Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 805 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine

środa, 27 czerwca 2007 16:10

                                                                            

Imagine, 

Tym razem się odniosę. Bardzo ubolewam nad moim dotychczasowym się-nieodnoszeniem. Ale nie odnosiłem się nie z powodu niewychowania, czy bagatelizacyjnego stosunku do Twoich problemów. Patrzę ja nieraz – czemu ja się nie odnoszę? – pytam sam siebie. Wydaje mi się, że nie odnosiłem się bo mnie ponosiło. I traktowałem naszą korespondencję jako przestrzeń na tyle przyjazną – że zaczynałem mówić. Nie oglądając się na interlokutora. Czyli Ciebie – Imagine. W ten sposób sam zaprzeczałem temu co gdzieś w pierwszych słowach pierwszego listu sam mówiłem o definicji, potrzebie i błogosławienności rozmowy. Kiedy to zrozumiałem, było, jak z większością naszych zrozumień – już za późno. Tak mnie poniosło. Do tego stopnia.

Ale wracam z mych ponoszeń i już się odnoszę. To może do tego czasu, który tak „niedopuszczalnie galopuje”. Oj tak. Oj tak. Trochę to mało jak na się odniesienie. Ja swoje sprawy z Czasem mam nie poukładane. Trochę to moja wina. Ale też uważam, że ktoś dłubie, majstruje przy Czasie. I to ktoś nie specjalnie wykształcony w tym kierunku. Zgodnie z tendencją. Bo – taka teraz jest tendencja, że im wyżej – tym większa niekompetencja. Bo zauważ. Dawniej my sobie szliśmy a obok nas – szedł sobie czas. Był niejako osobą towarzyszącą. A teraz Czas jest interaktywny, jadowity. Wyciąga po nas rękę, upomina się o nas, to On chce nas prowadzić. Tamta, nasza młoda doba miała też 24 godziny. Ale! Co to były za godziny! To dopiero były godziny! A teraz? Co to za godzina? Toż to, toto mija nim się zacznie. A i skąd my mamy wiedzieć czy tamte 24 godziny to te same 24 godziny co dziś. My – rozrzuceni dość przypadkowo na tej zielonkawej kulce zawieszonej gdzieś w bezmiernym bezmiarze kosmosu. Liczymy ten nasz dzionek od wschodu do zachodu słońca. A jeśli słońce puszczają do wschodzenia trochę później? A jeśli ściągają je z nieba wcześniej? Bo coś. Bo jest gdzieś komuś potrzebne. Do jakiegoś innego filmu. Czy coś. Skąd my to mamy wiedzieć. Wyrzucamy co jakiś czas, w kosmiczną przestrzeń całe tony ciekawie pospawanego metalu. I co? I możemy sobie spokojnie archiwizować stan naszej na temat kosmosu niewiedzy.To za dnia. A nocą? A co my możemy wiedzieć jak my śpimy.

A skoro już o tym mowa. Bo, żeby, nie tyle wygrać z Czasem, co nie pogubić się – trzeba by mieć hierarchię ważności kłopotów. 

Człowiek, by nie zwariować

od „rzeczy do zrobienia

powinien umieć właściwie

ważność tych rzeczy oceniać

a potem – te najważniejsze

- wykonać jako pierwsze

A z tych najpierwszych, co walką

o opierunek, o niefrasunek, o wikt

najpierw człek winien te zrobić

których nie zrobi zań nikt

i oto na oceanie „do-zrobień”

jawi się wyspa –

- że najpierw, co muszę zrobić -

- to muszę się, otóż – wyspać. 

Tak wiele mi się kojarzy z tym czasem. Teraz. Bo czasem mniej. Ale teraz będę Ci o tym pisał. Odnosząc się. I do młodych ludzi i do dobra. Dobra?

Bo chciałbym by Czas jednak był osobą jedynie towarzyszącą. Na przykład.                                                                  

 Andryou


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Andryou

poniedziałek, 25 czerwca 2007 11:51

                                                                            

Zapracowany An(D-O ze współczynnikiem  jeden, dźwigająca kajak za kajakiem, której daleko do siebie) ryou!

Wybaczam. Nawet gdybyś miał się odnieść dopiero w filmie typu ”Życie dwa”, na co się zanosi. Będę sobie po prostu  wyobrażała, że czytasz moje listy. 

 

Nie wiem czy przy takim nawale zajęć zauważyłeś, że skończył się rok szkolny, bo  już oboje przestaliśmy chodzić na wywiadówki. Szkoła, szkoła i po szkole. Niedawno Gimnazjum im. Agnieszki Osieckiej w Rucianem-Nidzie, zaprosiło mnie na Dzień Otwarty i Święto Patrona Szkoły. Dotarłam  z przygodami (typu nieoczekiwany postój w Przasnyszu) i trochę za późno ale warto było dotrzeć. Nieodmiennie zachwyca mnie obserwowanie młodych ludzi, którym o coś chodzi, do czegoś dążą. Mają czyste twarze i dusze. Są inteligentni i szlachetni. Łukasz Borkowski, młody człowiek, który skończył właśnie to gimnazjum z czerwonym paskiem (i marzy o dostaniu się do Liceum Ogólnokształcącego w Olsztynie), przygotował wzruszający  koncert piosenek Agnieszki, w wykonaniu koleżanek i kolegów. Sam także śpiewał, grał i  prowadził  go. Poza tym, razem z bardzo sympatycznymi nauczycielkami,  urządzili pięknie  tzw. ”Zielony pokoik Agnieszki Osieckiej”.

Ja Łukasza poznałam już  kilka lat temu; po koncercie  w słynnej Leśniczówce Pranie, podeszło do mnie  dziecko .Potem to dziecko podchodziło co roku, czyli jeszcze dwa razy, aż nagle zamieniło się w przystojnego młodzieńca! Mam dziwną pewność prawie, że wyrośnie na wspaniałego człowieka i nadzieję ,że nie będzie zmuszony opuszczać kraju „za chlebem”. Tacy ludzie rozjaśniają życie innym. 

Co prawda nie dźwigałam ostatnio kajaków ale nosiłam wiosła za tymi, którzy je dźwigali. Dla mnie to miły, chociaż  nielekki ciężar. Dźwigali je głównie organizatorzy finału konkursu „Zaczarowane piosenki”. im Marka Grechuty, który już po raz trzeci odbył się na krakowskim Rynku .Tego co robi Ania Dymna dla ludzi niepełnosprawnych, nie podejmuję się  opisać. Jeszcze nie wynaleziono takich słów. I tyle tam było miłości i wiary. I nadziei.

(„O miłości można nieskończenie.Ale najlepszy zachwyt i … milczenie” –pisał pan Jan Sztaudynger.) O czym by tu jeszcze napisać Ci do tego lasu…

wczoraj (na przykład) byłam na  smutno-wesołym  spotkaniu z okazji 40-lecia matury. Każda klasa miała swój stolik. Każdy uczeń plakietkę z nazwiskiem, żeby można było się rozpoznać …

Nie przyszło nas zbyt wielu. Niektórzy od lat  za granicą, inni schorowani, jeszcze inni już „po tamtej stronie lady”…

(„A TY, który wszystko wiesz,  

Znasz wszystkie kwasy i zasady,  

Powiedz nam jak jest TAM,  

Po tamtej stronie lady…?” - pisała Agnieszka, zanim się dowiedziała…)

Ale ci, którzy przyszli, odmłodnieli na chwilę i może o to chodziło. Doszło nawet do śpiewów zespołowych.

Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień. No…góra dwa.

Andryou- czy Ci ten CZAS też tak NIEDOPUSZCZALNIE GALOPUJE?! *

Śpiewałam kiedyś w „Szpetnych czterdziestoletnich”:

Czasem kogoś ktoś spotyka

Siwa chandra nagle znika,

Ktoś ubiera się w kolczyki z naszych łez

Chwilę jest się w siódmym niebie,

Potem wraca się do siebie,

Tylko powiedz, tylko powiedz, gdzie to jest…..?    

Może dla Ciebie to jest ten Las… w który zapadasz się, na ile  możesz. Niech

On Cię ukołysze i otoczy opieką. Zrozumie i pojmie. 

Czy wierzę że odpoczywać będziesz długo?

Ale gdzie ta…ale gdzie ta…pan poeta…pan poeta.                                                                        

                                                                                                                  Imagine 

 

*Pytanie retoryczne. Ani myślę o odpowiedzi.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

fot

poniedziałek, 25 czerwca 2007 11:49

Łukasz Borkowski z Rucianego-Nidy


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  1 794 974  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1794974

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl