Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 641 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine,

poniedziałek, 28 czerwca 2010 12:21







Aż boję się to mówić, ale chyba powiem. Chyba, otóż, jestem na wakacjach. Chyba - powoli, nieśmiało - mam wakacje.  Zaczynam mieć.

Problem z wakacjami polega na tym, że nie tyle człowiek powinien wejść w wakacje, co wakacje powinny wejść w człowieka. Tu mam wrażenie, że już to kiedyś powiedziałem. Ale też i jestem już w wieku, kiedy wszystko co się mówi ,to albo się już mówiło, albo już napewno się mówiło.

Problem jednak pozostaje. By bowiem wakacje, mogły w człowieka wejść musi on umieć przejść ze stanu WIEM do stanu CZUJĘ.  Stan WIEM - to nie zaraz jakaś niebotyczna wiedza. Ot zwykłe, codzienne wiedzenie, po-wiedzywanie, że a to - to, a to - tamto. To wszystko - poprzez wiedzę - jak się nazywam, gdzie mieszkam, czyje dziś imienieny, aż po wiedzę typu E=mc2. To wszystko, co sprawia naszą codzienną przydatność, co daje umowną gwarancję naszego umownego sukcesu „w pracy zawodowej i w życiu osobistym". To wszystko składa się na nasz codziennie całoroczny stan WIEM. Toć przecież już zwykłe rozpoznawanie, rozróżnianie osób jest owego WIEM przejawem. Wiemy, że ta pani uczesana w kok - to pani Wiesia. A tamta pani uczesana tak jakby brała czynny udział w implozji kineskopu, czyli uczesana raczej w bang!kok - to pani Henia. Że ten pan, choćby sobie założył czapkę z nie wiem jakim daszkiem - i tak będzie wyglądał jak w berecie. Bo to pan Władzio jest. A tamten pan, choćby sobie orła i w miejscu intymnym wytatuował, anatomiczne ułatwienia wykorzystując - i tak kurnikiem trąci. Bo to pan Mietek.  Zbieżność imion i postaci w powyższym przykładzie jest oczywiście tyle przypadkowa co zamierzona. Ale przykład przykładem pozostaje. Przykładem na bycie w stanie WIEM.

Aż tu nagle - wakacje. I trzeba przejść w stan CZUJĘ. Zmysły uaktywnić. Od-standby-ić je. Nie patrzeć na zegarek. Ale z zapachu trawy - czuć raczej niż wiedzieć która jest godzina. Bo trawa ma kilkanaście różnych zapachów w ciagu doby. I nie patrzeć na zegarek jeszcze dlatego, żeby nie wiedzieć czy jest za piętnaście dwunasta, czy dwadzieściajeden po. Bo to jest stan WIEM. Ale czuć jedynie, że jest jakoś koło południa. Na widok słońca, nie drzeć się jak jaki NeoKopernik - O! Słońce! Tylko poczuć tego słońca dotyk, poczuć że rzeczywiście składa się z promieni. I że słynna prędkość światła - 299 792 458 m/s - nie robi takiego wrażenia. Nie jest słońce i tak na tyle szybkie by się człowiek w cień nie zdążył schować.


         No, i - nie wiem

Moje myśli spotykają

Się

Ze sobą

Na zupełnie innym drzewie

Niż

Ja siedzę


         Nie wiem

„Wiem, że nie wiem" - ?

- filozofia

cukrowato tchnie bezową metaforą

„wiem, że nie wiem"

ktoś, to

już, powiedział

kiedyś

no i może bez histerii

ale

wiedzieć tyle

to

jest, już jednak, bardzo sporo

Gra się

Zasię

Toczy o to

By wychodząc na pustawe myśli rżysko

Wiedzieć - to - że - no - no - nie wiem

Ale

By

To - wiedzenie

To, nie było jednak wszystko



                                                                  Andryou


I pozdrawiam z śródlistowia mojego drzewa. Vacatio legis. Czytane - wakacjo leżisz.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Andryou w pracy nawale!

poniedziałek, 21 czerwca 2010 8:40






Pęcice Nieduże, 18 czerwca 2010 roku.


Andryou w pracy nawale!


Ja także w pracy. A nawet w pracach. Pracuję nad:

1. płytą - "Po tamtej stronie lady".

2  dramatem w trzech aktach, pod tytułem „Lichy Dąż-Ułan".

3. przypisami do Ważnej Książki, która przenosi mnie w lata 1964- 1966.

     Ty miałeś wtedy 10-12 lat, a ja 15-17-cie.

   Bohaterowie  książki byli dużo starsi od nas, ale - wtedy- młodsi.


A nawet bardzo młodzi, z powodu uczucia, które  spadło na nich, jak grom z jasnego nieba. On „odrobinę, ale jednak żonaty", jak mawiał czechowowski Płatonow, ona - rozromansowana rozwódka z wiatrem we włosach. Nieprawdopodobnie utalentowani. Z wzajemniej  fascynacji i zabawy „na lipę", zostali zaatakowani przez prawdziwe  uczucie. Czyli kłopot. Ich korespondencja jest bohaterką tej książki. Czy korespondencja może być bohaterką?! Muszę to przemyśleć.


Boże, Andryou, ile ja jeszcze rzeczy muszę przemyśleć.

NA PRZYKŁAD: co daje szczęście, jeżeli nie daje pieniędzy?

Szczęście daje chyba złudzenie, że może trwać dłużej, niż może.

A nie może, bo nie jest panem swojego losu. Jest tylko szczęściem.

Może musi wędrować gdzie indziej i obdarzac sobą biednych,

smutnych i złaknionych; żeby było sprawiedliwie?

Takie szczęście ma kupę roboty.  Roboty nawał. Jak my.

Bibrząc dalej, zauważyć  pragnę, że słowo „nawał" przywodzi niestety na myśl, groźne słowo "zawał".    

Jak sam kiedyś zauważyłeś, dla Niebieskiego Dyrektora to tylko kwestia zmiany liter; dla nas to życie. Dlatego trzeba odpoczywać.


Ja, NA PRZYKŁAD, w niedzielę, zajmowałam się odpoczywaniem od pracy.

Dzięki pani Krystynie S, która zaprosiła mnie na obiad, spędziłam ten dzień w Pacewie. Co to był za dzień! Ciepło, taras pełen miłych ludzi i zwierząt. Śpiewające ptaki. Niemal słyszałam głosy niedawnych gospodarzy! Powrót do najpiękniejszej przeszłości. Patrząc na to wszystko co tam mnie otuliło, uświadomiłam sobie po raz kolejny, do jakiego stopnia człowiek jest jedynie epizodem w życiu przedmiotów.  


Żyje furtka, a nie ma już ludzi którzy  otwierali ją codziennie; żyje kłódka i brama do garażu, a nie ma kto się z nią mocować; żyje  bardzo ważna ławka, a nie ma kto na niej siadać. Najbardziej wzruszyły mnie „koziołki" do obiadu, którymi bawił się mały Jaś Przybora. Czy on ma pojęcie, co te koziołki widziały?! 

 

 

 


 


Wróciłam po tej niedzieli, jak po wakacjach, szczęśliwsza.

I wpadłam w wir pracy. Jak ty.


 Andryou!

Widocznie taki nasz Los. Pracujący.

Pracujmy, pracujmy i się wzbogacujmy. O co się da.

A gdyby o zawał...to pa.

                                         Imagine


Ps: Cały czas słucham zapętlonej piosenki Marka Dyjaka: "Pisz do mnie, tylko się nie wybieraj".

Dawno nie słyszałam czegoś aż tak przejmującego.

Ps 2: właśnie dowiedziałam się, że umarła Ela Czyżewska. Mój Boże.

Boże mój. Tyle o Niej ostatnio myślałyśmy z Krysią. O Niej i Agnieszce.

Sto tysięcy lat temu nie mogły bez siebie żyć.


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Imagine,

środa, 16 czerwca 2010 12:07






Imagine,


Szacunek, uwielbienie, podziw. I czułość ludzka prosta. I jeszcze wiele uczuć z tych dobrych a spotykanych rzadko. Mam. Dla Krystyny. Jeden z naszych młodszych kolegów ostatnio mówiąc o niej powiedział - Pani Krystyna. Wyczułem w tym określeniu coś ponad nakaz wynikający z różnicy wieku i oficjalności znajomości. Może i ja tak będę Ją nazywał.  Pani Krystyna. Jeśli się to dobrze powie, to szacunek, uwielbienie, podziw - są, pozostają a znajomość nie chłodnieje. Tak zrobię.

Ale zrobię tak, kiedy otrząsnę się. Ze zmęczenia. Bo powiem Ci Imagine krótko - zmęczonym. Nawałem pracy. Pracę lubię. I uważam ją za jeden z domniemanych sensów mojego istnienia. Ale przesadziłem. I ja i okoliczności. Tak się wszystko poprzesuwało, ponakładało że - nawał.

Termin „pracoholizm" robi karierę. Ale najchętniej używają go osoby obustronnie leworęczne i te, wobec których zachodzi podejrzenie, że w okolicach mózgu, jedyne ich pofałdowania - to zmarszczki mimiczne.

Dopotąd, dopokąd będę umiał „nierobić nic" (a umiem) - pracoholikiem się nie nazwę. A nazywanie mnie tak przez osoby czy to trzecie, czy wpółdoczwarte kwituję lekkim uaktywnieniem wspomnianych, a licznych już u mnie zmarszczek mimicznych.

To może dla pieniedzy?


„Pieniądze - Szczęścia nie dają"

-         to zdanie jak tlen

-         wzięli jak swoje - Lenin, czy leń


„Pieniądze - Szczęścia nie dają"...

...Tych najbogatszych

I tylko bogatych

I tych biedniejszych

I tych co w nędzy

- niech tuli tiul

myśli, utkanej z codziennej przędzy

że:

owszem

pieniądze - szczęścia nie dają

ale i

Szczęście -

- nie daje

pieniędzy

 

Tak, w ten własnie sposób wyjaśnił bym, a właściwie bym nie wyjaśnił udział pieniędzy w moich, z pracą stosunkach.

I cóż jeszcze o tej pracy ? ano, że jeśli zespołowa, to bywa i tak, jak w tej rymowance -


Dziesięciu ich było

I dziesięciu niosło

Jeden - niósł kajak

A dziewięciu - wiosło


Ale bywa i miło. No, ale jednak praca. Nawał. Szczęśliwie już niedługo One - Wakacje.


Z międzyprac pozdrawiam.


                                                                  Andryou


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  1 831 103  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1831103

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl