Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 236 128 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine,

czwartek, 25 września 2008 13:41

 

 

 

 

 

 

 

 


Imagine,

 

Aż tu nagle, ja słyszę, że dziś jest ostatni dzień lata. Prawda, że Cię zaskoczyłem? Nie tyle tym lata końcem co temperamentem tego zdania. Siebie też zaskoczyłem. To zdziwienie. Bo też i lato w tym roku wyszło nieco po angielsku, jakoś tak pod koniec sierpnia. A tu mi dziś mówią, że to dopiero teraz koniec. Lata.

„Niespodziewany koniec lata” – tak brzmiał tytuł jednego ze spektakli Starszych Panów. Pozwoliłbym sobie na bezczelność trawestacji tego tytułu. By dramaturgię tych dni przed-zimnych podkreślić. I jako tytuł moich rozważań wczesnojesiennych obrałbym – „Nieprzytrzymany koniec – lata”. Lata – czasownik określający z grubsza rzecz biorąc nieprzewidywalnie dużą niestabilność zachowań rzeczonego końca. Ale, czego - końca, jakiego końca ? Otóż wydaje mi się, że mamy w sobie, po wiosenno – letniej  pląsaninie wiele myśli, wiele wątków, czy-to-planów, czy-to-coś. I te końce tak latają, fruwają wokół nas. Nie chodzi przecież o to by taki koniec zakończyć, uciąć, zaobrębić. Ale latać to tak nie może. Bo idzie zima. Ot, dobrotliwie powiedzieć do jednego czy drugiego wątku –

      Oj ty wątku

             Chodź tu wątku

             Wątłyś  

             Osiądź na mej duszy lądku

             Popląsamy sobie wiosną

             od początku

Tak, by te wątki, myśli, wymyślenia, za ich zgodą, miło zbagatelizować. Zbagatelizować czasowo. Bo idzie zima. A zimą, człowiek, z uwagi na zimno powinien zajmować jak najmniejszą kubaturę. By ciepło było łatwiej utrzymać. Nie można taki rozwątkowany wejść w czas chłodu, wiatru, deszczu. Choć społeczeństwo lubi takich rozwątkowanych. Społeczeństwu, owszem estetycznie na rękę jest widok np. poety z szalikiem rozwianym. Ale że śmiertelność u poetów wysoka, i dlaczego? – to już społeczeństwo nie docieka. Ot złomu mosiężnego nazbiera, skwer odrolni, pomnik postawi, kwiat cięty złoży w rocznicę czy to śmierci czy urodzin i już. Oczywiście dotyczy to tylko poetów największych. A czyż taki poeta codzienny nie jest rozwątkowany ? Jest otóż. A poeta codzienny to znaczy – każdy. Każdy z nas. No, może prawie każdy. Rozwątkowany. A chłód czyha. Dlatego o połapanie końców apeluję. O przybliżenie wątków ku sobie.

A jednym z takich wątków jest na pewno to czego dotknęłaś Imagine w ostatnim liście. Jest taki podział – na to co robi się w czasie życia i to co robi się w międzyczasie. Czas i Międzyczas. Czas, czy międzyczas – oto jest pytanie, że posłużę się słynną dociekliwością Mistrza Williama. Każdy z nas ustala, definiuje swój Czas i Międzyczas. Czyli ustala, definiuje - odróżnia rzeczy ważne od mniej ważnych. I od tego zależy jak nam jest. I jak innym z nami. Spotykałem ludzi, również w lustrze, którzy całe życie spędzali w Międzyczasie.

No to się dopiero dofilozofowałem.

No, ale to jeden z wątków.

Wolny koniec tego wątku biorę i do siebie niosę kątku.

Niech, co chce, dzieje się

Dziś wyruszam w jesień.

 

                                                                  Andryou


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

Andryou

poniedziałek, 22 września 2008 9:59












20 września 2008

 
Andryou,
 

Zakończył się 11-ty  konkurs na interpretację piosenek Agnieszki Osieckiej. Wygrała dziewczynka z Bielawy, uczennica liceum - Alicja Pyziak. Moim zdaniem bardzo słusznie! 
Na uroczystej Gali w starym teatrze "Roma", wszyscy nasi laureaci zaśpiewali lepiej niż dotychczas. Pełna mobilizacja!  To był piękny koncert,  nie transmitowany niestety przez telewizję. A podobałby się ludziom. Może nawet bardzo by się podobał. Telewizja  Nie Jest Tym Zainteresowana. Smutne.
W części drugiej wystąpiła Kasia Nosowska, która po raz pierwszy w życiu zaśpiewała piosenki Agnieszki i zrobiła to cudownie! Mam nadzieję, że chociaż  z tego wyjdzie płyta!
W starej Romie było magicznie i ciepło, ale na dworze ziąb. Chyba się przeziębiłam z tego niedopuszczalnego końca lata, bo
Kicham i
Do tego jeszcze
Mam dreszcze

Za oknem deszcz, wiatr, stalowe chmury. Komplet jesienny.
A za to w domu dwa źródła ciepła-  syn typu Mateusz i kominek przy którym siedzimy i gadamy.
To jest wielkie  szczęście, kiedy Mateusz jest w domu. Uwielbiam z nim rozmawiać, grać w scrabble i oglądać stare kroniki rodzinne z małym Frankiem- Nankiem, w roli głównej.



Jak my już za Nim tęsknimy!!!

A rozmawiamy sobie o bardzo różnych rzeczach. Wczoraj na przykład Mateo tłumaczył mi skomplikowaną budowę Ziemi i tego co my z Nią wyprawiamy. I „wieszczył" jakie tereny będą zalane za sto lat. I wyjaśniał mechanizm tsunami. Mateusz jest geologiem i bardzo mi imponuje swoją wiedzą i tym, że  Go to wszystko tak  interesuje. Kiedy byliśmy na wyprawie po Nowej Zelandii, wędrowaliśmy sporo kilometrów tylko po to, aby zobaczyć jakieś niezwykłe kamienie (moeraki boulders!) czy skały. Jak On umiał się tym zachwycać! A potem jechaliśmy pożyczonym autem, przez całe dwie  wyspy, szukając następnych niezwykłości i  śpiewając na cały głos piosenki  Diany Krall z naszej ukochanej płyty: "All for you": " Boulevard of broken Dreams", „You're looking at me", "Hit that jive jack". Niezapomniane chwile!
Patrzę dzisiaj na dorosłego, żonatego mężczyznę i zastanawiam się , gdzie się podział malutki Mateusz, który przed chwilą trzymał mnie mocno za rękę żeby wejść po schodach?! 






I myślę sobie jeszcze, że ja uwielbiam przebywać z moimi synami nie tylko dlatego, że są moimi synami, ale  dlatego że są bardzo ciekawymi ludźmi.
I myślę jeszcze o tym, jakie to  szczęście, że oni chcą ze mną przebywać i rozmawiać, jako dorośli już  ludzie. Może dlatego, że w dzieciństwie i wczesnej młodości tyle razem przebywaliśmy ze sobą? Najważniejsze co można dać dziecku to czas i czułość. One to potem oddadzą innym. A prezenty, ubrania, zabawki- to wszystko jest dużo mniej ważne i nigdy nie powinno być ZAMIAST prawdziwej  bliskości.

To ci Amerykę poodkrywałam, drogi Andryou, w dalekim Szczecinie.

Ja także wyruszam już  w drogę, kolego nomado. Na dwa dni, do Tarnowa i Bełchatowa. Zakatarzona  i przeziębiona, ale przecież nie można odwołać przedstawień. Tym bardziej że śpiewamy(z Piotrem M. i Zbyszkiem Z.) piosenki z Kabaretu Starszych Panów, które uwielbiamy!
A za tydzień i my wyruszamy w trasę z „Chlip- hopem". Jak to Ty mówisz- śladami Krzyżaków. Trzeba się jakoś ratować przed  pogodą typu „pół roku mroku". Już po bocianach, niestety                     

                                                              Imagine.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Imagine

poniedziałek, 15 września 2008 11:25







Imagine,


 
Pozwól, że bez zwyczajowych wstępów przejdę do meritum mojego listu. A meritum wypływa z chęci Tobie pomocy. Stąd również wynika bardzo szybka, jak na moje możliwości, odpowiedź. Chcę Ci bowiem bardzo szybko powiedzieć jak ja sobie radzę ze zjawiskiem „polityk w TV". By Twój ból zminimalizować, Twojej trosce o Ojczyznę - ulżyć troszkę.
Otóż dawno już zauważyłem, że Najjaśniejsza, Miłościwie nam Panująca Demokracja wynosi czasem osoby, których predyspozycje, czyniłyby je użytecznymi raczej przy archiwizacji szyszek na terenach podmokłych. Umiejętność odróżnienia szyszki od czegoś innego jest na tyle powszechna w naszym narodzie, że można by osoby te śmiało uznać za faktycznych narodu tego przedstawicieli. A pomyłka o jedną czy dwie szyszki nie wpłynęłaby na nasze stosunki czy to z Unią, czy z USA. Nawet pozyskanie takiej szyszki dla własnych celów byłoby dla takiego archiwisty korzyścią może i osobistą ale jednak umowną. Mimo mojego niebanalnego doświadczenia leśnego, nie umiem sobie wyobrazić tej ilości alkoholu przy której dałoby się zjeść szyszkę. Intelektualna sprawność tych osób tak pięknie potęgowałaby, u kresu kadencji, zdziwienie faktem, że tak mało szyszek jest na terenach podmokłych.
Ale jest - jak jest. Jak mówi poeta. Tereny podmokłe same taplają się w swej podmokłości a wspomniane osoby gdzie my widzimy ? - w TV widzimy. TV - należy to wybaczyć. Czasy „kobiety z brodą" czy „mężczyzny - gumy" mineły dawno i bezpowrotnie. Coś muszą pokazywać. Po to są. (chyba)
Ale mam taką cichą, szarą nadzieję, że gdzieś na niższych i wyższych piętrach tego budowanego chlubnym wysiłkiem całego narodu, Gmachu Demokracji są ludzie mądrzy, odpowiedzialni, normalni. Należący nierzadko, do elitarnej grupy osób zasypiających nad książką. I trzeba ich, od tych opisanych powyżej odróżnić. I nie można używać określenia „polityk" dla wszystkich. Dla tych, opisanych powyżej proponuję określenie „poli-tryk". Tu wypada mi przeprosić męską gałąź ogromnej rodziny owcowatych. I przepraszam. Ale określenie wydaje mi się ze wszech miar pasujące. Czy Twoja, Imagine telewizyjna przygoda nie była podobna do takiego pojedynku rogowatych górą. Ty, Imagine poczytaj sobie za rodzaj szczęścia, że nie przyszło Ci do głowy włączyć telewizora w okresie godowym. Czyli przedwyborczym.
A kiedyś, na jakim przyrodniczym kanale TV widziałem jak wykwintni koledzy naszych wełnistych - muflony odchodzą od siebie na kilkadziesiąt metrów, rozpędzają się i możliwie największym impetem zderzają się czołami. W stanie kompletnego otumanienia stoją tak potem przez jakiś czas. Pomyślałem, że to chyba nie jest naturalny dobór, nie wyodrębnia bowiem najsilniejszego. Z placu boju odchodzi bowiem ten, który jest na tyle przytomny, że może jeszcze odejść.
Czyli „Polit-ryk" - proponuję. Oczywiście, jak wszystkie sposoby porządkowania świata i ten mój ma wadę tę, że podzielić jest łatwiej (polityk, poli-tryk). Trudniej jest odróżnić jednego od drugiego. Ale to już kwestia sumienia wyborczego narodu. I ordynacji wyborczej. Która, w obecnej postaci raczej na archiwizację szyszek jest nastawiona.
Zakończę wierszykiem. Wymijającym.


Polityko !
Polityko ...
POLITYKA -
- ile-m ja się Ciebie, kurcze,
na-dotykał

i Ty
Też mnie dotykałaś
mocniej, słabiej
ale jednak lata całe
tyle że
współdotyku tego skutkiem
- ogromniałaś jednak TY
Ja - malałem
Pewnie jeszcze się spotkamy...
- w stronę konstatacji zmierzam
Że
przy dotyku typu  Człowiek - Jeż
- to
przyjemność trochę większa
jednak jest
po stronie jeża


                                                                  Andryou

P.s.
Przepraszam. Cały list zszedł mi na politykę. Tak wyszło. A są ludzie, którym całe życie tak schodzi. Strach pomyśleć. Ale i radośnie. Że nie wszystkim
                                                                                     - w głowie, szyszki.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

wtorek, 28 marca 2017

Licznik odwiedzin:  1 784 541  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1784541

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl