Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 805 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine,

czwartek, 30 lipca 2009 11:00






Imagine,


Piszę te słowa ze świadomością równie odległych Ciebie i Toskanii. Bo też i odległość jest chyba jedną ze składowych odpocznienia. A piszę odpocznienia, nie wypoczynku, bo pozwalam sobie rozróżniać te dwa określenia.  I to zdecydowanie. A wręcz je oddzielać. „Wypoczynek" mi się zdewaluował, sponiewierał. Ludzie, mając na tzw. codzień wokół siebie dużo ludzi, dużo bodźców wzrokowych i słuchowych i dużo konieczności reagowania na jedno i drugie - wynajdują, płacą niejednokrotnie duże pieniądze i jadą, niejednokrotnie bardzo daleko - na wypoczynek. Czyli w miejsce gdzie jest dużo ludzi, dużo bodźców wzrokowych i słuchowych i dużo konieczności reagowania na jedno i drugie. Wiem skądinąd że Twoja Toskania nie jest takim „wypoczynkiem". Ale i wiem, że ten każdy, który chciałby odpocznienia zaznać, musi w sobie swojej Toskanii poszukać. Bo takoż częścią odpocznienia jest - zatracenie się. Zatracić się w odpoczywaniu trzeba. Zatracić - w znaczeniu poddać, oddać. Ale też w znaczeniu - zrezygnować z pewnej cześci siebie samego. I ja się naprzykład zatracam w przeróżnych pracach. Praca - po fizycznemu jest definiowana jako iloczyn siły i przesunięcia. I owszem, wykonuję prace zatracające, które i siły wymagają i przesunięcie spore. Ale często też korzystam z prywatnej mojej wakacyjnej definicji pracy. Otóż trwam, czasem bardzo długo w stanie podziwu dla siebie - ileż to siły, myślę sobie, trzeba mieć żeby się prawie w ogóle nie przesunąć. Ale i ta, oszukańcza względem fizyki i ta z fizyki wprost korzystająca, obie te prace - prowadzą do moich zatraceń.


I o to chodzi. Pewnie - krajobraz do tych odpocznień i wogóle tzw. warunki zewnętrzne powinny być sprzyjające. Pozwól Imagine, że przytoczę com napisał do pewnego folderu zachęcajacego do przyjazdu w kieleckie moje rodzinne.


Kieleckie, czy po nowemu Region Świętokrzyski - kocham.

Bo i jest za co.

Urodę bowiem kieleckie ma niekrępującą. Spokojną. Odpocznieniową. Terapeutyczną.

Bo takie np. Góry Zdecydowane - to one piękne, ale krępujace. Ruchowo, oddechowo. Zachwyt górą zdecydowaną musi być zdecydowany. To wymaga energii. To jest wydatek.

Przecież w wyrażeniu „widok zapierajacy dech" - owszem jest element miłego estetycznego zniewolenia, ale jest i pewien kłopot natury medycznej. Podobne mankamenty mają Morza Zdecydowane, Paryż czy Wielki Kanion. I wiele, wiele innych.

A kieleckie - nie.

Bo tu góra jeśli - to niekrępująca. Nienachalnie występujaca. Akwen jeśli, czy ciek wodny - to dyskretny. Nie napataczający się bezwstydnie jak Amazonka. Ale ledwie ciurkający, rzadki. To i witany z radością.

I tak tu jest ze wszystkim.

W tym kieleckim naszym. No, to, kocham.


                                               Andrzej Poniedzielski


Tak to napisałem. I chyba szczerze. A gdybyś Ty mogła napisać mi o Toskanii. Wiem już że tam jest morze. Ale wiele regionów naszego kraju wykazuje taką determinację w promowaniu się, że zdają się mówić:

A morze? - a morze to się tutaj podciagnie.


                                                                  Andryou


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Andryou na tak zwanym razie!

piątek, 24 lipca 2009 9:03

 

 

 

 

23 lipca 2009 roku

                                    Andryou na tak zwanym razie!


Nie wiem jak  u Ciebie, ale tutaj wczoraj WRÓCIŁO LATO!

Jest 30 stopni  Celsjusza, powoli przestaję marznąć.

Siedziałam wczoraj długo z Zuzią  u Krysi, w Milanówku

i cieszyłyśmy się, że wreszcie  ciepło jak w naszej  Toskanii.




Poeto z dylematami!


Lubisz  być tam, gdzie Cię niesie,

Dobrze więc że jesteś w lesie.


Moim zdaniem to ani On w Ciebie nie wlazł, ani  Ty w niego.

 Żeby w coś wleźć trzeba leźć.

On sobie stoi jak stał i rośnie w siłę, a Ty zrobiłeś  tylko tyle,

że się do niego doczłapaleś mechanicznymi końmi. Na ostatnim biegu.

I jak las Cię zobaczył, pokiwał tylko czym tam mógł, a może kiwać niejednym,  i rzekł pod nosem do siebie:


-„Oj,  Andryou, Andryou, posiedzisz Ty tu trochę dłużej.

 Nie wypuszczę ja Cię szybko do ludzi, w takim stanie.

                    Może  Twój LOS to ten LAS?

Przypominam sobie, że Twój starszy kolega po piórze, Julian Tuwim, miał przed laty podobny dylemat z trawą. Poeci lubią się kłopotać.


Poeto zakłopotany!


Oczywiście -  merita poczekają. Powiem Ci nawet, że te wszystkie merita w porównaniu z możliwością zanurzenia się w LESIE na tak długo, tracą  daty ważności. Siedź sobie w nim do zimy.

A  do tamtych   meritów możesz  w ogóle nie wracać. Bo po dłuższym pobycie w zieleni, możesz już być  innym człowiekiem i  nagle co innego może się wydać meritem.

... LAS nie pyta o merita...

Bardzo bym Ci ja tego LASU zazdrościła, gdyby nie to, że za chwilę sama udaję się na wakacje do swojego ukochanego LASU .

Mój LAS, w dodatku, dotyka morza! Może morze mi pomoże.




Andryou!

Tak  długo tam  już jesteś, to możesz nie wiedzieć nawet, że stąd „gdzie dociera woda, radio, prąd", odchodzą wspaniali ludzie:  aktorzy, filozofowie, lekarze. Wymykają się od nas po cichu, ale jeden za drugim.

Epidemia absencji. Na szczęście Ich merita nie poszły w las. Zostały w tym, co stworzyli.


Odchodzą naprawdę wybitni. Mam nadzieję,  że rodzą się także Ich następcy, bo jeżeli nie, to marnie widzę przyszłość naszego narodu.

Pokolenie wychowane na skretyniałej telewizji trzeba spisać na straty i tych, którzy teraz przychodzą na świat, wychowywać mądrzej i szlachetniej.


 

 


 

Jak to wspaniale na przykład, że Zbyszek Mentzel zdążył przeprowadzić z Leszkiem Kołakowskim wywiad rzekę, pt: "Czas ciekawy, czas niespokojny".  Obowiązkowa lektura dla wszystkich młodych ludzi, żeby mogli pojąć Kogo straciliśmy.

Często przypominam sobie Jego  odpowiedź na pytanie dotyczące wiary w Boga, jakiej udzielił, 20 lat temu,  Jerzemu Turowiczowi:

-„Nie bedę odpowiadał na to pytanie, bo o tym kto naprawdę wierzy,

 wie jedynie Pan Bóg".

Nie wiem czy cytuję dokładnie, ale taki był sens tej odpowiedzi, która zachwyca mnie do dzisiaj.

W czasie wakacji przyjeżdzają także do Polski Polacy - emigranci.

Choćby popatrzeć na bociany.

Mnie odwiedzili przedwczoraj bliscy i piękni ludzie, którzy zmuszeni zostali do opuszczenia Polski po 1968 roku. Wyjechali w 1969 roku.

Jedni lądowali wtedy na księżycu i obserwował ich cały świat, a oni w pewnym sensie także odbywali swoją  kosmiczną podróż, ale żegnała ich zapłakana garstka rodziny i przyjaciół , na Dworcu Gdańskim, w Warszawie.

Dla nich  była to  wyprawa w zupełnie nieznane, nieprzewidywalne, obce. Czarna dziura.

Dzisiaj Włodek, wybitny uczony, ma własną gwiazdę na niebie,

Gwiazdę, czy pył kosmiczny, swojego imienia! Masz pojęcie?!


 

 


Wakacjujący!

Siedź w tym Lasie ile da się

Napisz coś...po jakimś czasie.

Ja się

Z Tobą żegnam

Na jakiś las...

Na jakiś czas

mówię -pas.


                                              Imagine



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Imagine,

wtorek, 14 lipca 2009 11:17

Przez chwilę, a i przed chwilą,  pomyślałem, że ten list będzie miał
następującą postać - formę i treść :


               Pozwól, że

               tak

               zreferuję,

               skonkluduję,

               ownioskuję,

               o-ogólnię

               i u-wspólnię

               unaocznię

unausznię

i u-spocznię

zreferuję - już mówiłem

to - sprawozdam

licznym gronom, tak - warszawian

jak i mniejszym - micigoździan

Opromienię

jednym z tych

co ich jest tysiąc w kropli rosy,

słońc - promieniem

Tak wysłowię

powiem tak,

że bałem się

że już nigdy tak nie powiem

-  że tak powiem

Tak.

Rozeznam.

Po czym to co rozeznałem - sobie zeznam

Tak by mnie i moje oczy

każdy widok już jednoczył

By nie groził

jaki zez, nam


Zrobię

tak

by określić

-  trochę moją

ale trochę,

też, ogólną sytuację

-  SĄ  WAKACJE


I oto, ja patrzę co ja robię a ja robię to co ja pomyślałem.

Wiem, że Ty Imagine masz dużo szacunku do nieczęstych przecież sytuacji kiedy człowiek robi to co myśli. Więc wybaczysz mi, chwilowe odbiegnięcie od meritów naszych ostatnich korespondencji. Merita, jeśli ważne - poczekają. Na tzw. razie jestem znakiem zapytania owinietym wokół zdania - 

LAS ? - CZYM JA WEŃ, CZY ON WE MNIE WLAZ?ł.


                                     Andryou


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  1 794 994  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1794994

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl