Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 128 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine

czwartek, 31 lipca 2008 11:35






Imagine,

 
O ile ja, za swój rozum całoroczny biorę nie za dużą odpowiedzialność o tyle w okresie letnim - już żadnej. Oto dowód. Wierszyk. Powstał on w mojej głowie. Ale chyba tylko dlatego, że - gdzie miał powstać?
Upadł w upał - to aktualne określenie mojego stanu psychofizycznego. Przyjmij ten wierszyk jako kartkę z wakacji ale i wróżbę jesiennego zwycięstwa.

Hen po niebie
Płynie obłok
Sunie ku mnie
Drogą modrą
A tak lekko płynie,
ładnie
Jak się patrzy -
- ma się tę,
słynną, ludzką prawie-pewność
- że nie spadnie
Hej !
Obłoku!
Hej, obłoku
- mówię doń
- czy nie było Cię
tu aby w zeszłym roku ?
A On - Oj, wakacje...
...te wakacje
miała mama moja rację -
mówi płyń, ale tam
tyle ich, tak na wznak
położonych, rozesłanych
że przepłynąć, wprost nie sposób
żeby nie być zaczepianym
Myślę - czemu taki obłok
tak się wkurza ?
A domyśleć nie zdążyłem
bo zza lasu,
pomrukując
już, zawczasu
wypłynęła  Mama
Burza


                                               W ALE! Upale

                                                                           Andryou


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Andryou

środa, 23 lipca 2008 10:44





Toskania 22 lipca 2008 roku.


Andryou -joginie mimo woli!

 
Hindus zobaczywszy Cię w tym lesie, pokłoniłby się z szacunkiem i odszedł na palcach, bo jasne byłoby dla niego, że Ty po prostu MEDYTUJESZ.


Wycierasz gumką myszką bałagan w głowie i robisz miejsce na następny atak myśli, na które będziesz miał więcej miejsca, czasu, siły i cierpliwości.


Taki przyjemny zestaw odpornościowy.

Ja bez takiej umiejętności już dawno bym zginęła.                                      

Zaczęłam wreszcie swoje dwutygodniowe wakacje.


Przyjechałam z przyjaciółmi, do ukochanego piniowego lasu, który już przy nas postarzał się o dziesięć lat. Pięknie się starzeje, to nie ma to tamto.


Dotarłam tu  przemęczona , z bałaganem w głowie, którego  nie podejmuję się opisać. Przypomina mi on (ten bałagan) stan pewnego niezapomnianego sklepiku czy magazynu, który minęliśmy kiedyś razem, w podróży po Arizonie. To było chyba niedaleko Phoenix. W ostatniej chwili udało mi się zrobić mu zdjęcie.



 

Porządek w głowie to już chyba nieosiągalne marzenie ale trzeba się jakoś ratować. Niechby to był po prostu mniejszy bałagan.

 
A NUŻ SIĘ LEPIEJ POCZUJĘ

GDY W PINIACH POMEDYTUJĘ?
 

Dla mnie mistrzynią medytacji jest znana Ci bliżej, pani Profesor Łyżwa.


Ma swoje lata i chyba pełną świadomość tego, że weszła już w listopad swojego pieskiego życia. Piszę „chyba", bo ktoś mi kiedyś powiedział, że psy nie mają poczucia czasu. Nie wiedzą czy nie było Cię dzień,  tydzień czy miesiąc...


W każdym razie Łyżwa  jest już wyraźnie życiem  zmęczona i niewykluczone, że chciałaby jak stary bocian Jarosława Iwaszkiewicza, zaklekotać i odlecieć pogodzona ze wszystkim.


Za dużo ma ze sobą kłopotów.


Bolą ją stawy i kości, ledwo chodzi, widzi i słyszy, połowę swojego jedzenia oddaje bez żalu Markotnemu, wejście do mnie na pierwsze piętro, to już dla niej wspinaczka na Mount Everest, przesypia pół dnia i tylko ciągle ciągnie Ją do słońca; Jemu zawdzięcza resztki energii. Wykorzystuje ją głównie na szczekanie przy furtce kiedy ktoś przechodzi, czyli udawanie że pilnuje domostwa...


Wszystko rozumie, niczemu się nie dziwi, osiągnęła stan „serenite" i godzinami patrzy w wielkie NIC. Lubię wtedy patrzeć na Nią, bo udziela mi się Jej mądry spokój. Ona zdaje się mówić do mnie:" i po co ty się nieszczęsna tak szarpiesz, i o czym tak myślisz, czym zadręczasz, przed czym uciekasz  i czego się boisz; będzie i tak co ma być. Niewielki masz wpływ na losy tego świata .


A losy tego świata-  to także losy twoich najbliższych i twoje. Czyli, jeszcze przez chwilę - i moje. Usiądź tu lepiej przy mnie i popatrz na lawendę. Nie co dzień zdarza się taki widok, a  wszystko inne jest tylko pozornie ważniejsze."

                                           

Patrzę w Jej mądre oczy  i podziwiam jak mało kogo.


I chociaż wiem, że musi odejść jak my wszyscy - nie wyobrażam sobie tego.  

                                                      

 
                                                                                             Imagine      


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Imagine,

czwartek, 10 lipca 2008 13:19







Imagine,

Nawet nie próbuję zaczynać mojego listu od tradycyjnego „nie pisałem tak długo" - bo i nie pisałem nie tak długo jak dawniej, a z ostatniego niedługiego „długo" - czuję się trochę wytłumaczony z powodu okresu ochronnego zwanego dalej wypoczynkowym. Liczę na to, że na fali Twojego zdumienia zestawieniem słów „Andryou" i „Wypoczynek" uda mi się względem Twojego wybaczenia, wiele zyskać. Ale  oto piszę. Wypoczynkowo. To znaczy, że myśl o odpisaniu Tobie doszła do mnie. A nie miała łatwo. Bo, otóż ja, przy wypoczywaniu - trudny jestem. Bo, jeśli ja dobrze rozumiem wypoczynek - to powinno to być wyspokojenie, ustabilizowanie, unormowanie organizmu. Skoro tak - to przede wszystkim, chaos jaki towarzyszy okresowi aktywności, należy zminimalizować. A co nas męczy najbardziej ? A właściwie co jedynie nas męczy? - Myśli. Otóż myśli. Różne, różniste. Myśliska, myśli, myślątka.

Myślę - więc jestem - zmęczony. Że zacytuję tendencyjnie niedokładnie słynnego filozofa. Ja czuję nieraz jak w mojej głowie, bo raczej głową myślę, odbywa się regularny dworzec kolejowy. A czasem jeszcze gorzej. Odbywa się otóż coś, czego ludzkości nigdy nie wybaczę. A mianowicie Lunapark. Myśli przychodzą do mnie w myśl zasady kompletnej bezzasadności. Która chce to przyjdzie. Bo otwarte. Wpadnie, pokręci się trochę, pokręci, wypadnie. Albo wpadnie, zorientuje się, że tu taki bajzel, że nikt nad tym nie panuje i siądzie taka i siedzi. I siedzi. Ileż ja mam w sobie takich myśli, co czują się jakby zawsze tu były. Niektóre zastanawiają się nawet, czy by rodziny swojej, nie sprowadzić. Ale większość - to przelotne. Z karafki inteligencji łykną, ogórkiem poczucia humoru zakąszą, skubną sumienia, „acha, acha" - przy wiedzy powiedzą i lecą. Ale, żebyś Ty Imagine widziała ich miny kiedy one zbliżają się do mnie, a tam kartka wywieszona: „Wypoczywam". Czasem kiedy jestem bardziej zmęczony wywieszam nawet kartkę „Wypoczywam! S...ć!". Myśli nie są takie głupie. Mało która odczyta to jako „Wypoczywam. Spać". Dla samego tego widoku, kiedy te rozchichotane, pewne swego, biegnące, uperfumowane rzeczywistością myśli hamują, dla samego zdziwienia myśli, dla samych min ich zaskoczonych - warto wypoczywać. Potem tylko wystarczy powycierać ślady po myślach, które nie zdążyły wyhamować i człowiek jak nowy. To wcale nie znaczy, że ja w tym wypoczynkowym okresie w jaką bezmyślność popadam. Ja trochę mam wpływ na to jaka myśl do mnie przychodzi. A i one idą do mnie jeśli mają jakiś konkretny powód. Nie idą ot tak, żeby przyjść. Czasem, to widzę nawet jak jakaś myśl, tak idzie do mnie, idzie, ale widzi, że wypoczywam i spokojnie omija mnie łukiem o takim promieniu, który kłopotu nie sprawia a znajomości nie przerywa. Albo, niejedne tak robią, we bzy okoliczne zaszywszy się - czekają lepszego dla nich czasu. Widocznie jednak myśl o Tobie odpisaniu przechodziła jakoś blisko, czy może pomachała mi nawet, bo ja patrzę - a ja odpisuję.  Ale jeśli chodzi o pożytek ze mnie wypoczywającego w jakimś ogólnym sensie - to żaden ci on żaden. Ani poematu o budowie autostrad nie napiszę, ani poematu bezdygresyjnego o udziale polskiej reprezentacji w ostatnim wydarzeniu piłkarskim. A tytuł już mam - „Zasmarkany szalik". Szkoda tytułu. Bo i do jednego i do drugiego poematu mógłby pasować. Wypoczynek to, bowiem, świadoma niemoc twórcza.

 

                   Wypoczywam
                   Wypoczywam
                   Myśli mi
                   poszły oto między bzy
                   przerwę mam
                   w sobie
                   a więc i w c.v.

                   Z wypoczynkowym, ale przecież nie bezmyślnym pozdrowieniem

                                                                                     Andryou


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

wtorek, 28 marca 2017

Licznik odwiedzin:  1 784 556  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1784556

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl