Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 805 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine,

czwartek, 30 czerwca 2011 10:56

 

 

 

 

 

 

 

 

Imagine,

 

Wakacje. Nie wiem co prawda kiedy one u mnie wystąpią. Ale są. Dokoła. Dokolusia. Ale też tym, że nie wiem kiedy u mnie – nie przejmuję się zanadto. Bo wartość wakacji polega chyba nie tyle i nie tylko na tym, że „są“. Równie bardzo są ważne – bo „mają być“. Mają nastąpić. Optymizmu i ogólnego podochocenia wynikającego z tej perspektywy nic nie jest w stanie zastąpić. Myślę, że moje zasługi na polu „ostrożnego optymizmu“ są znaczne. Ten niewdzięczny obszar eksploruję i ekspluatuję, a i exportem zajmując się – od dawna. I niechby kolejnym przyczynkiem, próba ogarnięcia tego obszaru było to co poniżej. To nie jest optymizm mimowolny. To optymizm mimo-szybki.

Ta piosenka mogła już kiedyś wystąpić. Ale jako próba wakacyjnego hymnu – nigdy.

 

Kolejna mroczna pieśń

o życiu, które: znieść

trzeba bo "przyzwyczaiłem się i muszę"

A przecież chyba nikt

się z nami nie umawiał

że życie jest

piękną, zieloną łąką

pełną "zółciutkich kacusek" (celowe seplenienie dziecięce)

 

Każdy ma swoją Gehennn...kę

od brzegu do brzegu dnia

wypada przebyć ją z wdziękiem

wypada? - to pewnie się da

Każdym kolorem i dźwiękiem

życie nam daje znać

że prócz Gehenn...ki tej

mniejszej czy większej

coś jeszcze dla nas ma...

 

Kolejny mokry list

kolejnej wiosny świst

Głowy słów i obietnice jak berety

A przecież chyba nikt

się z nami nie umawiał

na więcej niż

pokój w motelu "Szczęście"-

z widokiem na "niestety"

 

Każdy ma swoją Gehenn...kę...

 

                                               Andryou

 

P.S. Łączę różne wakacyjne wyrazy. Wszystkie wakacyjno-miłe jakie spotkasz.


Podziel się
oceń
9
0

komentarze (56) | dodaj komentarz

A!

środa, 22 czerwca 2011 10:37

 

 

 

 

 

Pęcice Nieduże 21 czerwca 2011 roku

 

A!

 

Jest coraz później. Święte słowa. Szara godzina życia.


 

Cieszy mnie, że  myślisz tak jak dawniej.

Bo gdybyś nie myślał, byłoby żal. Od trzydziestu lat nic mnie w Tobie tak nie pociągało, jak myślenie... no może jeszcze  nasze bibrzenie, czyli prawie myślenie; myślenie w momencie wylęgania się myśli.

A że wolniej?

A na co Ty właściwie nie zdążasz? I czy to jest w ogóle możliwe, żebyś  Ty się do czegoś śpieszył?


 

 

Bo ja nie. Cała składam się z niespieszenia i doceniania czasu, jaki pozostał.

Nie mam zamiaru tracić go na byle co. Jak się to powielekroć zdarzało w młodości. Młodość trwoni czas, jak głupia jakaś. No, ale co ja jej będę tłumaczyć. Sama do tego dojdzie, tylko poźniej. Oby nie za.

Dlatego w pewnym sensie niezdążalność mnie nie dotyczy. Najwyżej nie zdążę na coś tam, czemu się wydaje, że jest najważniejsze na świecie. I co z tego. Mam wrażenie, że na najważniejsze rzeczy już zdążyłam i że teraz mogę sobie bezkarnie niezdążać. Byle tylko móc dopostrzegać.


 

Takie coś sobie kiedyś dopostrzegałam przez dłuższą chwilę.

 

I wiesz, że  chociaż  sokolim wzrokiem dopostrzegłam ostatnio szereg nowych oznak upływu czasu, to chyba nie mam o to do nich pretensji. Do tych oznak. To jest czas tylko teoretycznej  starości ( bo przecież w środku piąty rok polonistyki i piszę pracę magisterską o poezji Wisławy Szymborskiej i Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej).


 

A dzisiaj?

Coraz częstsze zapadanie się w  sen przed szarą godziną. Przykrywam się kocem na tarasie, okulary spadają mi z nosa i zasypiam w połowie pasjonującej lektury. Śni mi się, że mój stacjonarny bocian szybuje po jasnym niebie.

O, to byłby ładny tytuł piosenki: “Sen przed szarą godziną“:

 

„Kiedy lata za szybko nam płyną

Sen przed szarą się zjawia godziną

Nie wypatruj wciąż łodzi i wiosła

Co by gdzieś hen daleko poniosła

Zaśniesz tylko - a wszyscy przypłyną.“

 

 

Dziękuję Twojej pamięci, że przypomniało jej się dzisiaj właśnie, moje ulubione zdanie:

„Chcemy, żeby jednocześnie były święta i czereśnie“.

Chociaż ja nie chcę. Już.

Przeżyłam czereśniową młodość i wcale nie chciałabym jej zamieniać na jakieś  jutro, czy pojutrze. Przyszła z wiekiem - niby za późno, a dziś myślę, że w samą porę. W młodości bym jej nie doceniła, a teraz nie miałabym na nią siły.

 

 

To może jeszcze resztką sił spróbuję sobie Ciebie na chwilę wyobrazić, jako  zmęczonego całym dniem wnuczka, co nie przyjdzie mi z trudnością i zanucę kołysankę, którą prawie dzisięć lat temu napisałam z Grzesiem Turnauem:

 

 

„Przyszła pora kołysanek

Przyszła pora utulanek

Przyszła pora namawiania do spania

Do spania

To jest Pora Dobrej Nocy

To jest Pora Ciepłych Kocy

To jest pora zasypiania, zasypiania...

Kiedy kleją Ci się oczy

To już mówić nie ma o czym

To już trzeba tylko spać...

Płynąć w kolorowym niebie

I odpocząć ciut od siebie

Żeby rano znowu chętnie wstać.

 

We śnie wszystko jest ciekawsze

We śnie wierzysz, że na zawsze

Tak szczęśliwie i tak dobrze może być...

We śnie mogą wszyscy wrócić

We śnie możesz się nie smucić

We śnie możesz jeszcze piękniej żyć!

 

Przyszła pora kołysanek

Przyszła pora utulanek

Przyszła pora  namawiania do spania

Do spania

To jest Pora Dobrej Nocy

To jest Pora Ciepłych Kocy

To jest pora zasypiania, zasypiania...“

 

Żyj spokojniej, myśl spokojniej i śpij spokojniej. Nie młodniej. Tyle już się namłodniałeś. Niech czas sobie niesie nas.


                                                                                     Imagine

 

Ps: I jak najmniej księgowości  życzę. Tobie i  sobie. I wszystkim.

I księgowym, a może zwłaszcza im.

I żeby Najwyższy wytrzymał z nami jeszcze czas jakiś.

Dwie, trzy chwile.

To tyle.

By było na.

Pa.


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

Imagine,

poniedziałek, 20 czerwca 2011 13:36

 

 

 

 

 

 

 

 

Imagine,

 

Piszę do Ciebie późno. Bo jest późno. Coraz później. Niezdążalność mi towarzyszy ostatnio. Myślę, że myślę jak dawniej. A tymczasem ja myślę wolniej chyba. Albo myślę tak samo szybko, tylko postrzeganie zabiera mi dużo więcej czasu. Tak jakbym chciał, w odróżnieniu od wieku młodzieńczego napostrzegać się jakoś bardziej. Tak jakbym był jakiś nienapostrzegany. Ale nie ma w tym jakiejś nerwowej atmosfery typu „ostatni gwizdek“. Nie, nie. Tak tylko sobie próbuję dopostrzegać. Bo tamto młodzieńcze postrzeganie jakże przecież pobieżne i napadowe było. Było? Tak mi się wydaje dziś. Sama ludzka tęsknota za młodością to nie jest tęsknota z tych prostych. To jest właściwie chęć – aby młodość dziś przeżyć. Właśnie dziś. Wtedy – przeżyć młodość – to żadna sztuka. Ale dziś – o! to byłaby sztuka. Człowiek nie chce tylko banalnego cofnięcia czasu. To wydaje mu się zbyt proste. On by chciał j e d n o c z e s n o ś c i  zjawisk i rzeczy. Taki jest. Bezczelny. Ja nie wiem jak Ten Najwyższy wytrzymuje z nami tak długo. Może dlatego nie tak długo wytrzymuje.

Pisałem już kiedyś o tym. Tak jakoś -

 

Niewyspani się rodzimy
Przychodzimy
Jakby nic się przed nami nie zdarzyło
Śnimy, że to najważniejsze stać się musi
Jednocześnie

zjawi się
Nasza młodość, nasza miłość

Jednocześnie
Chcemy żeby jednocześnie
Jednocześnie
Były święta i czereśnie
Jednocześnie
Chcemy być na jawie, we śnie
Jednocześnie…

Wieczorami poprawiamy
W myśl niebieskiej koniugacji
Teraźniejszy czas na przeszły
i czekamy aby mądrość
Przyszła tu tą sama drogą
Co nasz wiek
Wiek dopiero co podeszły

Jednocześnie…
Chcemy być
Na jawie we śnie

Zakładamy to marzenie
Tak codziennie jak koszulę
Uciążliwe i kosztuje
Suma szczęścia nie istnieje
Życie - złoty to interes
Piękne jest
A księgowość wszystko psuje

Jednocześnie
Chcemy żeby jednocześnie
Jednocześnie
Były święta i czereśnie
Jednocześnie
Chcemy być na jawie, we śnie
Jednocześnie

 

Tak pisałem. A, Ania, ale i Maria Jopek do muzyki Włodzimierza Nahornego zaśpiewała kiedyś o tym. A ja przypomniałem sobie dziś o tym. A niezdążalność rośnie. I niech tam.

 

                                                                  Andryou


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  1 794 983  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1794983

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl