Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 641 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Imagine,

środa, 30 września 2009 14:18





 

 


Pozwól, że nim zajmę sie problemem okiennym, zachowam się, mam nadzieję nieagresywnie dygresyjnie. Natchnął mnie do tej dygresji Twój wierszyk, kończący ostatni Twój list. Otóż, przypomniałem sobie, a jak wiesz jestem w wieku, w którym jeśli coś się przypomni, to trzeba z tego skorzystać, że ja kiedyś napisałem wiersz rozliczeniowy o tematyce spożywczej. Pamietam, że zbierałem się do tego wiersza bardzo długo. Bo problem spożywczości dotykał mnie, jak każdego - od czasów przysłowiowego mleka matki. Ale potem zauważyłem, że ja mam w aspekcie spożywczość, w sensie jedzenie - problemy, że tak powiem w miejscach, w których inni, problemów tych nie mają. Zauważyłem na przykład, że ludzie czerpią przyjemność z aktu jedzenia. I było, i jest mi nadal głupio, bo ja, nie to żebym przyjemności z jedzenia nie miał - ale nie taką. Nie aż! Taką. I dziś, kiedy inni „idą coś zjeść", „idą na obiad" - ja, nie demonstracyjnie, ale „idę pozyskać białko". Oczywiście chodzi o codzienne z-jedzenia, czy codzienne obiady. Co innego, kiedy obiad czy inne z-jedzenie jest uroczyste, odświętne, kiedy jest fragmentem jakiegoś obchodu. Dochodu, przychodu, nadchodu... Wtedy, na oko wyglądam jak człowiek doceniający, uczestniczący, celebrujący rzeczoną okoliczność. Ale, nim ruszy inicjowany właśnie proces trawienia, mnie trawi kolejny mój problem. Problem mianowicie uroczystego asystowania większej grupy osób w moim akcie jedzenia. Ja wiem, że to jednoczy, że zbliża światopoglądy, że integruje. Wiem. Ale nie mogę się pozbyć wrażenia naruszania mojej intymności. Przecież jedzenie - to są, często skomplikowane, czynności, operacje, zabiegi wykonywane w okolicach, co prawda początkowego odcinka, ale jednak - przewodu pokarmowego. A czy można sobie wyobrazić bardziej intymną, bardziej osobistą nas część niż ów przewód. No to chyba są jakieś granice. To znaczy - myślałem, że są. Ale one zanikają. Nie wiem skąd przywędrował do nas ten zwyczaj, że kelner z zachęcającym, jego zdaniem, uśmiechem pyta po każdym daniu - „smakowało?". Myślę, że i ten rodzaj uśmiechu i to pytanie wskazuje na to, że zwyczaj ów przybył do nas z regionów głęboko kanibalistycznych. Tylko tak, taką chwilową radością ze wspólnego nie bycia podmiotem zabiegów kucharza można tłumaczyć tę nerwową poufałość.


Bo jak inaczej? Jakież on ma prawo do pytania o stan mojej zastawy w szafce gdzie trzymam kubeczki smakowe. Czy ja jemu zaglądam do jakiejś szafki. Ja wogóle nie wiem gdzie on mieszka. Nie chcę wiedzieć. I w ogóle już muszę iść. Eeeech!...


Czy ja jestem nienormalny? Odpowiem wymijająco - TAK. Ale robię wiele by swoją nienormalnością nie robić innym przykrości obserwowania mojej nienormalności. Może zbyt dobrze pamiętam epokę „jedzenia czego bądź" i doceniam, ale może zbyt dla mnie szybkie było przejście do epoki jedzenia prawie wszystkiego z obowiązkową „nutką bazylii". Może. Morze tych spożywczych problemów we mnie. To i nic dziwnego, że kiedyś postanowiłem się z tym rozliczyć w poetyckiej formie. Do wiersza przygotowywałem sie długo. Wszystkie te problemy, w głowie, zebrałem w taką poetycką reklamówkę i zawiązałem ją  węzłem doświadczenia życiowego mego. Potem w imadle mojego literackiego rzemiosła ścisnąłem i na papier spłynął wiersz następujący:


                            Ależ !

                            Talerz !


Rzadko jestem tak zadowolony ze swoich poczynań parapoetyckich jak w tym przypadku. Bo, dużo atramentu nie zmarnowałem a powiedziałem w zasadzie wszystko co chciałem powiedzieć.


Wracając zaś do okna, to wrócę do okna, powracającym do okna wierszykiem z lat mojej młodości. Niechby ów wierszyk niejako programowym, do czasu mojego powrotu, był.


Patrzę w okno

Widzę las

Na pniach jak sztalugi

Księżyc - talerz z niebieskiej zastawy

Słyszę staw

Zakumkany cały, jak długi

I domyślam się istnienia trawy


Patrzę w okno

Widzę ludzi

O twarzach z beztwarzy

Płacz, dym, rękę przy drzwiach kredensu

Słyszę oddech

Z uśmiechu plakatowych murarzy

I domyślam się istnienia sensu


Jest i któryś tam miesiąc

I rok

Słońce zaszło już chyba głęboko

W kategorii koloru - jest noc

Patrzę w okno

Niech będzie

Że

W okno    

                                                          Andryou



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Filozofie luby

wtorek, 22 września 2009 11:33






Pęcice Nieduże 22 września 2009 roku


Filozofie luby

Prowadzisz do zguby!


Pochylenie się nad Twoją dysertacją  okienną, doprowadziło  mnie

do posiadania  szeregu nowych wątpliwości i to w sytuacji, kiedy

jeszcze ze starymi poradzić sobie nie mogę.

Tyle mi się teraz  myśli, na temat tylu okien  zebrało...

Jak je uporządkować?


Po pierwsze zastanawiam się, czy  aby na pewno pierwszy okienny desygnat dla młodych ludzi, to obramowana i oszklona wyrwa w murze?  To nie jest takie pewne.

Dla dzisiejszej elektronicznej młodzieży mogą to być po prostu słynne  „windows", okna dialogowe, a dopiero potem to starodawne coś, co wpuszcza światło naturalne i (nie wiadomo po co) pokazuje najbliższą rzeczywistość. Oni sobie swój dystans do świata regulować pragną  przede wszystkim tamtymi windowsami...

Tylko czy aby mają nad nimi władzę? Z tego co widzę są raczej w niewoli tych okien. Tyle ciekawych światów do poznania w zasięgu kliknięcia! Dla nich normalny świat za normalnym oknem, to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej. (Dodajmy lwy do tygrysów, bo jakoś do tej pory nie udało mi się zrobić zdjęcia tygrysom.)




Wracajmy do naszych windowsów.  Dzięki nim powstają nowe światy

i pojęcia, które trzeba jakoś nazwać. No i  język wariuje.

Na naszych oczach  dwoi się i troi. I dzieli tym, czym tam ma.

Same słowa nie mogą pojąć co się z nimi wyprawia.



Pamiętam jak mój mały Franek zdziwił się kiedyś, gdy w jakimś dobranockowym filmie nazwali pana, który prowadzi samolot - pilotem. Strasznie go to rozśmieszyło. Dla niego „pilot",  to było do tego momentu jedynie czarodziejskie urządzenie, które leży koło telewizora.


A banalne okna  starodawne?

 Oczywiście widok z okna jest dużo ważniejszy niż samo okno.

 Moje domowe  okna, ukazują światy do przewidzenia.


 

 


W ostatni dzień lata zaglądają do nich winogrona, potem ich miejsca zajmą sikorki, śnieg, deszcz albo lodowe sople.

W cudowny sposób nie będzie się działo prawie nic, co uwielbiam, bo za dużo dzieje się w mojej pracy, czyli w głowie, albo w oknie sceny.




Bardzo rzadko włączam najpopularniejszy typ okna na świat - telewizor.

Oglądam wtedy dobre filmy i wiadomości. Wiadomości prawie nigdy nie są dobre, ale za to często nie da się o nich  zapomnieć.


 




 

Jednym z moich ulubionych okien na świat są okna samochodu. Uwielbiam przez nie przyglądać się czemu tylko zdążę się przyjrzeć, ale nie zawsze udaje mi się  zrobić (temu czemuś) zdjęcie.


Bo wtedy liczą się ułamki sekund, czyli jakby powiedział pan Ando, Ormianin przygotowujący czarodziejskie sztuki do musicalu „Bagdad cafe"

 -  K A W A Ł K I  M O M E N T Ó W!


 

 


Są jeszcze okna hotelowe. Ale to temat rzeka. A ponieważ powiedziałeś,  że to  był dopiero wstęp do Twoich rozważań, to i ja przeniosę widoki z okien hotelowych do następnej korespondencji.


Andryou !

Mam na Ciebie okno, więc na zakończenie ułożyłam nieśmiały wierszyk:

Ależ

w oknie

moknie

talerz!

Należ trochę do mnie,

Należ...


                          Imagine - czyli Twoje  stare okno dialogowe



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Imagine,

wtorek, 15 września 2009 12:21




 


Imagine,


Mówiłem, że niebawem napiszę. O oknie. O moim oknie. O oknie mnie. I, otóż , chyba ów niebaw nastąpi. To znaczy taki mam zamiar, pisząc te słowa. Ale czy ? Mierzenie sił na zamiary słabo się czasem kończy, a cóż dopiero mierzenie myśli na zamiary. Na razie, myślę niespiesznie, że jednym z najważniejszych wynalazków ludzkości jest OKNO. Moja fascynacja oknem trwa od wczesnego dzieciństwa do tzw. dziś i mam nadzieję na kultywowanie jej po kres moich dni. Później, jak to później - może być różnie. Na razie OKNO. Dlatego stawiam je na równi a nawet wyżej od wielkich wynalazków ludzkości bo jest to instrument regulujący dystans. Dystans człowieka względem świata. Wynalazek koła próbował zamachnąć się na przestrzeń i czas, i zdarzało się, że zamachnął się skutecznie. Ale na chwilę. Mamy dziś coraz lepsze samochody, opony, nawierzchnie, a i tak przebycie pewnej drogi w pewnym czasie daje - jedynie prędkość. Nic poza tym.  Ilość spraw, ludzi i rzeczy na które zdążymy nadal jest jedynie ułamkiem ilości spraw, ludzi i rzeczy na które nie zdążymy. Z czasem i przestrzenią człowiek przegrał, choć kolejne ulepszenia samochodów, opon i nawierzchni będzie uważał za kolejne wielkie zwycięstwa. A nawet hiperodrzutowy samolot jest niczym innym jak lepszym samochodem, prawie całkowicie rezygnującym z opon i nawierzchni. Choć przy podchodzeniu do lądowania, z lekkim zażenowaniem i jakby nieco zawstydzony, zdaje się mówić - jeśli można, to jednak skorzystam. Z przestrzenią i czasem człowiek przegrał i kolejne bitewki tylko mu to uświadamiają dojmujęco. Pewnie ta konstatacja bywa ostatnią myślą tych którzy porzuciwszy uprzednio rozum, porzuceni przez Pana Boga i przyczepność zmierzali,swym rozpędzonym autem, ale raczej „górą, ,w kierunku drzewa. Przegrał. Człowiek. Bo niepotrzebnie walczył. To (przestrzeń, czas) są rzeczy większe. Przecież to widać chyba. Znacznie, ale to znacznie - Większe. One są nawet wieksze od www.iększe. Że zażartuję. Ale człowiek taką ma przypadłość, że im co większe tym on bardziej próbuje to zdobyć, poznać, uzdatnić.


U-venividivci-ć. Stanął naprzykład przed bezmiarem ilości, jakości, różnorodności uczuć swoich do drugiego człowieka. To postanowił sobie rzecz ułatwić i podzielić wstępnie wszystkich ludzi na tych, których lubi, tych których nie lubi i tych którymi zajmie się później. I wynalazł proch. Jeśli uznać użycie prochu, za niedyskretną sugestię nielubienia to popatrzmy co sie dzieje. Zmniejsza się, niejako z zasady działania prochu grupa osób przez człowieka nielubianych.  Ta trzecia grupa, zostawionych na później już też mu się kurczy. Bo nie ustaje w zwiekszaniu promienia rażenia. Teoretycznie niezagrożona jest grupa osób, które uznał za lubiane przezeń. Ale po tym co nawyprawiał to na wzajemność nie może liczyć. Moją - napewno. I dawno już utracił panowanie nad swoim wynalazkiem. I to niejednym wynalazkiem. Jeśli dziś nie może zasnąć to dlatego, że z wieczornych półcieni szczerzą swe nierówne zęby jego - człowieka wynalazki.


A okno ?


A okno jest właśnie bodaj jedynym wynalazkiem ludzkości nad którym człowiek ma władzę. Bo też i wynalazł je - OKNO po to właśnie by mieć możliwość regulacji swojego ze światem kontaktu. Jedyny to wynalazek, gdzie to człowiek ustala intensywność vice versa.


Bo - szyba.

Bo

Bowiem

Bo wiem

Że szyba

Daje

Samopoczucie typu chyba

 

Imagine, potraktuj powyższe jako może nieco zbyt obszerny wstęp do moich o oknie rozważań. Bo o ile samo okno nie musi być duże to problem okna - ogromny. I nie bedę tu lufcikował. Oj nie będę.


Macham z mojego okna pozdrowiennie.


                                                                  Andryou

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  1 831 099  

Polecamy



Książka "Jak trwoga to do bloga 2008/2009" jest wydaniem w formie książki drukowanej zapisów z blooga, jaki Magda Umer i Andrzej Poniedzielski prowadzą wspólnie od 2006 roku. Książka obejmuje okres dwóch lat 2008 i 2009. Jest to pierwsze wydanie w formie książkowej wpisów z tego okresu

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O moim bloogu

MAGDA UMER reżyser, scenarzystka, piosenkarka, aktorka, autorka recitali nie tylko własnych i widowisk poetyckich ANDRZEJ PONIEDZIELSKI poeta liryczny, konferansjer satyryczny

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1831099

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl