Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 805 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine

wtorek, 28 sierpnia 2007 13:07

                                                                            

Imagine, 

Pozwól że przerwę naszą korespondencję – przerwa na reklamę. Dopuszczam się takiego niestosownego zachowania by tą drogą i korzystając z Twego łaskawego pośrednictwa – przesłać pewien tekst potrzebny komuś z powodu 50 urodzin kogoś. Ty, tekst ów znasz i w naszym „Chlip-hopie” traktujemy go jako ewentualny sposób dalszego egzystowania (reklama). W czasie gdy już nikt nie będzie chciał zajmować się piosenkami o uczuciach. Dramaturgicznie, w spektaklu – bardzo przydatny ten tekst. Ale nie wiem, oj nie wiem, czy w praktyce sprawdzilibyśmy się w tzw. reklamie. Miałem, w zamierzchłej przeszłości lat 90-tych do czynienia z reklamą. Wymyślałem hasła dla pewnej firmy reklamowej. Była ta firma zbudowana na ideologii połączenia zakonu o wykwintnej formule z agencją towarzyską. Dość powiedzieć, że nasze kontakty ustały kiedy jako moją propozycję hasła reklamującego wejście nowego niemieckiego banku na nasz rynek wysłałem im – „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz” – będzie nam pożyczał pieniądze. Wiele zmieniło się od tamtego czasu i u mnie i w naszej ulubionej ojczyźnie. Dzisiaj sam mam kredyt w niemieckim banku. Niemiec, wspominanego wyżej zabiegu makijażowego na nas nie wykonuje i mowy nam nie próbuje „pogrześć” bo naszym unijnym bratem został. W braterskim z nim (Niemcem) trwamy uścisku, przerywanym jedynie kiedy on z naszym wschodnim bratem przytulić się zapragną. Tamto hasło, które przerwało mój romans z reklamą – dziś już mogłoby funkcjonować całkiem nieźle. Chyba. Reklama, jeśli, w dużym uproszczeniu rozumieć ją jako Prowokacja + Sugestia będzie nam towarzyszyć do końca naszych dni. Będzie nam z wdziękiem kompletnie pijanego wujka przerywającego wesele – przerywać dowolny program TV. Jakie wesele – taki wujek. Tak można by krzyknąć i zakończyć. Pozostając a nadziei że to, czym coś nam przerwą, to będzie nasze Mumio ukochane.

To i kończę wspomniany teks załączając. 

VOLTAREN

 Kiedy usuną ci z diety i cukier i sól

A ból istnienia po prostu zamieni się w ból

Voltę wykonał organizm – prowadzi do puenty

W  aptek  apatię

-  voltaren

i medicamenty…  

Voltaren o o , za karę o o o o

Oj lub swe ciało ty  lub

Niech plakat urody ma słup 

Nie bolało to ciało gdy gnało bądź ono gdzie stało legało do snu

Nie myślało a miało oto miast parasola kiść bzu

Łuna muzyki  tutaj gorzała , od wiedzy bił chłód 

Voltaren o o , za karę o o o o

Oj lub swe ciało ty lub

Niech plakat urody ma słup. 

 

Cud  regeneracji młodziutkich umysłów i ciał

To to  kotunio babuni i nie jedynie on miał

W  parku ,  altanie, a   wręcz bezpośrednio w konwaliach

Brzmiało witalne o viva !

Biust- biodra –

i talia  

Voltaren o o , za karę o o o o

Oj lub swe ciało ty lub

Niech plakat urody ma słup! 

Nie myślało to ciało – jak źrebię –leciało , frunęło po bez  ów ,  przez  deszcz

I tak pięknie, w sukience tak cienkiej, że prawie że bez

Nieba okapu ci nocą przychyli dziś tylko   on

 

Voltaren o o , za karę o o o o

Oj lub swe ciało lub

Niech plakat urody ma słup!

… Gdzie plakat urody ma słup?!!

 

Andrzej Poniedzielski


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Andryou

piątek, 24 sierpnia 2007 11:51

                                                                            

  Och Andryou (mówią mi)- Tyś nie wart jednej łzy…Oj gupi Ty , gupi Ty… 

 

Tak tylko piszę , bo (po prawdzie) żalu nie mam. Milcz sobie ile chcesz. Wiem że temat w poecie musi dojrzeć. 

 

Na  listy o Gniadych w Suwalskim  mogę czekać tygodniami. Tym bardziej że sama zanurzona byłam w Iloczynie Siły i Przesunięcia. Już prawie ponad siły ale jeszcze z wielką ochotą. Obserwowanie apetytu na życie młodych, wrażliwych i utalentowanych  ludzi jest wielką przyjemnością. Komary to dla nich betka. Nic. Zabiją albo przepędzą bez żadnych wyrzutów sumienia, podrapią się w to co swędzi i dalej do swoich radości. 

 

One nawet (te Młode) potrafią nie sprawdzić co ich ugryzło, ukłuło, wessało się, dziabnęło. Biegną do swoich uciech i nie straszne im Przeciwności Losu. Oni ich nie zauważają .Tak jak komarów(Culicidae).

 

Co innego   dwie głęboko zakonne joginki, Mika i Hania- moje towarzyszki  wyprawy  do Indii.

 

Bohaterskie te  kobiety, zażyczyły sobie pokój bez klimatyzacji i spały przy otwartym oknie. Rzecz działa się w Mahabalipuram. Rano, pokłute do krwi, prawie nie do poznania, całe w kożuchu komarowo- muszkowym, mówiły dzielnie, że tak być musi; że to jest zgodne z Naturą. Podziwiałam je i może trochę nawet zazdrościłam takiej postawy. Ja nie tylko kupiłam sobie lekarstwa przeciwko malarii,  moskitierę, wtyczkę do prądu z wkładką przeciw komarową ale i (po chwili panicznego lęku, z powodu dziwnego spojrzenia) zaprzyjaźniłam się  z gekonem, wielbicielem menu Tuwimowych  państwa Słowików:  

 

(„Wszystko stygnie: zupka z muszek na wieczornej rosie,

Sześć komarów nadziewanych w konwaliowym sosie,

Motyl z rożna, przyprawiony gęstym cieniem z lasku,

A na deser – tort z wietrzyka w księżycowym blasku”) 

A Przeciwności Losu Przeciwnościom Losu nie równe.  

Zawsze łatwiej nam będzie współistnieć z  motylem, biedronką, żukiem, ważką, świerszczem niż z osą, kleszczem, szerszeniem, czerwoną mrówką, pająkiem krzyżakiem, pluskwą (Boże- co ja tu wybibrzam ?!) czy komarem. I ani to zasługa biedronki ani wina szerszenia…

Chciałabym porozmawiać z kimś mądrym na ten temat…

Czyli nie z nami.

Jak trwoga to do psychologa -entomologa.  

 

-  Andryou- jak dobrze  że  (póki co) nie jesteś komarem – musiałabym Cię co najmniej  odpędzić a tak bym nie chciała ….  Imago (czyli  dojrzałe stadium owada). 

 

PS1:OJ Gupia ja, gupia ja. Przez Ciebie.

 

PS2: Jest już  Księżyc, Blask i Wietrzyk. Idę na tort do pani Słowikowej. Spróbuję jej wytłumaczyć, żeby spróbowała zrozumieć męża…

Ja go rozumiem aż za bardzo.

 

 

 

Głęboko Zakonni pracownicy Ogrodu Botanicznego we Wrocławiu zachęcają do stworzenia zimowego hotelu dla owadów...Ta plansza stoi tam sobie od bardzo dawna

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Imagine

poniedziałek, 20 sierpnia 2007 13:48

                                                                            

Imagine, 

Wiem, że masz prawo do zastanawiania się nad utrzymywaniem choćby pobieżnej znajomości z kimś tak korespondencyjnie niestałym jak ja. Miej prawo. Ale zważ na sprawiedliwość. Tym, słabym żartem parapolitycznym chciałbym Twe chmurne na mój temat czoło – wypogodzić. Nie koniecznie do stopnia – „wybaczam”. Może owo wypogodzenie brzmieć jedynie – „eech Andryou, Andryou…” Bo wszystko z powodu mojej gupoty. Tak, tak – GUPOTA. Bo kobieta jeśli z jakiegoś powodu wstępuje na drogę Głupoty to ona Głupieje. Ale mężczyźnie to nie wystarcza. On – stan zgłupienia mija obojętnie i nie spocznie póki nie zGupnie. Innymi słowy GUPOTA – to Głupota ale bardziej. Doszczętnie. Do tego stanu można się doprowadzić różnymi sposobami. Od chemicznych po uczuciowe. Szeroka jest paleta środków gupotogennych. Ale jednym z najskuteczniejszych jest praca. W fizyce – Praca jest definiowana jako iloczyn Siły i Przesunięcia. W życiu, aby utrzymać stały poziom Pracy a wobec utraty Siły – Przesunięciem się nadrabia. I nim się człowiek obejrzy – w kierunku Gupoty się przesunie. Mój list trwa już czas jakiś i może pomalutku zacząć Twoje pytanie – a gdzie obiecane komary? – nad nim powisać. Oto. Bowiem komary i gupota - łączą się. W czasie moich suwalskich odpocznień moje kontakty z komarami są liczne. Choć za podtrzymywaniem tej znajomości – one są bardziej. Przyglądam im się czasem. Obserwuję je w takim bardzo ważnym momencie ich życia – bo pod koniec. Ale, że one o tym nie wiedzą – zachowują się w miarę normalnie. Są różne. Moje ulubione – to gniade. To, że używam tu określenia maści konia nie jest przypadkowe. Dorodne są. Myślę, że Suwalszczyzna odetchnęła by gospodarczo gdyby zajęła się eksportem gniadych komarów. Obserwuję komary szczegółowo – w początkowym stadium nieco wymuszonego krwiodawstwa. Ale obserwuję je też ogólnie. I dziś już wiem, że z zachowania człowieka względem komara – wiele o tym człowieku można się dowiedzieć. W bezpośredniej konfrontacji Człowiek – Komar ginie Komar. Przynajmniej na razie. Genetyka rozwija się wszakże. Módlmy się by komary nie pozyskały odpowiednich środków na finansowanie tych badań. Komar ginie – acz - Nie jedynie. Ginie w Człowieku część jego spokoju. A spokój dla Człowieka jest tym czym wentylator dla procesora, czym chłodnica dla silnika. Człowiek pozbawiony chłodziwa spokoju przechodzi kolejne fazy zdenerwowania aż po …

tu użyję określeń z prośbą o fakultatywne ich potraktowanie …wkurwienie/afekt. Nie od dziś wiadomo, że Natura nosi w sobie wiele wymyślnych rozwiązań do których tzw. Człowiek z charakterystyczną niemrawością dochodzi setki lat nazywając nieśmiałe przybliżenie tychże z charakterystyczną buńczucznością – wynalazkiem. To co dziś nazywamy kamerą termowizyjną – komar, śmiem przypuszczać, miał zawsze. Jeżeli więc ukłucie komara irytuje nas to podnosi się nasza temperatura i stajemy się dla kolejnych komarów obiektem bardziej „widocznym”. Im bardziej – tym bardziej. Co człowiek to inne zachowanie okołokomarowe. Zachowanie się względem komara wiele mówi o naszej wytrzymałości na ból, o naszym stosunku do własności prywatnej (nie ma wszak nic bardziej prywatnego jak krew) o naszym stosunku do sąsiedniej społeczności, opcji. Swoją drogą, strach pomyśleć do czego doprowadziła by nas demokracja gdyby gniade komary w suwalskim zyskały, choćby bierne, prawo wyborcze. Jeden z nas nazwie komara krwiopijcą. Inny – krewnym. Jeden zabije komara natychmiast. Inny poczeka aż komar osiągnie stan zapamiętania transfuzyjnego. Jeszcze inny zareaguje na samą próbę komarzego podfrunięcia ku niemu. A jeszcze inny – poczeka aż komar się zapamięta i w ekologicznym natchnieniu, ostrożnie, za skrzydełka – zasugeruje mu roniąc może nawet łzę wzruszenia – by sobie gdzieś dalej poleciał. Oczywiście musi przy tym uważać żeby ta łza nie spadła na jakiś żywy fragment ekosystemu. Od pewnej suwalszczanki słyszałem, że metodą na komary najlepszą jest pozwolić się obsiąść komarom w całej rozległości ludzkiego ciała. Przez, powstały w ten sposób kożuch komarzy nie przebiją się następne. Ale mało kogo poza suwalskim wytrzymałym ludem stać na takie głęboko zakonne praktyki. Komary zabijamy ręką. Wobec, dojmującego w tej sytuacji braku ogona. Ręką – możemy więc robić to w miarę rozważnie, pewnie, z rozmysłem. Mamy taką możliwość. Imagine czy nie przypomina Ci to czegoś. Życia na przykład. Że niby te komary to przeciwności losu. A że niby My – Człowiek tak wiele możemy z naszych zachowań – uznać za celowe, rozważne, prawdziwe. Co nie ? No, bo jak nie – to GUPOTA blisko.Gupi ten list. Ale tym bardziej serdecznie Cię pozdrawiam.                                                                           

Andryou


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  1 795 008  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1795008

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl