zachowaniem jakie dopuszczam jest prawdziwe milczenie. Milczenie prawdziwe bo wyrażające szacunek, będące próbą wyobrażenia sobie nieskończoności tego bólu, żalu, poczucia jawnej niesprawiedliwości.


Milczenie. Milczenie prawdziwe. Ono o tym wszystkim stara się powiedzieć. Ale, jeśli jest prawdziwe, jest w nim też świadomość niemożliwości. Niemożliwości choćby przybliżenia się do bólu i żalu osoby, tym bólem i żalem dotkniętej. Dlatego nie wierzę w tzw. słowa pociechy. Pocieszyć - można kogoś kto zgubił klucze. Nie kogoś kto zgubił, stracił bliską osobę. Samo słowo „zgubić" stosuje się w jakże różnych znaczeniach. Jest „zgubić" przy kluczach ale jest i zgubna nadzieja, zgubne przyzwyczajenie, zgubny nałóg. Giną klucze i ginie się na wojnie, w wypadku. A „jestem zgubiony". A „na swoją zgubę". Dziwnie blisko to wszystko tego nieszczęsnego zgubienia kluczy. Jakże banalnego w tym kontekście, jakże nieistotnego. Jakże odwracalnego. Ale - dziwnie blisko to wszystko. A te słowa, na określenie tych sytuacji, stosowano od setek lat i powtarzały je miliony ludzi. To coś w tym być musi. A może to, że śmierć - jakby nie była przewidywana, niespodziewana, ciężka, lekka, niepotrzebna, potrzebna - każda śmierć jest przypadkowa. Przypadek - bo tak określamy dla potrzeb codziennego pośpiechu - LOS. Stworzyliśmy nawet wyrażenie „przypadki losowe". Żeby było łatwiej. Żeby było łatwiej ominąć. Ominąć coś, co nie pozwala się opisać żadnym wzorem, algorytmem. Coś, dla omówienia czego, nie można zorganizować debaty telewizyjnej z udziałem największych analityków, ekspertów i młodzieży. Coś - co wymyka się naszej, jakże już rozwiniętej, umiejętności opisania świata.


To może tylko my - tak żyjąc sobie, zbieramy domniemania, przesłanki, nadzieje, że śmierć raczej nie powinna mieć miejsca. Albo, że nie teraz. Ale - raczej wcale. Uznajemy ŻYCIE za stan naturalny, za to co nam się niejako należy, co być powinno. A czy czasem i ONO nie jest kwestią przypadku. Czy to nie był aby przypadek, że moi rodzice zetknęli się ze sobą w sposób ponadtowarzyski. Czy każda chwila tego życia to nie jest przypadek. Czy one - te przypadki nie składają się na dzień, noc, miesiąc, życie. A że żal, że ból, kiedy ktoś bliski ginie nam z oczu ?


Okazuje sie wtedy, że ten słnny nasz podział na Ja i Świat nie jest wcale tak jednoznaczny. Nie jesteśmy na tle świata narysowani tak jednoznaczną ostrą kreską. Nie wynikamy ze świata zdecydowanym obrysem. Pojawiamy się raczej na świata tle metodą przenikania. Te rozemglone linie to stąd, że nosimy w sobie część świata, a i pewna część nas samych - do świata należy. Im bliższa nam osoba - tym bardziej nasza. Tym bardziej jej strata - boli. Tym bardziej jej zginięcie - jest zginięciem części nas samych.


Tak sobie ja tylko myślę. Mówię. Ale sam do siebie. By mieć codzienny powód do życia. By to codzienne życie traktować jako, niechby i przypadkową, ale radość. I próbuję dokładać nienachalnych starań by tej radości nie popsuć. Nie chcę broń Boże wprowadzić się w stan umownego szczęścia z racji codziennie zaliczanej nieśmiertelności. Nie aż tak. Chcę tylko spokoju, który płynął by, z mojej codzień odnawialnej świadomości, że

Jest o wiele, o wiele więcej

niż mój rozum, serce i ręce.


                                                                                     Andryou


P.S.

Imagine, toż ja się tu nagle dowiaduję, że Ty i świętująca czterdziestolecie swej artystycznej pracy Magda Umer - to ta sama osoba. Trudno mi w to uwierzyć. Na wypadek gdyby to była prawda, postanowiłem napisać tekst na motywach „Koncertu jesiennego na dwa świerszcze"


         Za naszym oknem - tamci my

         W popiele nadal coś się skrzy

         Dziewczyny płac(z)ą, kiedy tylko mają za co

         I nagle słychać gdzieś


         Koncert wiosenny na czterdzieści zdumionych świerszczy

         Bo im urosły z powodu wiosny

          Skrzydła motyle na tyle

         Aby ulecieć we kwiecie na tych skrzydłach

         Jeszcze nie jesień, za wcześnie na powidła


         Koncert, koncert, koncert jesienny

         Na te świerszcze, ten wiatr w kominie

         Koncert co razem z czasem ot - płynie, ot - płynie, ot - płynie


Jeśli Naród będzie w jakikolwiek sposób wyrażał swą wdzięczność Magdzie Umer - to powiem Ci tylko Imagine, dawno nie byłem tak bardzo z Narodem.

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (25) | dodaj komentarz

Panie Andryou!

piątek, 24 kwietnia 2009 10:13





Panie Andryou!


Jakby pan  przy tym był!


Właśnie szukałam na „allegro" jakiegoś Szerokiego Łuku do omijania Pana, gdyż zapragnywałam zrywać niełatwą z Panem znajomość, już wybierałam się na tradycyjną pocztę, wysyłać na poste restante Poczet Królów Wiosny i dawać o tym znać  smsem,   o treści :

"na poczet poczekaj na poczcie"... gdy  korespondencja nadeszła.

W ostatniej chwili. To się chyba  nazywa rzut na taśmę.

No ale jeżeli WIOSNA...

Jeżeli Ty WIOSNĘ  masz na swoją obronę, to ja Ci nie wybaczyć nie jestem w stanie.

Z WIOSNĄ wszystko przegrywa.

Wybaczam więc, zapominam i obiecuję nie wypominać.

I na  znak, że Twoją wiosenną sytuację rozumiem w pełni - wysyłam Ci pełnik. A nawet wiele pełników. Gdyż mam ich bez liku.


 

 


Kolego z wiosłami!

Ja tam nie wiem tak dużo o życiu, jak Ty. Powiadasz :

„Życie to kajak."

A jak nie kajak?

A jak?


Jakby na przykład wyglądało nasze życie, w nowej, palindromowej wersji:


„Kajak, kochanie, trwa tyle co taniec

Fandango, bolero,  bebob,

Manna , hosanna, różaniec i szaniec

I jazda i basta i stop"...


A propos: "I  STOP"



Byłam wczoraj na  premierze „Tataraku"- Andrzeja Wajdy, Krysi Jandy, Pawła Edelmana. Nie umiem  o tym filmie nic napisać, bo nie jestem w stanie go oceniać. Za bardzo przejmują  opowiadane w nim historie.

Za  mało wody upłynęło, za bliskich osób dotyczą. Tyle tam  mroku w tych pięknych , słonecznych zdjęciach, tyle niezgody na przemijanie i starość, tyle śmierci zetkniętej z młodością. Ale i tak  najbardziej  przejmująca jest Krysia w zamkniętym pokoju i z zatrzaśniętym sercem .

Kadry  z tego filmu można by sobie zawiesić nas ścianach, jako zachwycające obrazy.Ale jakim kosztem one powstały.

 I jak można obliczyć te koszty?Koszty czegoś, co jest bezcenne?


Trudne były te dwie godziny w ciemnym kinie.


 Wciągnęła mnie tamta woda, tak pięknie sfotografowana.

 Woda .Wir. Moment.

Podobno tonącym ludziom, na chwilę przed śmiercią, przesuwa  się do tyłu - cofa, jak na celuloidzie, cały film ich życia. Kilka  osób, którym udało się uratować z topieli, opowiadało mi o tym.

I  kiedy na ekranie  tonął filmowy  Boguś, dwudziestoletni chłopak, z ogromnym apetytem na życie, wrócił do mnie dzień 11 czerwca 1972 roku. I nagle zobaczyłam umierającego Andrzeja Nardellego. Jego ostatnie próby łapania oddechu mogły tak właśnie wyglądać.

Nie mogłam w nocy spać. Galopada myśli. Czy Krysi pomaga ta oszalała praca od świtu do nocy, czy kiedyś będzie Jej lżej, czy  umarli kiedyś zmartwychwstaną, czy można pamiętać, klatka po klatce, wydarzenia sprzed  37 lat? Kadr po kadrze, nie sfilmowane przez nikogo, a według niektórych, widziane przez pana Boga?

I  obejrzałam tej nocy, nienakręcony przez nikogo, film o tamtych chwilach nad rzeką.

I widziałam w tym filmie,  jak  przez dwa dni Narew nie chciała oddać ciała Andrzeja. Szukano go wszędzie. A gdy znaleziono, Jego stryjenka zawiozła mamę Andrzeja, wujka, mnie i Jego przyjaciela, abyśmy zobaczyli to miejsce. Stryjenka  opowiadała nam ze szczegółami jak to było, jak do tego doszło, tłumaczyła, że nic nie można było zrobić. Płakała.

A mama Andrzeja, słuchając tego wszystkiego zdawałoby się spokojnie, nie płacząc, nie krzycząc, patrzyła tylko na  wodę długo, długo  i nie chciała stamtąd odejść. Aż w pewnej chwili  straciła przytomność i runęła w nią, zbielała z rozpaczy.

Stop klatka na całe moje życie.

 I dalej widziałam w tym filmie,  jak Ją podnosiliśmy, cuciliśmy i powoli przywracaliśmy do życia. I jak nagle, na polanie przez którą wracaliśmy do samochodu , pojawił się piękny, młodziutki źrebak; przegalopowal i zniknął nie wiadomo gdzie, a ja pomyślałam, że to Andrzej; że w takiej postaci chce się z nami pożegnać, dać znak, że GDZIEŚ Tam przecież jest, że Gdzieś tam przecież będzie zawsze, że kiedyś tam może... na jakichś innych łąkach...


Jego mamę przed szaleństwem  uratowała chyba wiara. W czasie pogrzebu powiedziała do mnie: "a czemu ty dziecko płaczesz, przecież pan Bóg zabrał Andrzeja do siebie i my się tam wszyscy za jakiś czas spotkamy."


Za jakiś czas.


Przed wiekami, czyli jakiś czas temu śpiewałam w  „Psalmie  o wodach czystych" Tadeusza Nowaka,  z muzyką Marka Grechuty:


„Wody są czyste,piórko po nich płynie,

  Bielsze od żalu po straconym maju

(...)

Wody są czyste, modlą się za chłopca,

A my o zmierzchu pomódlmy się za nie."


Ale ja się nie umiem modlić. To znaczy umiem, ale swoimi słowami.

I nie w kościele. I nie zawsze mi te modlitwy pomagają.




Andryou!


Odpisz jakoś wnet , bo sobie odejdę i pójdę gdzie oczy poniosą.Tyle że one już za bardzo nie chcą ponosić. Ale jeszcze może ponieść mnie złość. Złość się chyba jakoś później starzeje niż oczy.No więc poniesie mnie złość, że nie piszesz. Więc  pisz i pisz. Tylko o czymś może nie za bardzo smutnym, dobra?


                                                                                      Imagine bez wioseł



Podziel się
oceń
3
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

Imagine

piątek, 17 kwietnia 2009 13:31






Imagine,


Pozwól, że znaną Ci, formułę początkową, prawie każdej mojej korespondencji : „nie pisałem długo, oj długo..." - tym razem podeskaluję do stopnia : „oj! Długo nie pisałem, długo, długo że Oj! Oj! Oj...". Gdybyś w tym momencie, zdumiona tak jawną bezczelnością moją, zapragnęła zerwać i korespondencję, a może i znajomość ze mną - to wstrzymaj się. Niech,

wykreślający mnie,

ze „kontaktów" w telefonie

zadrży kciuk

-       pisał bym

-       gdybym mógł.


A nie mogłem. Bo? - bo mianowicie - WIOSNA.


Tak, wdałem się w wiosnę. Wiosna, śmię przypuszczać, jest dla mnie - w moim wieku porą roku bardziej ważną niż dla osób młodych - w różnie bardzo już nie moim wieku. Bo dla tych osób to Ona - Wiosna jest właśnie porą. A dla mnie to Ona jest porą, selerą, pietruszką, marchwią, buraką, kapustą, brokułą, szczypiorką. Ona jest wszystką. Wszystką witaminą. I nie przeszkadza mi, że nieco saperskie skojarzenia budzi pisownia Wita Miną. Bo czytam to raczej jako powitanie z użyciem specjalnego wyrazu twarzy.


Jeśli to mina - grymas twarzy Matki Natury - to przyjemny trzeba przyznać. Radosny. Spokojną radością. Bo jest różnica między radością typu - „o! Jestem!", a radością typu - „o, popatrz, znowu jestem".


Bo jest wiosna witaminą obrotu. Witaminą ZNOWU. Zawsze Nadchodzi Owa Wiosna Najpiękniejsza. Bo taką wyczuwam w Niej tajemnicę. Że ta, która idzie jest najpiękniejsza właśnie. Bo też i w ogóle nie mam w sobie tendencji do porównań. Z innymi wiosnami. Taka jest Jej siła. A jeszcze inna jej siła i tajemnica to ta, że przychodzi delikatnie, dyskretnie. Mówią ludzie, piszą o „wybuchu wiosny". Bo czasu nie mają na konstatowanie delikatności i dyskrecji.  Jak brzasków odpowiedniej ilości w życiu sie nie zazna to i dzień potrafi oślepić. Jak nie uczestniczyło się czynnie w odpowiedniej ilości zachodów słońca - to i noc może wydać się próbą zarzucenia nam czarnej płachty na głowę. Wybuchła ? - toż to saperskie asocjacje. Ona co najwyżej wybuchiwa sobie po trochu. Nocą szykuje się, stroi, przebiera - ale nie nachalnie, nie „nie do poznania". By za dnia pokazać się nam z nieśmiałym pytaniem - czy to jest dobry kierunek ? czy w tę zmieniać się stronę ? Jeśli to jest kokieteria to jest to kokieteria użytkowa. Bo tyle w niej wdzięku, że nikt nie pomyśli nawet że kierunek zmian mógłby być nie ten. A ci, którzy trochę przeżyli wiedzą nawet, że inny ów kierunek nie będzie. I całe szczęście.


To może być prawdą

Choć może banałem to nazwą

Bo, rzeczywiście

- zakrawa na senny majak

To mianowicie, że Życie...

Życie - to kajak


I latem

To płynie się tym kajakiem

Jest ciepło, tu brzęczy, tam lata

Haber się w kąkol zaplata

Się płynie

Się sączy z owoców i kłączy

Się chłonie co się nawinie

- darmowa natury oświata


Jest jesień

Ten kajak gdzieś niesie

Wyć chce się

I - tyle się wie

Bo - po co tak wyć ?

To raczej nie wie się

Bo jesień


Jest zima

Się rwie tym kajakiem

Ile i on i człowiek wytrzyma

I żartów tu ni ma

Bo ścina

Bo zima


A wiosna?

A wiosna...

A wiosna ?

- A wiosna podaje nam wiosła


                                                                  Andryou


P.s.

Jeśli miałabyś jeszcze jakieś fotografie mogące złożyć się na „Poczet Królów Wiosny" - to bardzo proszę.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  1 795 004  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1795004

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl