Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 128 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine,

piątek, 29 sierpnia 2008 12:20











Imagine,

Jakże się to wszystko splata - stąd się pewnie biorą lata. Może tak zacząłbym.
Bo zauważyłem, że moja, opowieść o organiście parafialnym i Twoja o Bułacie - ja patrzę - a one splatają mi się w taki oto początek koncertu na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie -
- Szanowni Państwo - mówię ja do zgromadzonych na dziedzińcu szczecinian płci i młodości - obojga. I tu opowiadam o organiście. I potem opowiadam o tym co mi się w związku z tym pomyślało. A pomyślało mi się, że jeżeli nasz „żywy" świat pozostaje z tzw. „tamtym światem" w słynnej tu u nas równowadze, to może na tamtym świecie każdy z nas żyjących ma przydzielonego mu, takiego anioła - grajka. I ten wygrywa na jakimś instrumencie melodyjkę naszego, tu, życia. To wyjaśniałoby przecież, nasze „górki" i „doły" samopoczuciowe, losowe itp. I instrument każdemu z nas przydzielony różny, o jakże różny przecież, w każdego z nas, przypadku. Taż życie jedno, jakieś - dostojne, spokojne, w barwie swej ciemne ale ciemnością nasyconą, tajemniczą - nic tylko wiolonczelą grane. A inne - pitu-pitu-pit-pilit - flecik piccolo. Tu altówka. Tam rożek angielski. A tu fortepian, akordem zabrzmi. A tam znowu banjo briambnie. O przeszkadzajkach, trąbach czy cymbałach celowo nie piszę, bo dawno już umawialiśmy się że nasza korespondencja będzie apolityczna. Czubów demokracji więc nie tykam, w doliny codzienności schodzę i dalej w moje, o tamtym świecie mniemanie brnę. Otóż ten Anioł - Grajek różne też melodie może wygrywać. Jeden - z mozartowska nawywija, umęczy trochę podopiecznego swego ale ów, pod koniec „utworu", no można powiedzieć, ma się bidula na co obejrzeć. Drugi - leniwawy Anioł - Grajek pipnie dwa dźwięki i powtarza je, popipuje w umowną nieskończoność, czasem, przy świętach trzeci dźwięk dodając. I taki podopieczny tak techno-ma-się, i tyle. Wiem, że wszystko to układa się w obraz jakiejś Wielkiej Niebieskiej Orkiestry którą nazwać by można „JazzGod". Czytane jako „jazgot" - daje odwzorowanie niebanalnych wrażeń muzycznych. Ale pisownia tej nazwy jest z kolei zapisem starego ludzkiego podejrzenia - że Najjaśniejszy, ma otóż, niejaką skłonność do improwizacji. Pozostaje nam wierzyć, że dobra improwizacja to taka, która jest częściowo przygotowana. I wokół jakiegoś jednak tematu. Bo to, że ON jest dyrygentem i to, że dyrygentem jest ON - to pewne. Wskazuje na to wszak zasada oszczędnego prezentowania oblicza.
I tak to sobie myślałem o tych sprawach niebieskich i zielonych. Czyli o „tamtym" i „tym" świecie. Myślałem sobie jeszcze, że ci Aniołowie - Grajkowie mają jakiś grania swego powód. Że użyję przyziemnie ziemskiego określenia - muszą mieć jakiś interes. Jaki - nie wiem. Może w zamian za to nam podgrywanie zwalniają ich z obowiązkowego Chóru Anielskiego. A może w zamian za ten akompaniament baterie do aureolki dostają. Może Tam obowiązuje zasada - „Świeci jaśniej - Święty, właśnie". Albo coś.
A może to zwyczajny, codzienny anielski obowiązek. Jeżeli tak, to na pewno, ale to już na pewno, zwolnieni są z tego obowiązku Ci, którzy za swego życia stworzyli - napisali, skomponowali, namalowali czy zrobili cokolwiek innego - co nam, tu nadal pozostającym daje radość, wzruszenie, przeżycie, doznanie. Którzy, tak jak Anioły szczecińskiego koncertu - Agnieszka Osiecka i Bułat Okudżawa zostawili nam tyle pięknych, dyskretnych - dobrych, podpowiedzi. Podszeptów. Ścieżek. Drzwi uchylonych. Którzy sobą, i tym co napisali, czyli też sobą - sprawili, że zdarza się „żyć - aż miło".
Tak się na-myślałem, że całkiem u-myślony jestem. Muszę się więc oddalić, od-myśleć. Myślenie moje jednak dalej będzie trwało i mam nadzieję - korespondowało z Twoim. To i na naszą dalszą korespondencję jest niejaka nadzieja.

                                                                  Andryou


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Andryou, Andryou, pozwól chłopie- pochliphopię Ci w laptopie!

piątek, 22 sierpnia 2008 19:20





Szczecin 22 sierpnia 2008 roku.


 

Andryou, Andryou, pozwól chłopie- pochliphopię Ci w laptopie!


Jak wieść niesie, kiedy odszedł był w zaświaty wielki aktor i niezwykły egzemplarz ludzki, pan Zdzisław Maklakiewicz, jego wierny druh i partner filmowy, jedna z najbarwniejszych postaci PRL-u -Jan Himilsbach bardzo  cierpiał  i  nigdzie nie mógł  znaleźć sobie  miejsca.

Co z tego że,  jak dawniej,  włóczył się po knajpach,  siedział w uniwersyteckiej Harendzie i opowiadał kochającym Go  studentom, jak to kiedyś było?
Co z tego że wpadał do Spatifu, Ścieku, czy na prywatne zgęstki?
Nad ranem zawsze lądował przed drzwiami przyjaciela i naciskał dzwonek.
Drzwi otwierała zaspana mama pana Zdzisława i utyskiwała:
- "Jasiu- no i czemu ty znowu dzwonisz? Połóż się wreszcie spać, przecież Zdzisiek już dawno nie żyje."
-„Ciągle nie żyje?!"- zdumiewał się rozżalony przyjaciel i  niepocieszony odchodził.    

Dopiero po jedenastu latach dołączył do Niego.

Teraz sobie Tam  razem „ciągle nie żyją".
W przeciwieństwie do filmów  z Ich udziałem .

I to jest potęga Pani Sztuki.
Zostawia nam ukochanych artystów na całe nasze życie.
I zawsze będę Jej wdzięczna za to, że żałuje róż kiedy płoną lasy. A płoną właściwie bez przerwy. Jeśli zabarykadujesz się przed światem, nie włączając telewizora, radia, czy nie czytając gazet, to pod wieczór i tak  wpadnie to wszystko do ciebie  laptopem, bez którego już nie umiesz żyć.
Andryou, czy w Twoim  laptopie także  wszyscy walczą ze wszystkimi?!
Ranią i  zabijają słowami,  jakby nie dość było  wydarzeń nie zaplanowanych przez człowieka; katastrof i kataklizmów.

-„Zaśnij maleństwo, idź z aniołami w zawody
Świat to szaleństwo i to bez żadnej metody."

- napisał kiedyś, w najsłynniejszej kołysance świata, Wojtek Młynarski .


Tylko spokój może nas uratować. Spokój i Sztuka.
Dzisiaj, przygotowując  się do szczecińskiego koncertu,  cały dzień słucham piosenek Bułata Okudżawy. Każda myśl, każda nuta jak kryształ. To może być jedyny artysta na świecie, który nigdy nie podniósł głosu.
A wywalczył tak wiele. Mądrości przede wszystkim.
Jedną z dobrych stron tego, że żyję już na świecie tak długo jest to, że  dane mi było poznać Go osobiście.
-Pan Bułat był cichy i skromny. Obejmujący ramionami swojego talentu( czy można mieć ramiona talentu, poeto?!) wszystkich potrzebujących  wiary , nadziei i miłości. Światło od Boga, mądre oczy, gitara, trzy do czterech akordów  i głos jak balsam. Ciekawe, jakby się znalazł w świecie dzisiejszej estrady Ten, na którego koncerty przychodziły miliony ludzi.
Co by powiedział  producentom  telewizyjnym proponującym Mu udział w jury,  w jednym z cyklicznych programów rozrywkowych z cyklu :"Jak oni głupieją."
Może i dobrze, że już tego nie musi oglądać ...
A na pewno dobrze, że my  mamy Go na całe nasze  życie i przynajmniej możemy o Nim opowiadać młodszym.
Należy do grupy Tych, którzy „bardzo" i „ciągle" nie żyją.





Pozdrawiam Cię , w Twoim ulubionym Szczecinie- Imagine

Ps.
Andryou!
Wydaje mi się, że spotkałam opisywany przez Ciebie obłok przed burzą!
Daję Ci go na zawsze - Imagine.






Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Imagine

poniedziałek, 18 sierpnia 2008 10:01













Imagine,

 
Jedną z radości, naszego do siebie pisania jest chyba to, że do końca, do samego napisania - nie wiemy co, a nawet o czym będziemy pisać. Pewnie asumptem zaczyna oto być „coś", „ktoś", czy też „ktoś z czymś" - przyniesione przez dzień, parę dni, jakiś czas. Pozwól, że w moim asumptatywnym pisaniu będzie to odpowiedź jakiej udzielił pewien znajomy organista parafialny na zwyczajowe i jakże zwyczajne pytanie - co słychać? Otóż on odpowiedział - „Ludzie mrą - aż miło". Być może myślnik, który wstawiłem w pisemnej notatce jego wypowiedzi jest nadużyciem tego znaku. Być może język polski pisany powinien dawno już mieć w swoich zasobach znak, który jakże usprawiedliwiał by wiele wypowiedzi - mianowicie „bezmyślnik". Ale tutaj w przypadku organisty ma ów myślnik jedynie oddzielać dwie części zdania. Zdania, które jest tak naprawdę doniesieniem o sytuacji finansowej organisty. Dobrej sytuacji - dodajmy. Myślnik oddziela w tym sprawozdaniu popyt i podaż. Bo samo zdanie jest przecież przeniesieniem i zastosowaniem słynnego prawa popytu i podaży w rejony okołowiekuiste. W pierwszej części zdania organista donosi że jest popyt na jego organistyczne usługi. By w drugiej zdania części donieść, że oto z charakterystyczną dla kapitalizmu radością - jest gotów z organistyczną podażą. I dla samego, mniej lub bardziej potencjalnego klienta - odbiorcy tych usług - wieści są pomyślne. Ludzką bowiem twarz kapitalizm okazuje - do twardego jak ekonomia „prawa popytu i podaży" - prawo popytu do podaży dodając. Innymi słowy - jeżeli klient, ów prawdziwy i niekwestionowany bóg kapitalizmu, czuje w sobie jakiś ślad choćby popytu to ten jego popyt - ma niezbywalne kapitalistyczne prawo do podaży na ten temat.

Można by więc przypuszczać, że oto chichocze gdzieś w zaświatach Włodzimierz Ilicz Lenin. To chyba on życie przepędził na realizacji pomysłu - by „od każdego według jego możliwości, każdemu według jego potrzeb. W. I. Lenin - ów teoretyk i nieszczęsny praktyk walki z uciskiem, najwyraźniej z własnym uciskiem w okolicach skroni nie mógł sobie poradzić, a jeszcze pogorszyło mu się w okolicach Poronina, ale miał rację. Od każdego - według jego możliwości. I każdemu według jego potrzeb. Tyle, że to nie jest ten sam „każdy". To jest dwóch różnych „każdych". Jeden „każdy" ma, może i umowną ale potrzebę umrzeć. Drugi „każdy" ( np. Organista) według tamtego pierwszego potrzeb działając, ale według swoich możliwości tę potrzebę, w aspekcie udźwiękowienie, realizuje. 

Tak to, jak widzisz Imagine, na próbach rozkodowania idei socjalizmu, kapitalizmu i skrywanych podobieństwach tych dwóch sposobów spędzania czasu - upłynął mi wakacji czas ostatni. Ale to tylko wstęp. Bo wypowiedź organisty rozpętała we mnie burzę myślenia o Życiu. O naszym przyzwyczajeniu do traktowania życia jako linii. Co w zestawieniu z już szkolną wiedzą, gdzie linia to zbiór punktów - do zadziwiających odkryć mnie poprowadziło. Mnie - zadziwiających. Bo wszystko to, pewnie już starożytni odkryli. A kto jak kto, ale starożytni - to już bardzo nie żyją. I niechby ostatnie zdanie było mi mottem kolejnego do Ciebie listu.  


                                               Z późnowakacyjnym pozdrowieniem

                                                                                     Andryou


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

wtorek, 28 marca 2017

Licznik odwiedzin:  1 784 555  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1784555

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl