Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 641 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine,

wtorek, 31 maja 2011 9:37

 

 

 

 

 

 

 

Imagine,

 

Dziękuję Ci za Twój szerokopasmowy list. Pasm problemowych w tym liście jest wiele, ale można by uznać, że wysnuwają się z węzła, który można zatytułować – „Dziecko – a – niedziecko“. Niedziecko to tzw. reszta świata. To podstawowy problem i Ludzkości całej i każdego człowieka. Bo i o naszą dziecięckość chodzi. W dziecku zaklęte są nasze wspomnienia ideałów naszych. Idei. Wszystkiego na „i“. Do idityzmów włącznie. Zresztą, zaklęte tam jest wszystko nasze. Na każdą literę.

         Teoria

         Dla metrykalnie dorosłych

-         zdradziecka

-         Tyle nas w nas - ile w nas dziecka

 

A Franek w Urugwaju – powiadasz. Pozdrawiaj go ode mnie. Serdecznie. I sił mu życz. To najlepszy moment na takie życzenia. Teraz – kiedy ma siły. Ja o rzeczonym Urugwaju wiem tyle, że przypuszczam, że to jest chyba w lekkie prawo od Rzeszowa. Moją skłonność do podróżowania mogłaby przedstawiać następująca scenka -

 

Ja – Nie chcę drugi raz być Urugwaju.

Ktoś – To byłeś już raz w Urugwaju ?

Ja – Nie. Raz już chciałem być.

 

A Franka podziwiam i sił mu życzę, bo jeśli by chcieć mój status naukowy określać – to jestem na drodze habilitacyjnej w kierunku pt. „Siedzenie na dupie, Polaków w pewnym wieku“. Zdecydowałem się na użycie tego słowa tylko dlatego, że wcześniej już użyłem słowa – siedzenie. Franek jest w wieku „mierzyć siły - na zamiary“. Ja jestem w wieku „brać siły - za mary“. I właściwie mogę się czuć porównywalnie dobrze. Czuć dobrze - w sensie naukowym. Że dodam. Bo, też sam jestem i badaczem i próbką. W swoim kierunku studiów. Choć –

         bezkieruncze – fajne, kurcze

         już kierunek – to frasunek


Imagine, nazwanie mnie „trudnym dzieckiem we mgle“ wybaczam Ci wspaniałomyślnie. Bo Dzień Dziecka niebawem. A „niebaw“ ma tę cudowną moc wybaczania. Tak po prawdzie – to ja i lubię to swoje-w-sobie-dziecko. I że trudne. Ileż to razy – nie wstał bym rano gdyby nie było trudne. Nie wstaje się do łatwych dzieci. Bo – po co ? Skoro śpią.

A mgła ? Mgła daje zamglenie. Niepewność. A to z kolei ochrona przed skrajnością, którą nazywam sobie – optymidiota. I ta mgła, będąc zamgleniodajną – daje możliwość nie widzenia „tak koniecznie wszystkiego“. I to dobrze. Bo widzenie – lubi się z wiedzeniem pomylić. A „wiem“ – jak się w człowieku rozrośnie to i druga skrajność gotowa – pesymistyk. To, czyli, że dobra ta mgła (?)

To i nie tylko wybaczyć, ale i podziękować Tobie wypada.

To i dziękuję. I niezbędnika typu „CISZ“ („Ciepło i Słońce, Zieleń“)

Na Dzień Dziecka. I na Dzień Dorosłego. I na Dzień Prawie Dorosłego.

 

                                                                  Andryou


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Andryou!

piątek, 27 maja 2011 13:51








Pęcice Nieduże 27 maja 2011 roku.


Andryou!


A ja tam wierzę, że można. A może - jak to Ty mawiasz - powierzywam.

Niewiara nie przenosi gór. Zanuć, jak Twój Jerzy - nocą, po wieczerzy - i odważ się spróbować. Można zacząć od pięknego dnia i dobrnąć aż do pięknego  roku, czy dwóch.

Ile potem daje siły wspomnienie tamtych lat.

Na Przykład syn mój typu Franek, teraz właśnie próbuje pięknie przeżywać życie w dalekim Urugwaju.

O raju, aż w Urugwaju?! - możesz zapytać zdumiony.

To gdzieś bliżej nie można próbować? Można, można, tylko on mi tłumaczy, że jednocześnie tam właśnie studiuje i pracuje. Włóczy się po świecie, bo wybrał temat pracy doktorskiej: "Podróże młodych Polaków w XXI wieku. Między indywidualizacją, a umasowieniem“. No i pragnie doświadczyć, czego tylko doświadczyć można.

Niewielu znam ludzi, którzy mają aż taki apetyt na życie, jak on.


 


 



A ja, Na Przykład, wcale nie muszę daleko jechać, żeby pięknie przeżyć kawałek życia. Muszę mieć tylko dużo zieleni, ciepła i słońca. Ostatnio w Ogrodzie Botanicznym spotkałam młodego obywatela, który studiował budowę ścieżki i ta chwila wydała mi się piękna. Obserwowanie jego skupienia - to chyba takie małe szczęście.


 


 


 Kolego typu lego!

Wiem że Ty, w przeciwieństie do mnie uciekasz od upałów i  słońca, a ponieważ zbliża się ich królowanie, wysyłam Ci coś dla ochłonięcia


 


 



Poza tym chcę Ci jeszcze napisać, że pracuję nad utworem pt: „Pomyślała koło Pruszcza“.

Mam juz pierwsze zdanie poematu:

„Kiedy tłuszcza coś wyłuszcza“.

Pracuję nad nim niespiesznie, bo te zajęcia i zaobsorbowania, o których wspominasz na początku listu i mnie dotyczą. Zwłaszcza zaabsorbowania i zobowiązania mogą człowieka wykończyć. No ale mało co może go nie wykończyć. Nawet najpiękniej przeżyte życie, wcześniej czy później wykończy. Że wpadnę w Twój ulubiony ton.


I tym optymistycznym akcentem żegnam Cię w tym maju i wysyłam prezent na Dzień Dziecka. Trudnego Dziecka We Mgle, którym mi się jawisz.



                                                      

     Uśmiechnij się do czego bądź                   

                                                                                                 Imagine


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Imagine,

czwartek, 19 maja 2011 11:43

 

 

 

 

 

 

 

 

Imagine,

 

Nie pisałem do Ciebie długo. I z tych samych co zwykle powodów. Gdyż krótkie do Ciebie niepisanie trudnym było. A wręcz niemożliwym. Tyle zajęć. Takie zaabsorbowanie. Dlatego z Twojego fotoreportażu lizbońskiego – bliską mi bardzo jest „postawa“ obywatela śpiącego w samo południe. Południe jest bowiem banalne. Wszyscy znamy możliwości Słońca. I wiemy, że wstaje wcześnie bo ma długą drogę do przebycia. I że godzin kilka wspina się, chmur się czepiając, a czasem i bez tego. I wreszcie zenit osiąga. Jest to wyczyn. Ale tak często to robi, że – spowsze-dniało. Zachód Słońca poważam bardziej. Bo nie ma on w sobie tego elementu demonstracji siły. I południe – przedrzemywam.


Z reportażu Twego, jeszcze lizboński Chrystus wstrząsnął mną. Ale nie przesadnie. Bo i u nas, bodaj w Świebodzinie – podobny czuwa. Choć od niedawna. Ale i tak, świebodzinianie i podświebodzinianie (bo figura monumentalna) pożytek poza-czuwalny mają pewnie. Bo orientację w kalendarzu zwiększa. Można np. o jakimś zdarzeniu powiedzieć – miało to miejsce dwa tygodnie przed Chrystusem. Marzy mi się by wszystkie nasze miasta i miasteczka miały taką figurę. Oczywiście, jak to w naszej Ojczyźnie – znajdą się i przeciwnicy takich sacro-budów. Ale takowym, można ich szatańskie ujadanie przygłuszyć pomysłem, by ramiona figury - ruchomymi będąc, źródłem energii odnawialnej budowlę całą czyniły. To zaś z kolei – napływ ECO - Zielonych do Kościoła mogło by spowodować. Tak. Oj tak. Zastanawiam się tylko jak wielka musiałaby być figura, która spełniałaby zadania czuwania nad całą naszą Ojczyzną. Wielogodzinne rozmyślania doprowadziły mnie do ustalenia, że – Oj, chyba duża.


A jak tak patrzę sobie na te dookólne cuda wiośniane to przeżyłem napadowy nawrót pamięci. I przypomniałem sobie nagle piosenkę, którą napisałem dawno temu. Tam, co prawda występuje imię Jerzy. Ale opatrzywszy to klauzulą przypadkowości – załączam. To może być dowolne imię męskie. Do Andryou – włącznie.

 

W przechowalni pierzyn

całą młodość przeżył

pewien nieszczególnie psotny Jerzy

Gdy na świat wychynął

tak namolnie świeży

- śpiewał, śpiewał

chór młodzieży:

 

O, Jerzy!

nie uwierzysz jak

pięknie można życie przeżyć

 

No i nie uwierzył

poszedł do żołnierzy

zbaczniał, spoczniał, palnął coś z moździerzy

I się bardziej zjeżył

bo starzy saperzy

nucą, nocą,

po wieczerzy

 

O, Jerzy!

nie uwierzysz jak

pięknie można życie przeżyć

 

Potem kochał trochę

miał komplet talerzy

Potem było późno, potem nie żył

I niebiańskie chóry

pozłacane rury

balet prawie bez odzieży

 

O, Jerzy!

nie uwierzysz jak

pięknie można życie przeżyć

 

W każdym z nas się szczerzy

niepoprawny Jerzy

wśród życia gadżetów i obierzyn

i zbieramy skrzętnie

tysiące podejrzeń

nie chce, nie chce

nam się wierzyć

 

Frajerzy, nie wierzymy, że

można życie pięknie przeżyć...

 

 

                                                                  Andryou


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  1 831 126  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1831126

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl